sobota, 11 marca 2017

Najcenniejszy dar

Odbierałam przesyłkę z paczkomatu, wiecie, z tego genialnego urządzenia, które pozwala mi nie patrzeć na ludzi. To ogromna wartość po wielu godzinach pracy z klientem. Wyprzedziłam ją wtedy. Ja – zmęczona po całym dniu, z książką pod pachą, pogrążona we własnych myślach. Ona – o głowę niższa, wolna, z balkonikiem. Uchwyciłam ją kątem oka, minęłam, podeszłam do urządzenia, wstukałam kod, odebrałam paczkę, odwróciłam się i znów ją zobaczyłam. Stała tuż przy mnie. Chciałam przeprosić, że jej weszłam w drogę, nie pomyślałam, że ona też chciała odebrać paczkę. Ale nie, nie chciała.

- Ma pani może dwadzieścia groszy? Bo mi do bułeczki brakuje… - powiedziała cicho.
Zdenerwowałam się. Do bułeczki… Jasne!
- Nie, nie mam. Ale mogę kupić pani tę bułeczkę – spojrzałam na nią strofująco.
Zamrugała i… uśmiechnęła się.
- Naprawdę? To ja dam tu… o – wyciągnęła jakieś grosze. – Pani dołoży i będzie.
Rozchyliłam usta. Bo zwykły scenariusz zakładał, że zaraz zostanę zwymyślana, że jakieś jedzenie proponuje, a nie dam po prostu kasy. Pokręciłam głową.
- Nie, nie trzeba. Ja kupię – szepnęłam.
Teraz to ja mówiłam cicho.
- A… może pani dwie? Bo dla syna...

Tylko pokiwałam głową i wystrzeliłam do sklepu. Był blisko, tuż za rogiem. Kupiłam siedem tych bułeczek. Albo osiem, albo sześć. Nie pamiętam. Zgarnęłam tyle, ile zmieściło się w siatce. A potem utknęłam w długiej kolejce i właśnie wtedy mnie dopadły – myśli, od których często uciekam przyśpieszając krok.
Bo… jak wiele musiałoby mi się przytrafić, bym się zdobyła na poproszenie obcej osoby o dwadzieścia groszy? I jak musiałabym się przy tym czuć – już przy samym wypowiadaniu prośby, a potem przy odmowie. Jak nisko musiałaby ścielić się moja duma i jak ogromna musiałaby być potrzeba.
Pędzimy przez ten świat z książką, z notesem, z laptopem, tacy ważni i zapracowani i odpędzamy ich jak natrętne muchy. Bo przecież na pewno proszą na alkohol. Że na bilet brakuje? Jasne! I właśnie wtedy dajemy sobie prawo na osądzanie. Nie pomagamy im, choć w kieszeni aż ciążą drobniaki. Nie, my wiemy lepiej. To syty ocenia, a głodny pokornie poddaje się jego słowom.
I ja naprawdę wiem, że oszukują. Moja droga do pracy biegnie przez dworzec, widzę, komu brakuje złotówki do biletu CODZIENNIE. Czasami mija się i dziesięciu proszących… Ale jeżeli wśród tych złotówek choć jedna kogoś nakarmi, to czy nie warto oddać tej dychy? Kto wychodzi na durnia w tej sytuacji? Ten, kto dał się dziewięć razy nabrać, czy ten, kto jako jedyny wśród dziesięciu naprawdę był głodny? I co jest lepsze – dawanie na alkohol z nadzieją, że pójdzie na jedzenie, czy nie dawanie w ogóle? Nie wiem. Wiem jedynie, że nikt nie dał nam prawa na osądzanie.

Wyszłam ze sklepu. Czekała na mnie. Płakała. Mówiła, że przeprasza, że jej wstyd, ale że głodna, że tak rzadko prosi i zwykle to ludzie ją mijają i nikt nigdy taki dobry nie był. Wzięła bułeczki i wcisnęła mi do ręki dwa cukierki – twarde, klejące się, całe czarne od brudu.
- Niech pani je zje na zdrowie – szepnęła.
Były wstrętne, z jej kieszeni, pewnie miały wiele lat, momentalnie przykleiły się do mojej skóry. Ale nie myślałam wtedy o tym. Bo był to dla mnie najcenniejszy dar jaki kiedykolwiek otrzymałam. Najszczerszy. Ja kupiłam jej tylko bułki za grosze, mój portfel nawet tego nie poczuł. Ona dała mi wszystko, co miała.


