piątek, 8 września 2017

O książce: Zawód powieściopisarz - Haruki Murakami


Książki Murakamiego zwykle wciągają mnie w zupełnie inny wymiar, pełen muzyki i mlecznej mgły. Uwielbiam się w nim gubić. Ale jego ostatnia książka jest inna, nie porwała mnie z tego świata. Tym razem miałam wrażenie, że Murakami zaprosił mnie na herbatę, mówiąc: wiesz, tyle się znamy, że postanowiłem ci coś o sobie opowiedzieć, masz chwilę? Oczywiście, że miałam!

Zawód: powieściopisarz to zbiór jedenastu esejów, choć kompletnie się nie czuje, że są to eseje. Ot Murakami gawędzi z nami o tym, czym dla niego jest pisarstwo. I tu właśnie wszystko się zaczyna… Bo ta książka jest jak lekkie uniesienie kurtyny i zdradzenie, jak rodzą się jego przeróżne światy, a także od czego wszystko się zaczęło. Oczywiście już nieraz słyszało się o pewnym meczu, na którym Murakami poczuł natchnienie, ale co było dalej? Ja już wiem! I jest to mój ukochany fragment tej książki.

Tak, Murakami zdradza tu sporo niezwykle ciekawych rzeczy o sobie, a przy tym kompletnie nie ma się wrażenia, że rozbiera się z tajemnic przed światem. Raczej jakby opowiadał ciekawe historyjki ze swojego życia grupce swoich przyjaciół. Bo kim innym są dla niego jego czytelnicy, jak nie przyjaciółmi?


Czytałam w swoim życiu sporo wypowiedzi na temat pisarstwa. Mówili o tym eksperci, recenzenci, pisarze, blogerzy… Ale muszę szczerze przyznać, że nikt nie opowiedział o tym zawodzie tak, jak zrobił to Murakami. Czytałam go jak urzeczona i nie byłam w stanie przestać. Połknęłam tę książkę w dwa posiedzenia. A raczej sączyłam, jak wino. Ten lekki gawędziarski ton, mówiący ze swobodą i prostotą o tak wielkich dla mnie rzeczach, niemal hipnotyzował. I choć ta lektura mnie zachwyciła,  to czuję niedosyt, wciąż marzy mi się nowa powieść Murakamiego... Tęsknię za jego światami.


Niektórzy pewnie napiszą, że z paroma rzeczami z tej książki się nie zgadzają i mają ku temu prawo. Ja jednak nie podeszłam do tego zbioru jak do podręcznika o powieściopisarstwie. Po prostu napiłam się z przyjacielem herbaty i posłuchałam jego opowieści. I była to jedna z najpiękniejszych herbat jakie piłam. I w ten oto sposób zaczęłam w tym roku jesień – z Murakamim, pisarstwem i książką pachnącą czarną herbatą z miętą.


4 komentarze:

  1. A ja z Murakamim swoją przygodę dopiero zacznę, ponieważ już jedną jego książka czeka niecierpliwie na półce bym w końcu po nią sięgnęła. Więc mam nadzieję, że jak tylko czas mi na to pozwoli to wnikne w jeden z tych światów i jak Ty przepadne :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też z przyjemnością zasiadłam do rozmowy z Murakamim przy herbacie! Poznanie jego punktu widzenia sprawiło, że i ja chciałabym spojrzeć na jego książki nieco inaczej. Zmotywowało mnie też do tego, żeby zabrać się za te jego książki, których wciąż nie znam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mnie tak samo. Chyba kilku nie przeczytałam, zostawiając sobie na zaś. I czuję, że zbliża się czas ich lektury :)

      Usuń