środa, 9 stycznia 2019

Śmierć Komandora. Metafora się zmienia - Haruki Murakami



Idee, metafory i nieukończone portrety – to wszystko tu jest. Powtórzę jeszcze raz – oba tomy „Śmierci Komandora” są idealnym początkiem rozpoczęcia przygody z Murakamim.


Tu nic nie jest podane na tacy. Brniemy wraz z bohaterem poprzez kolejne ciemne korytarze i sami szukamy odpowiedzi, i sami zadajemy pytania. Jest tu morderstwo, portret, którego nie można zakończyć, są ludzie, którzy są sobą, a zarazem nie są. Jedni znikają, inni się pojawiają, a jeszcze inni śnią. Dla mnie to Murakami w szczytowej formie i żałuję, że tak szybko połknęłam tę książkę. Właśnie za taką powieścią tęskniłam.

Bardzo ciekawie jest pokazana droga, którą odbywa nasz główny bohater. Droga do siebie, do innych, do swojego własnego stylu malarstwa, drogę dosłowną i drogę w przenośni. Rzeczy z którymi się zmaga, i rzeczy, które omija. Wszystko intryguje i wszystko ma w sobie głęboki sens.

“Śmierć Komandora. Metafora się zmienia” jest drugim i zarazem ostatnim tomem tej historii. I o ile Murakami lubuje się w otwartych zakończeniach, które pozostawiają czytelnika z milionem pytań, to tutaj bardziej przeważyło w pewnym sensie zamknięcie. Piszę „w pewnym sensie”, bo oczywiście zostajemy z workiem pytań. A jednak ten wór nie ciąży tak jak to zwykle bywało przy innych książkach autora.

Czy polecam? Oczywiście, że tak!

2 komentarze: