niedziela, 26 marca 2017

Literacka wędrówka: Neapol Eleny Ferrante

Gdy podczas podróży zamiast przewodnika zabieram ze sobą książkę z pozaznaczanymi miejscami do zwiedzenia, nigdy nie wiem, co tak naprawdę się zdarzy i gdzie trafię. Zwykle nie są to miejsca odwiedzane przez chmary turystów. I tak właśnie było przy Neapolu. Gdy planowałam tę wędrówkę, byłam pewna, że Ferrante pokaże mi ciemne zakamarki i kontrasty.

Dzielnica Rione Luzzatti


Przy planowaniu podróży, bardzo mi pomógł artykuł z The New York Times, to właśnie on podpowiedział mi, że dzielnicą Lenu i Lily było Rione Luzzatti. Z centrum Neapolu wędrowało się tam drugą linią metra, która tak naprawdę była pociągiem. Już samo patrzenie przez okno zrobiło na mnie wrażenie, jakby z głośnego, kolorowego i pełnego zabytków Neapolu zabierano mnie gdzieś w głąb, w miejsce, gdzie kolory zaczynają się wypłukiwać.

I choć moja wyobraźnia stworzyła zupełnie inne miejsce, dzielnica Lenu i Lili miała niesamowity klimat – było tam o dziwo cicho i spokojnie, tylko czasem słychać było nawoływanie mężczyzny, który jeździł między budynkami na motorze i co chwilę wykrzykiwał te same słowa. Co znaczyły? Niestety nie wiem, po włosku umiem sklecić zaledwie kilka zdań. Możliwe, że coś sprzedawał… Ale jego głos już na stałe kojarzy mi się z tym miejscem.
"W noc poprzedzającą wyprawę nie zmrużyłam oka. Co było poza granicami naszej dzielnicy, poza doskonale nam znanym światem? Z jednej strony zamykał ją pagórek gęsto porośnięty drzewami z nielicznymi domami i błyszczącymi w słońcu torami kolejowymi. Po przeciwnej stronie, za szeroką jezdnią szło się dziurawą drogą do stawów. Gdy po wyjściu z bramy naszego domu patrzyło się na prawo, wzrok gubił się na nagich polach pod rozległym niebem. Po lewej horyzont zamykał tunel z trzema wylotami, ale kto w słoneczny dzień wspiął się na pagórek aż do torów kolejowych i popatrzył daleko, poza ciasno ustawione domy i mury z tufu, poza pas gęstych zarośli, mógł zobaczyć niebieską górę o dwóch wierzchołkach różnej wysokości. Wiedziałam, że ta góra nazywa się Wezuwiusz i jest wulkanem." - Genialna przyjaciółka, Elena Ferrante
  




 "Z perspektywy via Tasso dzielnica prezentowała się jak odległa, ponura kupa kamieni, miejskie odpadki u stóp Wezuwiusza. I wolałam, żeby tak pozostało: byłam teraz całkiem inną osobą i zamierzałam dołożyć starań, żeby na powrót nie pochwyciła mnie w swoje szpony. Ale i w tym przypadku moje postanowienie było niezwykle chwiejne." - Historia zaginionej dziewczynki, Elena Ferrante.






"Co rano rzucałam okiem na gazetę i bywało, że dzielnica wydawała mi się miejscem o wiele spokojniejszym niż reszta Włoch. Oczywiście wcale tak nie było, bo i u nas panowała przemoc. Faceci tłukli się między sobą, tłukli kobiety, co chwilę kogoś mordowano z niewyjaśnionych przyczyn. Czasami nawet pośród bliskich mi osób rosło napięcie, a głos przybierał groźny ton." - Historia zaginionej dziewczynki, Elena Ferrante








Liceo Classico Garibaldi


Liceum, do którego prawdopodobnie uczęszczała Lenu, zaskoczyło mnie swoim wtopieniem się w miasto. Skręciłam na ulicę, przy której się mieściło i stanęłam prosto przed wejściem. Nie znalazłam żadnego dziedzińca, podwórko mieściło się z drugiej strony, a sam budynek szkoły był idealnie wpisany w resztę domów.
A potem weszłam do środka i się zaczęło. Nie umiałam wytłumaczyć woźnej, o co mi chodzi, ona mówiła tylko po włosku, a ja po angielsku. Ale wystarczyło, że pokazałam jej książkę Ferrante i… nie tylko wpuszczono mnie do środka, ale i oprowadzono po salach!