PS Napisałam ten tekst nie po to, byście mnie chwalili, że pomogłam pani, bo raczej niewiele jej pomogłam. Napisałam go, ponieważ kiedyś mam ogromną nadzieję zasłużyć na miano pisarza. A pisarz bierze odpowiedzialność za swoje myśli i spostrzeżenia – nie tylko przed samym sobą, ale przede wszystkim przed światem.

6 komentarzy:

  1. Wczoraj robiłam zakupy przede mną stał starszy Pan miał dwa droższe jogurty. Poszukał w kieszeni stwierdził że mu zabraknie na drugi więc kazał jeden odłożyć. Kasjerka nie zareagowała odłożyła jogurt, ja stałam jak wryta pierwszą myślą było kupię Panu ten jogurt ale po chwili pomyślałam czy on nie poczuje się upokorzony. 10 marzec ludzie pchali się do kasy z pełnymi wózkami a ten człowiek miał w kieszeni drobne tylko na jeden jogurt. Pożałowałam że nie zaproponowałam że kupię ten jogurt jak tylko minął kase. Wyszłam stamtąd szukałam go chciałam dogonić zapytać czy może zrobić dla niego jakieś zakupy, ale nie wiedziałam czy mam prawo się wtrącać. Jedno jest pewne stałam tam i żałowałam tej chwili zastanowienia. Ten człowiek ma dom. Był czysto ubrany, wydawałoby się że pieniędzy nie powinno brakować. A jednak nie ma co jeść. Jak macie kogoś takiego przed sobą pomagajacie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko o pieniądze chodzi.
    Czas tak szybko mija. W natłoku codziennych spraw często przechodzimy obojętnie obok zła, które rozrasta się jak perz na grządkach pięknych kwiatów. Z czasem chwaścisko zaczyna zajmować coraz większą powierzchnię i zagłusza piękno pozostawionych samym sobie roślin. Wielu z nas pomyśli sobie "ale co ja sam mogę zrobić".Takie właśnie myślenie, zabija w nas najzwyklejszy odruch pomocy. Krótko mówiąc, jest takie proste przełożenie z małego na duże. Jeżeli teraz w małych rzeczach będziemy przejawiać sprzeciw, z czasem stać nas będzie na protest wobec coraz większego zła. Po prostu trening czyni mistrza. Nie ważne, czy stajemy w obronie, człowieka, zwierzęcia, środowiska..., ważne, że podejmujemy działanie. Na początku, proszę nie spodziewajcie się spektakularnych sukcesów. Pierwsze próby walki ze złem, powinny wyrobić w nas potrzebę takiej walki, uzmysłowić nam jej sens bez względu na rezultat. Wierzcie mi dalej jest tylko łatwiej. Pewnego dnia robiąc zakupy w osiedlowym markecie, po wypakowaniu ich z koszyka, skierowałam się do znajdującego się w pasażu sklepiku (prasa, papierosy, totolotek). Przede mną powolutku, noga za nogą szedł starszy pan. Za ladą dziewoja z blond czubem na głowie zajęta, tak się tylko domyślam, przeglądaniem wiadomości w swoim telefonie. Nie ważne, że do sklepu weszło dwoje klientów. Staruszek zatrzymał się i poprosił o "Telemagazyn". "Na półce" - odburknęło "cudo". We mnie zawrzało. Zaczęłam rozglądać się po wypełnionych prasą półkach i jak na złość, nigdzie nie widzę tego pisma. Blondi niewzruszona bezradnością klientów, dalej grzebie pod ladą. Mój poziom wściekłości niebezpiecznie zbliżał się do podziałki WYBUCH. Staram się opanować, podchodzę do lady. "Proszę podać ten "Telemagazyn" - dziewoja leniwie podnosi wzrok, sięga ręką i podaje gazetę, która znajdowała się na wyciągniecie jej "ciężko spracowanej dłoni. "To dla Pana" - zwracam się do staruszka. Skonsternowany zapłacił i powolutku wyszedł obdarzając mnie uroczym uśmiechem. Wiecie co? Satysfakcje dało mi nie to, że pogoniłam zobowiązaną do obsługi klienta blondaskę, ale to, że pomogłam starszemu Panu, który ze względu na wiek, być może chorobę, został potraktowany bezdusznie. Od tego wydarzenia minęło już trochę czasu, a wciąż mam przed oczami uśmiechniętą twarz starszego Pana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Rzeszowie chodził pan, zadbany tak około 55-60 lat i prosi o pieniądze "na insulinę", że lekarz mu przepisał i kosztuje 200 zł a on nie ma i czy bym mu nie dołożyła, bo mu 20 zł brakuje. Pewnie bym się nabrała, gdybym nie wiedziała jak to mniej więcej wygląda z tą insuliną. Jednym słowem ściemniał ja to wiedziałam, może chciał na jedzenie a nie chciał przyznać się że nie ma, może ALE jeśli ktoś próbuje w "sprytny" sposób dostać coś ode mnie to od razu budzi się we mnie blokada.

