środa, 21 czerwca 2017

Randka z Neilem Gaimanem: od czego zacząć i jak czytać


Z okazji nadchodzącej Nocy Kupały mam dla Was coś specjalnego! Otóż mam zamiar porwać Was na randkę! I to nie z byle kim, a z samym Neilem Gaimanem! Opowiem Wam jak się na ową randkę wyszykować, od czego zacząć i w jakiej kolejności zabierać się do dzieła. Bo przecież wiadomo nie od dziś, że z randkami nie ma żartów, szczególnie jeżeli chodzi o randkowanie z literatami. Chodźcie, bo Neil już czeka przy stoliku.


Jeżeli nie chce się dać zaskoczyć kawalerowi, z którym ma się spotkać, najlepiej wygooglować go przed randką. Zdradzę, że Gaiman jest dość aktywnym użytkownikiem facebooka i twittera, więc z ciekawości można podejrzeć co nieco o nim. Jednak warto pamiętać, że najgłębszych zakamarków jego duszy i serca nie znajdzie się na serwisach społecznościowych.


Na randkę z Neilem nie polecam zakładać reportażowych szpilek ani kryminalnych apaszek, nie przyda się tu także twardo stąpająca po ziemi ołówkowa spódnica. Ale już fantastyczne jeansy mogą być w sam raz, co więcej, mogą mieć na sobie całkiem realistyczne łaty. Koszula w baśnie też może się przydać. A baletki magicznego realizmu doskonale doprawią całości kreacji. I najlepiej nie związywać włosów, dzięki temu wiatr z dalekich krain chętnie w nich zagości.


Gdy zaprasza się Gaimana do uroczej staroświeckiej kawiarni z różaną herbatą i ciasteczkami posypanymi gwiazdami i ma się nadzieję, że opowie on baśń pełną fantastycznych krain, przygód i pięknej, choć nieprzesłodzonej miłości, polecam na początek sięgnąć po Gwiezdny pył. Nic tak baśniowo nie uwodzi jak właśnie ta książka. Osobiście uważam ją za najłagodniejszą jego powieść.



W sytuacji, gdy ma się ochotę na szybki numerek z Gaimanem, by poznać jego możliwości, ale nie tracić czasu na zbytnie czułości, najlepiej zaciągnąć do swojego łóżka (lub fotela, biurka, kuchni, czy na łąkę, jak kto woli) Koralinę. Ta niewielka książka nie liczy nawet 200 stron, a przy tym pokazuje w całej krasie warsztat Gaimana. To dość mroczna opowieść o Koralinie, której rodzice nie bardzo mają czas się nią zajmować, więc nasza bohaterka odkrywa, że ma drugich rodziców, niemal identycznych, a do tego mających ogrom czasu dla niej. Od tych właściwych rodziców różnią ich jedynie oczy, będące przyszytymi do twarzy guzikami. Jest baśniowo, mrocznie i niezwykle klimatycznie. 

Koralina jest idealna, by poznać atmosferę, jaką Gaiman tworzy w swoich dziełach. Jednak trzeba pamiętać, że jest to cieniutka książka i choć może doprowadzić do okrzyków zachwytu i rozkoszy, to całej nocy się z nią nie zarwie, już nie wspominając o wspólnym śniadaniu.



Gdy nie jest się przekonanym, czy w ogóle ma się ochotę na randkę, ale pisarz kusi, wszyscy się nim zachwycają, ktoś poleca ekranizację, a do tego z księgarskich półek Neil puszcza nam oko swoimi okładkami, warto wymienić z nim kilka smsów, bo przecież od dania kawalerowi swojego numeru telefonu jeszcze nikt nie zginął. Słowem, polecam zajrzeć do kilku jego opowiadań. Na księgarskich półkach znajdziemy kilka jego zbiorów: Dym i lustra, Rzeczy ulotne, M jak Magia i Drażliwe tematy. Warto na chybił trafił popodczytywać sobie kilka opowiadanek i poczuć, czy klimat owego pana nam odpowiada, bo może się okaże, że nagle pojawi się apetyt na wspólny piknik!

Osobiście z opowiadań najbardziej polecam: Mikołaj był... (opowiadanie liczące dokładnie 100 słów), Instrukcja (prędzej wiersz, choć nie do końca. Są chwile, gdy chcę go obie wytatuować na plecach...), Problem z Cassandrą (uwielbiam! I od kilku miesięcy toczę dyskusję z przyjaciółką, czy to fantastyka czy magiczny realizm), Trollowy most (klimat i pomysł!).



Nie zawsze trzeba słów... Bo z Gaimanem można i w obrazki, czyli w komiksy. Niezwykle pomysłowa i mocno stojąca klimatem seria o Sandmanie - władcy krainy snów - z pewnością nie należy do schematycznych i sztampowych opowieści. Niegdyś owa seria była wydana w 75 odcinkach, ale obecnie na rynku księgarskim dostępne jest 10-tomowe wydanie zawierające całość. Polecam czytać po kolei!



Bo jeżeli zna się i lubi takiego pana jak Terry Pratchett, to może warto dać się mu namówić na wspólne spotkanie z Gaimanem i sięgnąć po Dobry omen autorstwa obu tych panów.


I stało się. Miała to być jedna, no góra dwie randki, a tu nagle serce zabiło szybciej i pojawił się pierścionek. Co w takiej sytuacji? Jak lepiej podjąć decyzję, czy ten pisarz ma być naszym jednym jedynym (z haremu jednych jedynych pisarzy, bo wiadomo, że w sercu mola książkowego panuje poliamoria). W takiej sytuacji najlepiej sięgnąć po dwie książki. Pierwsza to Księga cmentarna - swoista Księga dżungli, tylko tutaj mały bohater nie wychował się w dżungli, a na cmentarzu wśród duchów. Natomiast druga książka to Nigdziebądź, jedna z ważniejszych książek Gaimana. Miejscem akcji jest Londyn, jednak nie taki jakim go znamy, bo rozdziela się na Nad i Pod, które stanowią zupełnie odmienne światy. Po lekturze tych dwóch książek będzie się wiedziało, czy przyjąć pierścionek i oddać serducho.



