środa, 3 maja 2017

Literacka wędrówka: Śladami pewnego mordercy (Pachnidło)


Literackie wędrówki mają to do siebie, że porywają nas nie tylko do innej miejsca, ale i do innego czasu. Usiądźcie wygodnie i weźcie głęboki wdech, bo dziś zabieram was do XVIII-wiecznego Paryża pełnego przeróżnych zapachów – od perfum zaczynając, aż na gnijących rybach kończąc. Nie trudno zgadnąć, jaka książka będzie nam towarzyszyć w tej podróży, prawda?

„W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających. Jego dzieje mają być przedmiotem niniejszej opowieści. Nazywał się Jan Baptysta Grenouille.”

Cmentarz Niewiniątek

-narodziny-


Miejsce, gdzie zaczyna się historia z Pachnidła i zarazem życie pewnego mordercy, nie istnieje już od ponad dwustu lat. Będąc tu, niemal nie da się poczuć, że to właśnie w tym miejscu rozpoczęła się i zakończyła historia Jana Baptysty Grenouille. Słońce zalewa sobą cały Plac Niewiniątek, paryżanie i turyści wygrzewają się w jego promieniach, a powietrzu unosi się zapach świeżych babeczek. Lecz jeżeli się wie… naprawdę się wie, co stało się tu przed trzema wiekami, jeżeli zamknie się oczy i wypełni caluteńkie płuca zapachem tego miejsca, to w pewnym momencie będzie można poczuć drobny, niemal delikatny, po stokroć rozrzedzony latami zapach rybich wnętrzności i ludzkiego mięsa.



„I, rzecz jasna, najbardziej śmierdziało w Paryżu, Paryż bowiem był największym miastem Francji. A w obrębie Paryża było znowu miejsce, gdzie panował smród zgoła infernalny, pomiędzy ulicami aux Fers i de la Ferronnerie, mianowicie na Cmentarzu Niewiniątek. Przez osiemset lat chowano tu zmarłych ze szpitala Hótel-Dieu i okolicznych parafii, przez osiemset lat dzień w dzień tuzinami zwożono tu trupy i zrzucano do podłużnych dołów, przez osiemset lat w kryptach i kostnicach składano warstwami kości. I dopiero później, w przededniu Rewolucji Francuskiej, kiedy to niektóre groby zapadły się niebezpiecznie i smród występującego z brzegów cmentarzyska skłonił mieszkańców już nie do gołych protestów, ale do prawdziwych buntów, cmentarz został nareszcie zamknięty i zlikwidowany, miliony piszczeli i czaszek zsypano do katakumb Montmartre'u, a na tym miejscu urządzono targowisko.”



„Tu właśnie, w najsmrodliwszym zakątku całego królestwa, 17 lipca 1738 roku urodził się Jan Baptysta Grenouille.”



Klasztor Saint Merri

-chrzest-


To tutaj nadano mu imię. Tutaj nie czuć jego zapachu, bo przecież go nie miał. Tu pachnie tylko kadzidłem i starymi murami. Jednak Jan Baptiste także i tu jest obecny – jego cień skrywa się pod liźnięciami słońca rozproszonymi przez witraże. Jego karykatury można zobaczyć w obrazach wystawionych w kościele. W takt jego kroków czasami drżą świecie. Trzeba uważać, gdy kroczy się śladami mordercy. Pilnować, byśmy to my podążali jego śladem, a nie on nagle znalazł się za naszymi plecami.

„Mały trafił do klasztoru Saint-Merri przy rue Saint-Martin. Otrzymał chrzest i imię Jan Baptysta. A że przeor był tego dnia w dobrym humorze, a ponadto rozporządzał jeszcze pewnymi funduszami charytatywnymi, postanowiono nie wyprawiać dziecka do Rouen, tylko oddać na garnuszek na koszt klasztoru.”








Znajdziesz książkę? ;)





Przedmieścia Saint-Antoine

-dzieciństwo-


Oni nie wiedzą – pomyślałam, patrząc na przechodni kroczących rue du Faubourg Saint Antoine. Jedni spieszyli do pracy, inni rozglądali za kawiarnią z pachnącą kawą, jeszcze inni zaglądali do zaułków i robili zdjęcia starym kamienicom. I nie wiedzieli.
Nie mają pojęcia, że znajdują się w miejscu, gdzie pewien morderca powoli zmieniał się z dziecka w młodego mężczyznę. Nie wiedzą, że znał tę okolicę lepiej niż ktokolwiek, znał każdy jej zapach, fetor i woń. Włóczył się po warzywnikach, winnicach, łąkach i wąchał, zbierał zapachy i układał je na dnie swojego serca.