 „– I co teraz będziesz robić? 
– Pójdę do pracy.
Zasępiła się, ale zaraz powiedziała:
– Nie ma mowy! Musisz się dalej uczyć.
Spojrzałam na nią zaskoczona. Czego miałam się jeszcze uczyć? Nie miałam pojęcia, jak wygląda system szkolnictwa, nie wiedziałam nawet, gdzie można się uczyć po gimnazjum. Takie słowa jak liceum czy uniwersytet nic dla mnie nie znaczyły, podobnie jak wiele wyrazów, które znajdowałam w powieściach.” – Genialna przyjaciółka, Elena Ferrante




 „Przez pierwsze miesiące liceum prawie się nie odzywałam. Siedziałam w jednej z ostatnich ławek, skąd słabo widziałam nauczycieli i tablicę, opierając czoło na ręce, żeby zakryć pryszcze. Nie zawarłam bliższej znajomości z koleżanką z ławki, ona też nie wydawała się mną zainteresowana.” – Genialna przyjaciółka, Elena Ferrante


Piazza dei Martiri


O Piazza dei Martiri Ferrante wspomina w książce co kilka stron, więc było to jedno z miejsc, które musiałam odwiedzić. Trochę się naszukałam, zanim wreszcie tam trafiłam, mimo że było to w centrum. Obeszłam cały placyk i oczywiście nie odmówiłam sobie wypicia tam kawy.



 "– Moja siostra przyprowadziła mnie tutaj i teraz zobaczy, czy pozwolę, żeby ktoś mnie nazywał chamem. Zobaczy, co robię z takimi, którzy mnie tak nazywają. 
– Uspokój się, Rino – powiedział Pasquale z ponurą miną, oglądając się co jakiś czas za siebie. 
Rino był bardzo wzburzony, ale trzymał nerwy na wodzy, tymczasem Lila uspokoiła się. Zatrzymaliśmy się na piazza dei Martiri. Pasquale zwrócił się chłodno do Carmeli: 
– Wy teraz wrócicie do domu. 
– Same? 
– Tak. 
– Nie! 
– Carmè, nie będę teraz z tobą dyskutować. Macie iść do domu." – Genialna przyjaciółka, Elena Ferrante



Mieszkanie profesor Galiani przy Corso Vittorio Emanuele


Na ulicę, przy której mieszkała profesor Galiani, trafiłam zupełnym przypadkiem. Oczywiście miałam to miejsce zanotowane w podróżnym kajeciku, ale nie zmierzałam prosto do niego, tylko w pewnym momencie zorientowałam się, że jestem niedaleko.
I tak, ta ulica i budynki przy niej bardzo się różniły od dzielnicy dziewczyn. Tutaj był zupełnie inny świat i widząc go, w pełni zrozumiałam emocje Lenu, gdy Galiani zaprosiła ją do siebie na przyjęcie.




"Mieszkanie było duże, pokoje przestronne i oświetlone, sufity wysokie i udekorowane kwiecistymi wzorami. Wrażenie wywierały przede wszystkim książki, książki w każdym kącie: w tym domu było więcej książek niż w bibliotece osiedlowej, całe ściany z półkami po sufit. I muzyka. I młodzież, która szalała w tańcu w ogromnym pokoju z okazałymi lampami. I reszta, która rozmawiała, paląc papierosy." - Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante

"Przez całą drogę, od Corso Vittorio Emanuele aż do domu, była tak bardzo złośliwa, że zaniemówiłam i czułam tylko, jak jej jad przemienia to, co wydawało mi się ważnym momentem w życiu, w fałszywy krok, który tylko mnie ośmieszył. Walczyłam, żeby jej nie wierzyć. Czułam, że staje się moim wrogiem, zdolnym do wszystkiego. Wiedziała, jak zburzyć spokój u porządnych ludzi, jak rozpalić w piersiach ogień zniszczenia." Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante

Księgarnia przy Via Mezzocannone


Nie będę ukrywać, że księgarnia, w której pracowała Lenu, była dla mnie numerem jeden. Znalazłam wspomnianą w książce ulicę i… odkryłam, że są na niej co najmniej ze trzy księgarnie (w Neapolu jest ich bardzo dużo i niekiedy jedna mieści się tuż obok drugiej). Wybrałam tę najstarszą. Oczywiście na witrynie były książki Ferrante, nie inaczej. A gdy pokazałam panu księgarzowi mój polski egzemplarz, pozwolił mi robić zdjęcia ile tylko dusza zapragnie.