A zatem stało się, zapadła decyzja. Zamierzacie żyć długo i szczęśliwie i poznać się od podszewki. Warto jednak pamiętać, że małżeństwo to całkiem skomplikowany twór i do niego także trzeba podchodzić z cierpliwością, wyrozumiałością i... (jeżeli chodzi o pisarzy) dobrą kolejnością. Przy Gaimanie warto wiedzieć, którą książkę czytać najpierw, a którą później, by nie powstało drobnych małżeńskich spięć i okresów nudy.

Romantyczne śniadania:


Poważne rozmowy przy obiedzie:

Chłopaki Anansiego (przeczytaj przed Amerykańskimi bogami, to ważne)


Lunch z dziećmi znajomych:

Odd i Lodowi Olbrzymi
Mitologia nordycka

Różnorodne podwieczorki:

Dym i lustra, 
Rzeczy ulotne, 
M jak Magia,
Drażliwe tematy

Kołysanki:

Sandman (10 tomów, czytać po kolei) 


Może zdarzyć i tak, że nagle pozna się Amandę Palmer, żonę Gaimana. Nie należy wtedy uciekać z krzykiem, wszak mamy za oknem XXI wiek. Można kulturalnie się przywitać, posłuchać jej kilku kawałków albo i tych, w których sam Neil śpiewa razem z nią.



Mam nadzieję, że randka będzie udana ;)

12 komentarzy:

  1. Tego autora znam jeszcze bardzo słabo, ale to rozwijająca się znajomość, więc kto wie jak się skończy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, by rozwijała się bardzo płomiennie ;)

      Usuń
  2. Świetna ta randka z Gaimanem!

    Ja udałam się do tej pory na tylko jedną - to był prawdziwy speed dating z "Koraliną" (ale przynajmniej mogłam podziwiać jego piękny akcent, gdyż czytałam w oryginale). I przyznam szczerze, że nie umawiałam się na kolejne, gdyż nie wiedziałam, co z nami dalej będzie :D

    "Gwiezdny pył" znam niestety w wersji filmowej i bałam się, że mnie rozczaruje, ale teraz mam wielką ochotę na taką romantyczną randkę z trzymaniem się za rączki (ciekawe co powiedziałby na to mój mąż?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... o męża się nie martw, z pisarzami się nie liczy :P Tak mu powiedz :P

      Usuń
    2. Zawsze też mogę obronić się tym, że czynię to dla higieny małżeństwa :D

      Usuń
  3. Jejku, co za przypadek, że dziś przyszło mi na myśl, by zapoznać się z twórczością Gaimana, a Ty wczoraj dodałaś taki tekst - idealnie zgrałyśmy się w czasie!
    Tak naprawdę czytałam już Gaimana - dwa lata temu sięgnęłam po „Ocean na końcu drogi” i... nie zaiskrzyło między nami, oj nie. Może dlatego, że nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, może dlatego, że dopiero rozpoczynałam swoją czytelniczą przygodę - nie wiem, po prostu ta książka była dla mnie niezrozumiała.
    I nagle dziś nachodzi mnie myśl, żeby spróbować ponownie, ale że nie wiem od czego zacząć, szukam w Googlach i trafiam do Ciebie! Teraz już chociaż wiem, po co nie sięgać na początek, a co może się okazać dobrym wyborem. I tak w rezultacie waham się, czy wybrać „Gwiezdny pył” czy „Księgę cmentarną”, ale bardziej skłaniam się ku tej drugiej.
    Świetny tekst i jak wydać - bardzo przydatny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa - połączenie telepatyczne z Twoim blogerem :P

      I wybierz "Księgę cmentarną", myślę, że jak ona Ci się spodoba, to śmiało możesz sięgać po wszystko wokół. Bo jeżeli nie zaiskrzyło po "Oceanie...", to przy "Gwiezdnym..." też może zgrzytać. Tak mi się wydaje.

      I dziękuję! Bardzo ten tekst przeżywałam tworząc go.

      Usuń
    2. W takim razie faktycznie sięgnę po „Księgę cmentarną”, widzę, że nawet jest dostępna w mojej bibliotece, więc w przyszłym tygodniu się po nią wybiorę ;)

      Usuń
  4. Pięknie napisane! :D
    Trochę już od Gaimana czytałam, a jednak wciąż nie jestem do niego całkowicie przekonana. Fakt, czyta się całkiem nieźle, ale wielkich uczuć we mnie nie rozbudził. Mimo to nie poddaję się, a z listy, jaką stworzyłaś, chętnie skorzystam. Na najbliższy czas w planach mam "Gwiezdny pył". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3

      Sporo osób na "Gwiezdny..." narzeka, a dla mnie jest on niesamowitym kunsztem Gaimana - napisał baśń niby nie nową, a jednak wyjątkową. Ach.. Mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz!

      Usuń
  5. Świetny wpis :)
    Najbardziej odpowiadają mi SMS-y :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahaha! Cudna formuła posta, serio. Uśmiałam się. :)
    Co do początków z Gaimanem, mam już za sobą romans z jego komiksami, ale nie traktuję tego jakoś poważnie; właściwie zupełnie nie czuję, żebym zaczęła przygodę z autorem. Książki to jednak co innego. :)

    OdpowiedzUsuń