sobota, 27 stycznia 2018

Slade House - David Mitchell


Wyobraź sobie dom, który tak naprawdę nie istnieje. Wyobraź sobie duchy, których ciała nie umarły. Wyobraź sobie drzwi prowadzące do tego domu - są czarne, metalowe i małe, tak małe, że musisz się schylić, gdy chcesz wejść do środka. Ów dom zaprasza gości tylko raz na dziewięć lat. A goście ci są naprawdę wyjątkowi. Wyobrażasz sobie to wszystko? A co jeśli powiem ci, że to właśnie ty jesteś tym gościem i chwilę temu przekroczyłeś maleńkie drzwi do ogrodu? Witaj w Slade House. Ach, zapomniałam wspomnieć, że stąd nigdy się nie wraca...

Drzwi do ogrodu Slade House bardzo ciężko znaleźć, wiecie? Ba, samo Slade Alley nie zawsze daje się odnaleźć. Ale jeżeli już zobaczyliście jego tabliczke... Na waszym miejscu uciekałabym najdalej jak się da. Ach, jednak skręcacie tam? No dobrze. Zatem musicie szukać maleńkich żelaznych drzwi. Jeżeli wam się ukażą, oznacza to, że jesteście zaproszeni do Slade House. 


Widzicie je? A teraz przed wami kolejna próba. To, że znaleźliście drzwi, jeszcze nie oznacza, że dacie radę je otworzyć. Nie mają klamki, ani niczego w tym stylu. Ale wystarczy delikatne dotknięcie i... och, proszę, otworzyły się. Zatem to jest moment, by się pożegnać. Nie zobaczymy się już nigdy. Jak mówiłam, stamtąd się nie wraca. A przy tym tak ciężko się oprzeć, by nie wejść do środka.

Ja nie byłam w stanie się powstrzymać. I choć Atlas chmur nijak mnie nie porwał i długo czułam się czarną owcą wśród wszelkich zachwytów nad filmem i książką, to zaryzykowałam ze Slade House. A musicie wiedzieć, że obiecałam sobie nie czytać nic Davida Mitchella. Mimo to z serią Uczta Wyobraźni mam tak, że śledzę wszystko, co jest w niej wydawane. A gdy przeczytałam opis Slade House bez zastanowienia wzięłam tę cienką książkę w czarnej oprawie, otworzyłam i... weszłam do środka.


Porwała mnie od pierwszej strony. Stylem nieco skojarzyła mi się z Dziewiątym życiem Louisa Draksa i z Zawsze mieszkałyśmy w zamku, a to jest mój ulubiony styl. Książki napisane w ten sposób połykam w całości. Tak się też stało ze Slade House. Dlatego bez wahania weszłam do środka.

I już nigdy nie wróciłam.

Bo potem się okazało, że to nie ja połknęłam Slade House. To Slade House połknął mnie.

"- Najpierw spróbuj kawy. Od razu po niej zmężniejesz. (...) 
Kubek jest taki szeroki, że zakrywa mi nos jak maska gazowa. 
Kubek jest tak szeroki, że zakrywa mi oczy, zakrywa mi całą głowę. 
I wtedy, cokolwiek w nim jest, zaczyna mnie pić." 
Slade House, David Mitchell


8 komentarzy:

  1. Od początku wietrzyłam podstęp w tym wyobrażaniu sobie, coś mi mówiło nie rób tego, nie wyobrażaj sobie to pułapka, a jednak w miarę czytania wyobrażałam sobie ....
    Jak można być równocześnie osobą tak uroczą i kieszonkową osobą a jednocześnie być tak bardzo wredną i podstępną! Zła kobieta!

    ... i teraz muszę poszukać tej książki ... eeeh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urocza i kieszonkowa - podoba mi się :P No cóż... ale nadal mnie lubisz, prawda? Poza tym mogę Ci tę książkę pożyczyć, o!

      Usuń
    2. Tam było napisane również wredna i podstępna! Oczywiście że tak <3 <3 <3
      Dobra! następnym razem przyjadę z większą torbą podróżną to więcej książek zmieszczę ;P!

      Usuń
    3. Mój wewnętrzny korektor wymazała "wredną i podstępną" :P

      Twoja torba podróżna jest legendą!

      Usuń
  2. Intrygująca i kusząca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak i książka... Nie bój się wejść do Slade House... ;)

      Usuń
  3. Nie ukrywam, bardzo jestem teraz ciekawa tej książki. Koniecznie będę musiała po nią sięgnąć, najlepiej przy pierwszej okazji jaka się nadarzy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj znać, jak wrażenia. Jestem bardzo ciekawa, czy nie tylko mnie ona tak zauroczy.

      Usuń