"Wstawałam wcześnie, biegłam na via Mezzocannone, tyrałam cały dzień, wracałam do domu zmęczona, a w głowie kłębiły się tysiące słów ze szkoły, których nie miałam jak spożytkować." Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante



"Zgodziłam się i zaczęłam całe dnie spędzać w księgarni, przyjmując nauczycieli, którzy przychodzili z wypchanymi torbami, aby za kilka lirów przehandlować książki otrzymane w podarunku od wydawnictw, i uczniów, którzy za jeszcze mniej sprzedawali swoje rozwalone podręczniki."  Historia nowego nazwiska, Elena Ferrante

Woda, cytryna i…


A na koniec mam dla was małą historię, o tym, jak to książka uśmiecha się do realnego życia: Przy jednym z licznych straganików, pan Włoch o pokaźnym brzuchu robił świeżo wyciskany sok. Poprosiłam o cytrynowy, a on wtedy nachylił się do mnie i łamaną angielszczyzną zapytał:
- A chcesz wypić prawdziwy napój tego miasta?
- Oczywiście! – Nie trzeba mnie było długo namawiać.
- Pijemy go, gdy za dużo zjemy. Pomaga na trawienie! – mówił, wyciskając cytrynę, dolewając do niej wodę i dodając cukru. Zgarnął łyżeczkę sody, zatrzymał ją nad kubeczkiem i ostrzegł: - A teraz uważaj. Jak tylko to dodam, musisz szybko wypić!
Taaak… prawie mi się udało!

I jakież było moje zaskoczenie, gdy dzień później, czytając Historię zaginionej dziewczynki natrafiłam na ten fragment:
 „Ona z niesmaczną miną przecięła cytrynę na pół i wycisnęła sok do szklanki.
– Dlaczego to pijesz? – zapytałam.
– Bo gdy na ciebie patrzę, to mi się żołądek wywraca.
Do soku dolała wody, wsypała odrobinę sody i duszkiem wypiła pieniący się napój.” - Historia zaginionej dziewczynki, Elena Ferrante



Migawki z Neapolu


Neapol to takie miejsce, gdzie pranie schnie niemal na każdym balkonie, gdzie z kapliczek patrzą na nas zwykli ludzie ze zdjęć, gdzie granica między domem a ulicą jest mocno zatarta. Łatwo się tam odnaleźć, szczególnie po lekturze Ferrante. Bo gdy już się pozna Lenu i Lilę, trudno ich nie wypatrywać w tłumie, gdy się przemyka ulicami tego miasta.

Prawda jest taka, że nie da się zwiedzić Neapolu, nie krocząc śladami Ferrante. Przekonałam się o tym już na miejscu, gdy wieczorem sięgałam po Historię zaginionej dziewczynki, co chwilę łapałam się na myśli, że tego dnia byłam w opisanych miejscach. I już szłam tą ulicą, i byłam na tym placu, i widziałam ten zamek… Właśnie wtedy przekonałam się, jak mocno te książki są przesiąknięte Neapolem. Teraz, doczytując już ostatnią historię z neapolitańskiego cyklu, wędruję nie tylko po tekście, ale i po własnych podróżniczych wspomnieniach.

I chciałabym, byście Wy też ze mną powędrowali, dlatego prócz zdjęć miejsc, w których rozgrywała się akcja książki, mam dla Was kilka innych migawek z Neapolu.





















PS Zapraszam Cię do wędrowania ze mną. Pod tym obrazkiem znajdziesz moje inne wędrówki.

4 komentarze:

  1. Cudowna literacka włóczęga, jestem zachwycona! Brawo Wiktoria, pięknie oddałaś klimat książek Ferrante, a zdjęcia są boskie. Wielkie WOW!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Staralam się bardzo!:D To było ogromne przeżycie i wyzwanie!

      Usuń
  2. Takiego barwnego Neapolu raczej się nie spodziewałam ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Sama byłam niezwykle zaskoczona...!

      Usuń