„Precz! - pomyślał Terrier - natychmiast precz z tym... “czortem” chciał już rzec, ale zebrał się w sobie i ugryzł w język - precz z tym potworem, z tym nieznośnym dzieciakiem! Tylko co z nim zrobić? Znał w dzielnicy z tuzin mamek i sierocińców, ale to by było za blisko, miałby dzieciaka zanadto na karku, trzeba go wyprawić gdzieś dalej, tak żeby go nie było słychać, tak żeby nie dało się go znowu w każdej chwili podrzucić pod furtą klasztoru, w miarę możności do innej parafii, jeszcze lepiej na drugi brzeg, a już najlepiej extra muros, na Przedmieście Saint-Antoine, tak, tak będzie najlepiej, odstawi wrzeszczącego bachora daleko stąd, aż za Bastylię, gdzie na noc zamykano bramy.”




„Podkasał sutannę, schwycił rozwrzeszczany koszyk i pobiegł przez gmatwaninę zaułków na rue du Faubourg Saint Antoine, na wschód w górę Sekwany, za miasto, hen aż do rue de Charonne, i tą ulicą prawie do końca, gdzie niedaleko klasztoru pod wezwaniem Madeleine de Trenelle znał adres niejakiej madame Gaillard, która przyjmowała na garnuszek dzieci w każdym wieku i wszelkiego rodzaju, byle tylko ktoś za to płacił, i tam oddał ciągle jeszcze wrzeszczący tłumok, zapłacił z góry za cały rok i umknął z powrotem do miasta.”




„Na zewnątrz stawał się coraz bardziej zamknięty. Najchętniej włóczył się sam po północnej części Przedmieścia Saint-Antoine, po warzywnikach, winnicach, łąkach. Czasem nie wracał na noc do domu, znikał na całe dnie.”

I to właśnie stąd wysyłałam w świat pocztówki ;)

Rue de la Mortellerie

- pierwsza praca: pomocnik garbarza-

                  
Rue de la Mortellerie nie istnieje. Zniknęła, jakby ktoś albo coś ją połknęło. Szukałam jej na mapie – tej papierowej i tej na literę G. Ale jej nie było. Zamiast niej wskazywano mi  Rue de l'Hôtel de ville, więc właśnie tam się udałam. Czego szukałam? Śladów, oczywiście, że śladów pewnego mordercy. Może pozostałości po zakładzie garbarskim, może czegoś innego. Nie znalazłam nic… prócz zapachu. To miejsce pachniało chorobą.

„Na rue de la Mortellerie, niedaleko rzeki, znała garbarza nazwiskiem Grimal, który notorycznie potrzebował młodocianych sił roboczych - nie zwyczajnych terminatorów czy czeladników, ale tanich kulisów. Z rzemiosłem tym mianowicie wiązały się prace - oczyszczanie z mięsa psujących się skór zwierzęcych, mieszanie trującej brzeczki garbarskiej i barwników, usuwanie żrących garbników - tak niebezpieczne dla życia, że odpowiedzialny majster w miarę możności nigdy nie zatrudniał przy tych czynnościach wykwalifikowanych pomocników, tylko bezrobotną hołotę, włóczęgów albo właśnie bezpańskie dzieci, o które w razie czego nikt się nie będzie upominał.”



„Ledwo rzuciwszy okiem na Grimala - nie, ledwo zwietrzywszy otaczającą go aurę - Grenouille pojął, że człowiek ten zdolny jest przy najmniejszym nieposłuszeństwie zatłuc go na śmierć. Jego życie warte było tyle co praca, którą mógł wykonać, wyrażało się wyłącznie w pożytkach, jakie monsieur Grimal obiecywał sobie zeń wyciągnąć. Toteż Grenouille położył uszy po sobie, nie próbując ni razu stawiać oporu.”


„Często przystawał, oparty o ścianę jakiegoś domu albo przycupnięty w ciemnym kącie, z zamkniętymi oczyma i rozdętymi nozdrzami, cicho, niczym drapieżna ryba pośród wielkiej, mrocznej, z wolna płynącej wody. A gdy wiew powietrza przynosił mu koniuszek jednej z tych delikatnych niteczek, rzucał się i nie popuszczał, węszył już tylko ten zapach, trzymał go mocno, wciągał i zatrzymywał w sobie na zawsze.”



