niedziela, 25 lutego 2018

Kolekcja Czerwonych Kapturków z całego świata


Pamiątki - to coś, bez czego większość nie wraca z podróży. Małe figurki, przyprawy, magnesiki, miejscowe słodycze i pocztówki - słowem rzeczy, które mają nam przypominać o miejscach, w których byliśmy. A ja takie wspomnienia przechowuję w... Czerwonych Kapturkach! Tak, dokładnie, dobrze przeczytaliście, chodzi o tę baśń dla dzieci. W każdym kraju, który odwiedzam, kupuję wydanie tej książki w lokalnym języku. I to jak najwymyślniejsze. I w tym wpisie pokażę Wam kilka moich czerwonych zdobyczy.

Wszystko zaczęło się od Gruzji i od maleńkiej księgarni w Kutaisi, gdzie po prostu oszalałam... A muszę przyznać, że było to szaleństwo wyjątkowe, gdyż normalnie także szaleję w każdej księgarni, do jakiej wejdę, a wchodzę będąc i nie będąc w podróży do księgarń całkiem często. Jednak ta  księgarenka w Gruzji była naprawdę wyjątkowa, bo oto pierwszy raz w życiu nie byłam w stanie przeczytać ani jednego tytułu. Alfabet tego kraju jest niepodobny do żadnego innego i nagle znalazłam się jakby na innej planecie. Z całego księgozbioru dałam radę rozpoznać tylko Czerwonego Kapturka, którego bez wahania nabyłam. Nie byłam w stanie się powstrzymać - bo te ilustracje i te litery... No sami zobaczcie.





I tak się zaczęło. Nie pamiętam, który Kapturek był następny, ale dość szybko stało się tradycją, że wchodziłam za granicą do księgarni i pytałam o tę baśń, raz po angielsku, a raz sprawdzając zawczasu jak w miejscowym języku brzmi nazwa tej książki. Jednak to wcale nie było takie proste, jak się wydaje, bo turystka pytająca się o Czerwonego Kapturka wygląda na coś dziwacznego. I chce go jeszcze w lokalnym języku? Kilku księgarzy nie było w stanie zrozumieć, o jaką dokładnie baśń mi chodzi i wtedy... na scenę wkraczał język ogólnoświatowy, czyli gesty. Obecnie jestem mistrzem w pokazywaniu na migi miniaturki Czerwonego Kapturka, jak i w odgrywaniu poszczególnych scenek. Żałujcie, że nikt tego nie nagrał.



Bardzo ciepło wspominam zakup Kapturka z Francji. To była urokliwa stara księgarnia, podłoga skrzypiała, regały pachniały książkami, a księgarz z przyjemnością wyciągał dla mnie coraz to różniejsze wydania tej bajki. Chyba bardzo go rozbawiłam.

Post udostępniony przez Przeczytaj mnie (@przeczytajmnie)






Z Hiszpanii przywiozłam dwóch Czerwonych Kapturków, jednego po hiszpańsku, drugiego po katalońsku. I powiem Wam, że ten hiszpański jest jednym z moich ulubionych. Zerknijcie na zdjęcia, od razu zrozumiecie, dlaczego








Kiedy jeszcze pracowałam w księgarni, spotkałam kilku turystów z przeróżnych stron świata, którzy robili coś podobnego. Co prawda nie zbierali Czerwonych Kapturków, ale mieli podobną zasadę. Albo kupowali Małego Księcia (niektórzy w każdym kraju szukali takiego samego białego wydania), inni po prostu z każdej podróży przywozili zbiory lokalnych baśni. Bardzo mnie cieszyła myśl, że nie jestem jedyna w mojej dziwnej pasji.

A niżej Kapturek z Włoch z bardzo ciekawymi ilustracjami.






A to są Kapturki z islandzkiego antykwariatu. Zwykle przywożę tylko po jednym z każdego kraju, ale te tak bardzo mnie zauroczyły, że nie wahałam się! A jeżeli się przyjrzycie, zobaczycie, że w jednym z nich jest nie jeden, a aż trzy Kapturki!






W bardzo śmieszny sposób zdobyłam też czeskiego Czerwonego Kapturka. Otóż z moją drugą połówką zwiedzaliśmy swego czasu Paczków, a właścicielka pensjonatu poleciła nam bardzo dobrą knajpkę w Czechach, granica z którymi była o rzut beretem. Jednogłośnie postanowiliśmy, że zatem jedziemy do Czech! Na obiad i do księgarni! I tak oto godzinna wizyta za granicą przyniosła mi takie cudo.






Nie ograniczam się jednak tylko do zagranicznych wydań. Poluję także na ciekawe wersje Czerwonego Kapturka na rynku polskim. I posiadam już kilka absolutnych perełek.










I tak to wygląda. Zatem jeżeli słyszeliście o jakichś ciekawych wydaniach mojej ulubionej baśni, proszę dajcie znać. Będę bardzo wdzięczna!


