środa, 28 czerwca 2017

O książce: Gorące mleko - Deborah Levy


Matka - to słowo ma olbrzymią moc. Potrafi uderzyć albo przytulić, uspokoić lub doprowadzić do rozpaczy, dać wytchnienie, bądź wpędzić w poczucie winy. Albo wszystko na raz. Matka to taki skomplikowany twór, budzący w każdym inną mieszankę przeróżnych emocji. W córce z Gorącego mleka także. Ona kochała swoją matkę, a jej miłość była jak topór - cięła bardzo głęboko.

Andaluzja, upał, morze, meduzy. Wspaniała książka na wakacje, prawda? Można dzięki niej zanurzyć się w hiszpańskim upale, poczuć między palcami pachnący solą piasek i nagrzany słońcem wiatr na policzkach. Jeżeli tego właśnie szukacie, to ta książka zdecydowanie nie jest dla was. Przykro mi. 

Zatem jeszcze raz: Andaluzja, upał, morze, meduzy, matka i córka. Matka jest chora, choć nie do końca wiadomo jaka to choroba, po prostu nie czuje nóg i nie chodzi. Ale też zdarza jej się po prostu wstać i pójść po herbatę. Córka po antropologii nie zajmuje się ani własnym zawodem, ani własnym życiem, zajmuje się za to matką. Jej życie to żyje jej matki. Koniec.

Trafiamy do ich historii w chwili, gdy matka i córka jadą do Hiszpanii do lekarza, który ma być ich ostatnią deską ratunku. I choć lekarz ów ma leczyć jedynie matkę, czytelnik widzi, że zajmuje się on także jej córką.

Efemeryczna - tak bym określiła tę książkę. Pełno w niej lekkich, niemal nic nieważących metafor i nawiązań. Ale zdarzają się w niej także chwile mocno stąpające po ziemi, wszak córka jest po antropologii i świat widzi właśnie w taki rzeczowy sposób. Jej spostrzeżenia połączone z metaforycznością dają bardzo ciekawą narrację.

Celowo nie używam tutaj imion bohaterek. Matka i córka - to wystarczy. Bo czytelnik nieświadomie wnika w jedną z nich. Częściej w córkę. Matki stronią od tej książki, niemal zaczynają nią gardzić po kilku słowach polecenia. 

To jedna z tych książek, która nie ucieka szybko z głowy. Układa się w myślach i wyjada w nich tunele. Przeczytałam ją dwa tygodnie temu, a wciąż nie umiem przestać o niej myśleć. To tak, jakby poparzyła mnie meduza i ślad po niej wciąż piekł. Może to dlatego, że jestem córką.

Czy polecam? Owszem. Wszystkim córkom. I matkom - jeżeli tylko mają odwagę.

2 komentarze:

  1. Piękna recenzja, oddająca istotę książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka dla odważnych... ale dla matek też, przecież każda matka, to też córka... a może powinna ją przeczytać każda młoda matka, żeby móc coś zmienić?!

    OdpowiedzUsuń