    Za jakiś rok może niecały zaczepił moją siostrę pan który również potrzebował pieniędzy na insulinę, nie mam pojęcia czy to ten sam mogę tylko przypuszczać, ten Pan miał udoskonaloną gatkę ... w dodatku miał recepty w ręce, siostra dała mu z 5zł ale czuła się źle, czuła się oszukana z tego powodu... właściwie dlaczego skoro pomogła.

    Inny pan prosił mnie o zakupienie jedzenia, powiedziałam że spoko kupie mu jakieś ziemniaki i chleb bo o to poprosił i wszedł ze mną do sklepu i robił sobie zakupy co jakiś czas pytając się czy może jeszcze to albo tamto. Wydałam na niego kilkanaście złotych, a niech ma. Po czym odprowadził mnie na przystanek i w między czasie zapytał się czy to źle że czasem lubi sobie z piwko wypić a żona mu daje pieniądze tylko żeby kupował jedzenie. Czułam się tak bardzo oszukana, bo poświeciłam swój czas i pieniądze, rozmawiałam z nim a wyszło że ja kupiłam mu zakupy żeby on za te pieniądze, które dostał od żony mógł się napić ...

    Nie lubię się czuć oszukana, szczególnie jeśli coś daję. Czy to kawałek czasu, czy pieniądze kurcze nawet jeśli pomagam znajomemu, jeśli potem w jakiś sposób dowiem się, że mnie wykorzystał baaaardzo mnie do siebie zraża. Dlatego nie lubię dawać pieniędzy. Najprościej wtedy zostać oszukaną, a to uczucie które jest później jest złe i w żaden sposób nie potrafię sobie przetłumaczyć tego że w ten sposób pomogę tej osobie 1/10. Czuję się koszmarnie.

    To nie chodzi o to, że nie pomagam czy jestem nieżyczliwa, tylko smuci i przeraża mnie to ile jest ludzi, którzy wykorzystują to, że komuś dobrze z oczu patrzy i chcą komuś pomóc, to niesamowicie zraża.

    A jak skręcisz kostkę i "skaczesz" do mieszkania ze łzami w oczach to NIKT nie zapyta czy wszystko ok, nawet ten pieprzony żul ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za ten wpis. Popłakałam się. Autentycznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super wpis, takie drobne zdarzenia z zycia codziennego potrafia czasem przewartosciowac czlowieka swiatopoglad. Wzruszylam sie xx
    Niedawno pojechalam w delegacje do Bristolu. W drodze do hotelu rzucilo mi sie w oczy ilu tam bezdomnych. Ja opatulona w cieply plaszcz i szal wciaz czulam chlod a ci biedni ludzie na ulicy, na kartonach. Podchodzi d mnie jeden i prosi o drobne na kawę. Nie mam drobnych, mam w portfelu 5 funciakow wiec daje i prosze, zeby kupil ciepla kanapke i cos dla psa, ktory mu towarzyszyl. Facet dziekuje i zapewnia, ze psa nakarmi. Odchodzimy i wtedy kolega, ktory byl ze mna zaczyna tyrade jakie ten facet mial drogie trampki i ze on by nie dal itd itp. Mowie mu, ze malo mnie to obchodzi, moze buty tez od kogos dostal. Moze mnie wykiwal a moze nie. Wiem, ze swiata nie uratuje, ale czuje sie winna, ze nie moge pomoc wszystkim. Jesli widze zebraka a mam drobne, zawsze sie ulituje. Nie dla chwaly ale z wdziecznosci, bo mnie sie w zyciu bardziej poszczescilo i wierze, ze to zobowiazuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie o to chodzi, że nigdy nie masz pewności czy ta osoba nie jest po prostu głodna i wcale nie kupi alkoholu. Trzeba być wrażliwym i pomagać.

    OdpowiedzUsuń