12 komentarzy:

  1. Niesamowita kolekcja. Islandzkie wydanie z potrojonym Kapturkiem i to włoskie z "ulustracjami" 3D ;)... A z resztą wszystkie są cudowne i każdy wyjątkowy. Super, że udaje Ci się łączyć podróże i zwiedzanie świata z wyszukiwaniem tych fantazyjnych wydań. Niech Twoja kolekcja rośnie :)

    P.S. Nie jesteś jedyną osobą z bzikiem na punkcie jakiejś opowieści. Ania z bloga 'Literackie skarby świata całego' kolekcjonuje różne wydania "Pani Dalloway" Virginii Woolf, ja sama jakimś trafem uzbierałam trzy wersje "Mechanicznej Pomarańczy" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia, że jest nas więcej! To takie niesamowite zbierać wydania tej samej książki... To tak jakbym patrzyła na człowieka w różnych wcieleniach :)
      Będę pamiętać o Tobie, jeżeli gdzieś dostrzegę ciekawe wydanie "Mechanicznej..." :)

      Usuń
    2. Jakiś czas temu trafiłam na dwa blogi, których autorzy kolekcjonują przeróżne wydania Alicji w Krainie Czarów w przeróżnych wersjach językowych :) To taki pozytywny książkowy bzik :D
      Ja mam słabość do baśni, legend, podań, mitów... uwielbiam :)

      A kolekcja piękna i imponująca - zgadzam się, ze to świetne, że łączysz ze soba kilka pasji.. miłość do książek, Czerwonego Kapturka i podróży. To na pewno rozwija i kształtuje a także pozostawia cudowne wspomnienia :)

      PS Blog obserwuje od jakiegoś czasu, ale nigdy się nie udzielałam. Chyba czas się ujawnić :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. A pamiętasz może adresy do tych blogów? ^^
      Pracując w księgarni kiedyś spotkałam panią z Nowej Zelandii, która nieśmiało powiedziała, że szuka Alicji po polsku, bo ma takie dziwne hobby... Momentalnie opowiedziałam jej o swojej kolekcji Kapturków i przegadałyśmy chyba z godzinę o naszych przygodach w podróży, gdy szukałyśmy książek do swojej kolekcji :D

      Dziękuję, że się ujawniłaś :* To takie szalenie miłe wiedzieć, że ktoś czyta :) Przytulam ciepło! :)

      Usuń
    4. Nawet miałam zapisane :)
      http://podrugiejstroniekrainy.blogspot.com/
      http://herbatkazkapelusznikiem.blogspot.com/

      W szczególności w oko wpadł mi ten pierwszy - autorka podjęła się nawet porównania polskich przekładów "Alicji.." z oryginałem. Dzięki temu potencjalny kupiec mniej więcej ma wglad na to, który przekład wybrać ;) Tylko szkoda, że posty pojawiają się rzadko a na tym pierwszym nie pojawiły się od dawna :(

      To musiało być kolejne ciekawe doświadczenie/przygoda. Przyjemnie jest spotkać osobę, która podziela Twoja pasję, porozmawiać, wymienić się doświadczeniem, wrażeniami. Niby ta osoba jest obca ale jednocześnie człowiek ma wrażenie jakby znał ją od lat :) Można pozazdrościć :)
      Co do samego kapturka to widze u Ciebie wydanie z TAKO - zdjęcia przeglądałam w internecie ale również wpadło mi w oko. Kto wie? Może kiedyś się skuszę :) To taka "łagodna" wersja baśni? :)
      Jakiś czas temu widziałam również "Czerwonego Kapturka" wydawnictwa Nasza Księgarnia, ale to też tylko w internecie :)Piękne wydanie jest z ilustracjami Szancera ale to chyba ciężko dostać ;/

      A nie interesuje Ciebie może mitologia słowiańska? Tak zauważyłam przeglądając blog i instagram :)

      Nie ma za co :) Czasem człowiek musi "dojrzeć" aby się ujawnić a blog na prawdę jest ciekawy :)

      Usuń
    5. I jeszcze jedno pytanie... co to za wydanie na tym zdjęciu ale tam w tle? :)
      https://2.bp.blogspot.com/-RPUbC8f4EGE/WoiQsVAaELI/AAAAAAAAQ6w/q6m3vmXoacUBV4lkpQrbdr5JoPMiSFt3QCLcBGAs/s1600/przeczytaj%2Bmnie%2B560x230%2B%252837%2529.png

      Usuń
    6. A to zbiór baśni o ten - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/143742/basnie-czyli-opowiesci-z-dawnych-czasow

      Usuń
    7. Kojarzę okładkę :)

      Usuń
  2. Piękny zwyczaj ❤️ a zwłaszcza, że czasem zdarzają się piękne i nietuzinkowe wydania- kiedy kupuję bajki dla córki, to szukam właśnie takich, które mają ciekawe ilustracje albo koncepcję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Dzieci mają teraz raj w dziale książek dziecięcych... Takie cuda są! A czytałaś z córką Kasdepke "A ja nie chcę być księżniczką!"? Cudo!

      Usuń
  3. Fantastyczna kolekcja. :) Ja kupuje różne baśnie, legendy w odwiedzanych regionach Polski, a także zagranicą, ale tam jednak koncentrowałam się na wydaniach, które jestem w stanie przeczytać, czyli po angielsku lub polskie tłumaczenia. Szkoda, że nie wpadłam na Twój pomysł - chyba wybrałabym Kopciuszka ;-)

    Czytałam kiedyś o kimś, kto kolekcjonuje wydania Harrego z różnych krajów. To był naprawdę duży zbiór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam o kimś, kto zbierał Pottera. Chętnie bym pogrzebała w jego kolekcji :D

      Usuń