poniedziałek, 20 lutego 2017

Spotkania z Nike: Nakarmić kamień

Nakarmić kamień. Nagroda Literacka Nike 2016. Proza poetycka. Debiut.  Tyle wiesz o tej książce, prawda? A czy wiesz, że kamień karmi się trzymając go pod językiem? Że po wypraniu ubrania tracą pamięć? Że ludzi można hodować w pokoju? Że umarli słodzą tylko wtedy, gdy wetknie się im w dłoń łyżeczkę? Że czasami ojcowie dorastają razem z nami, a w szafie mieszka prababka?

Gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie że przyszywam guziki. Jeden za drugim. Do własnego ciała. Igłą. Czterdzieści trzy guziki, bo tyle jest w tej książce liczącej 56 stron opowiadań. Każde z tych krótkich opowiadań ma moc rozkrajania i zszywania.

Dziecko prosi o poduszkę. Tę, która była do igieł, teraz jest nikogo, starą i pokłutą. W nocy, kiedy jest ciemność, kładzie na niej kamień. Daje mu skórkę chleba. Obok kładzie siebie. Czeka.

Lubię patrzeć, jak ludzie otwierają tę książkę. Jak wstrzymują oddech i na kilka chwil zamierają w czasie, a świat zaczyna mijać gdzie indziej, poza nimi. Czasami widzę, jak drgnie im kącik ust, jak poruszy się klatka piersiowa, ale poza tym są jak posąg – niemal nie istnieją, a jednak są. A potem świat uderza w nich i wtedy albo wzdychają cicho i mocniej zaciskają palce na książce, albo kręcą głową i odkładają ją na półkę. Nakarmić kamień nie każdemu się podoba, jednak w każdym wzbudza jakieś emocje. Przy niej obojętność nie istnieje.

Lubi smak kolana. Latem wyjada go prosto ze skóry…

Pamiętam jak otrzymała Nike i po nią sięgnęłam. Zwykle robię to z rezerwą, bez ogromnego entuzjazmu. Gdybym mogła, robiłabym to w rękawiczkach. Te różne Nike, Pulitzery czy Noble… Nie zawsze można im ufać, bo czasami udają tych, kim nie są. Na przykład sięgasz po książkę, a ona nagle zaczyna śpiewać. Niektóre płaczą, a niektóre składają się z okładek i echa.

Ale momentu, gdy sięgnęłam po Nakarmić kamień, nigdy nie zapomnę. Nie da się… Nie po tym jak bezruch uderzył we mnie z niezwykłą siłą i w jego nieistnieniu uniósł się smak kolana, a litery zaczęły używać mnie do patrzenia, rozwierając mi przy okazji usta i wchodząc w nie – przez przełyk, żołądek, jelita. Wiedziałam, że szukają duszy. Przez trzy opowiadania opierałam się im, tworzyłam zbędne korytarze i mylące wgłębienia. Potem się poddałam. Bo było warto.

Stałam na progu i patrzyłam. Pierwszy raz widziałam kogoś, kto robił tak mało, że tylko był.

_______________________________
Cytaty pochodzą z książki "Nakarmić kamień" Bronka Nowicka, 2015, Biuro Literackie

2 komentarze:

  1. Właściwie nie kojarzyłam do tej pory tej książki, ale teraz zaczynam być ciekawa tego, co mogłabym w niej znaleźć.

    OdpowiedzUsuń