Pont au Change – Most Wymiany

- druga praca: pomocnik perfumiarza-


Pont au Change, a raczej Most Wymiany, to właśnie tu, między prawym brzegiem Paryża a wyspą Cite pewien perfumiarz miał swój dom. A właściwie kilka wieków temu wielu miało tu swoje domy. Most ten istniał już od IX wieku, a jego nazwa wzięła się z jego handlowego charakteru. Natomiast w późnym średniowieczu pojawiły się tutaj domy. Musiał wyglądać niesamowicie…
Musiał, gdyż dziś nie ma już na nim ani jednego domu. Po dwóch pożarach, pierwszym w XVI wieku, a drugim XIX wieku zakazano budowania na nim. Dziś jest jedynie drogą dla samochodów i chodnikiem dla przechodniów. Jednak gdy się wie, co wydarzyło się tu przed wiekami, gdy podąża się ścieżką pewnego mordercy i pamięta się dom pewnego perfumiarza, można zajrzeć do ciemnej toni Sekwany i kątem oka uchwycić w wodzie skrawek owego zatopionego domu…

La Joute des mariniers entre le Pont-Notre-Dame et le Pont-au-Change
„W owym czasie było w Paryżu tuzin z okładem perfumiarzy. Sześciu zamieszkiwało na prawym brzegu, sześciu - na lewym, a jeden osiedlił się dokładnie pośrodku, mianowicie na Pont au Change, łączącym prawy brzeg z wyspą Cite. Most ten był z obu stron tak gęsto zabudowany czteropiętrowymi domami, że przechodzień ani przez chwilę nie widział rzeki…”



„W nocy mianowicie nastąpiła mała katastrofa, która, po upływie stosownego czasu, dała asumpt do wyburzenia na rozkaz królewski wszystkich domów na wszystkich mostach Paryża: bez wyraźnej przyczyny Pont au Change zapadł się między trzecim a czwartym filarem od zachodniej strony. Dwa domy runęły w wodę tak kompletnie i tak nagle, że nie dało się uratować nikogo z mieszkańców. Na szczęście chodziło tylko o dwie osoby, mianowicie o Giuseppe Baldiniego i jego małżonkę Teresę.”



„Niczego nie odnaleziono, ani zwłok, ani kasy pancernej, ani kajecika z sześciuset formułami. Jedyne, co pozostało po Giuseppe Baldinim, największym perfumiarzu Europy, to bardzo mieszany zapach piżma, cynamonu, octu, lawendy i tysiąca innych substancji, które jeszcze przez wiele tygodni niosły się z biegiem Sekwany z Paryża do Hawru.”




Cmentarz Niewiniątek

- śmierć-


„Grenouille w ogóle nie chciał już żyć. Chciał iść do Paryża i umrzeć. Tego właśnie chciał.”

Tu kończy się mój szlak. Wciąż nie jestem pewna, czy to ja podążałam za Grenouille, czy to on śledził mój zapach. Czasami czułam czyjeś spojrzenie na karku, czułam, jak ktoś bada woń moich perfum, przegrzebuje się przez nią, by poczuć zapach mojej skóry, aż do poznania w jaki sposób pachną moje myśli. Niektóre literackie wędrówki nie są bezpieczne…

„Przeszedł przez Pont Neuf na prawy brzeg i skierował się dalej w stronę Hal i Cmentarza Niewiniątek. Pod arkadami kostnic ciągnących się wzdłuż rue aux Fers przysiadł. Teren cmentarzyska leżał przed nim jak zryte pociskami pole bitwy, pobrużdżone, usiane wyrwami, pokryte czaszkami i kośćmi, bez jednego drzewka, krzewu czy źdźbła trawy wysypisko śmierci.”


Dla chętnych podążenia tą wędrówką, podaję współrzędne miejsc i moją prowizoryczną mapkę:

Cmentarz Niewiniątek - 48°51′38″N 2°20′52″E
Klasztor Saint Merri - 48°51′32″N 2°21′04″E
Przedmieście Saint-Antoine - 48° 51′ 02″ N, 2° 22′ 54″ E
Rue de la Mortellerie - 48.854173, 2.356851
Pont au Change - 48.856746, 2.346634


___________
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Pachnidło, Patrick Susking, Świat Książki, 2005

3 komentarze:

  1. "Pachnidło" to wg mnie mało estetyczna książka, ale mimo to wywołuje u mnie wiele ciepłych wspomnień. Dostałam ją w prezencie jeszcze na studiach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak samo - to był niespodziewany prezent. Podejrzewam, że inaczej nie sięgnęłabym po nią.

      Usuń
  2. Świetny pomysł na post :) byłam kilka razy w Paryżu i Twoje zdjęcia przywołały mnóstwo wspomnień. Dziękuje.
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń