piątek, 2 marca 2018

Niedźwiedź i słowik - Katherine Arden

Dawno dawno temu była sobie niewielka wieś. Chowała się ona w zakamarku Rusi, gdzie zima trwa przez dłuższą część roku. Tam, gdzie dzieci tłoczą się przy ciepłym piecu wieczorami i słuchają opowieści starej niani. Opowieści o porzuconej w lesie sierotce, która spotkała pana zimy. A może to wcale nie było tak dawno temu i ta wieść wciąż istnieje?

A wcale nie tak dawno temu czekałam jeszcze, że ktoś przetłumaczy tę książkę na dostępne mi języki. Ale po jakimś czasie moja cierpliwość malała, a ciekawość jedynie rosła i w końcu porwałam się na lekturę w oryginale. I wsiąkłam bez reszty.

Niedźwiedź i słowik, a w oryginale The Bear and the Nightingale jest doskonałą książką do czytania zimą, gdy zaspy śniegu zaglądają nam do okien (czyli polecam na polską Wielkanoc!). Atmosfera skrzypiącego śniegu i trzaskających polan w piecu aż się z niej wylewa. A do tego cała powieść jest pełna słowiańskości i dawnej wiary. Tu zostawia się dla domowików kromki chleba, składa się dary dla dawnych bogów i wiesza się w domu znaki mające chronić przez złem. A przy tym chodzi się do cerkwi i zapala świece dla Jednego Boga. Ta historia idealnie pokazuje mieszaninę wierzeń - starych i nowych. Co więcej znam wiele miejscowości w Rosji, gdzie taka mieszanina istnieje naprawdę. 


I w tym wszystkim tkwi Wasilisa, młoda dziewczyna, która nie tylko żyje na pograniczu wierzeń, ale także widzi słowiańskie duszki - te domowe, i te leśne. Rozmawia z nimi, a nawet się z niektórymi zaprzyjaźnia. Idealny świat Wasii trwa do momentu, aż do wioseczki trafia ktoś, kto uznaje tylko jedną wiarę - tę nową, a starą nazywa wymysłem szatana.

Wspaniała historia! Dokładnie taka, jaką lubię - z niezwykłe przytulnym klimatem, czarami, rosyjskimi akcentami i mocną dawką dawnej wiary. Doskonale mi się czytało tę książkę, choć podczas lektury nie rozstawałam się ze słownikiem. Ale był to bardzo dobry moment, by przełamać się i sięgnąć po coś anglojęzycznego, szczególnie, że jest jeszcze druga część tej historii, na którą ostrzę zęby.

Jeżeli macie możliwość przeczytać tę powieść po angielsku i lubicie takie klimaty, to nie wahajcie się ani chwili! Jest tego warta! A jeżeli nie, to poczekajcie dwa miesiące. Chodzą słuchy, że Wydawnictwo Muza dodało sobie tę powieść do planu wydawniczego i wyznaczyło datę premiery na kwiecień tego roku.

2 komentarze:

  1. Z Twojej recenzji wywnioskowałam, że klimatu tej powieści nie brakuje. Z drugiej strony chyba trzeba lubić tego typu opowieści. To coś podobnego do polskiej Szeptuchy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Szeptuchy"... Wciąż się trochę jej boję. Ale klimat ta książka ma taki słowiański, choć nie ma tam obrzędów czy opisanych bóstw, są elementy dwóch wiar - nowej i starej, stworzy słowiańskie. Ale nie jest to świat taki jak na przykład w "Idź i czekaj mroów"/

      Usuń