niedziela, 1 stycznia 2017

Czytelnicze podsumowanie 2016 roku

Raz, dwa, trzy… Zasłaniam dłońmi oczy, liczę do dziesięciu i hop! Gdy znów patrzę, jest on – Nowy Rok. A przecież przed chwilą go tu jeszcze nie było. Kątem oka dostrzegam umykający ogonek starego roku i próbuję go złapać myślą, bo przecież on – choć różny i wielu nie mogło się doczekać jego końca – to był ważny. Dla mnie – bardzo. A dla Ciebie?

Mówią, że to bez sensu, ale ja lubię podsumowywać miniony rok, tworzyć listy celi na następny i pisać do siebie samej list, który czytam za rok. Lubię tę sylwestrową magię, ten zapach cuda zawieszonego w powietrzu i bicie zegara o północy. Lubię bombelki w szampanie i lubię dźwięk uderzających o siebie kieliszków. Lubię fajerwerki i sztuczne ognie. Stanowię jednoosobowy i bardzo wierny fanklub sylwestra i nowego roku. I czuję, że kiedyś może zdarzyć się tak, że po pijaku wytatuuję sobie na jednym ramieniu 31XII i na drugim 1I. Tak może być… Jeżeli to się zdarzy, obiecuję pochwalić się na instagramie.

Ach i gdyby zwolniła się posada sylwestrowej wróżki, to biorę tę fuchę w ciemno! Może być nawet bez karty multisport. Tak!

A podsumowanie… Co by tu Wam opowiedzieć o moim roku i nie zanudzić... I nie będzie w punktach, dziś chcę sobie się rozlać tekstem, a co! Nowy rok, nowa forma, o!

Może zacznę od najważniejszego – spełniłam marzenie. I nie mogę powiedzieć jakie. Przepraszam… Ale jak spełnię je jeszcze bardziej, to wtedy dopiero będę miała dla Was ogrom niespodzianki. Poczekacie jeszcze, hm?

Jeżeli chodzi o książki, to pewnie powiecie, że dałam ciała, bo znów nie dobiłam do magicznej liczby 52. Zatrzymałam się przy 46 i ani rusz dalej. Ale też z tych czterdziestu sześciu jest tyle pereł, że doprawdy jestem bardzo zadowolona z tego obfitego czytelniczego roku. A szczególnie moje serducho zdobyły 5 z nich – ale o tym było wczoraj, a kto nie czyta, niech śpieszy nadrobić.

A poza książkami... No błagam. Cały rok pracowałam w księgarni - czy mogło w nim być coś poza książkami? Spotkania autorskie, warsztaty, wywiady... Gdzie nie stąpam myślą, wszędzie są książki. Nawet jak jechałam na wakacje do innego kraju, to i tam wędrowałam z książką, z czego uformował się na blogu całkiem ciekawy cykl, który nazwałam literacką wędrówką.


I tak to było. A teraz czas już wypuścić ogonek 2016-go i pozwolić uciec mu do Krainy Minionych Lat, gdzie Stare Roki popijają sobie miód i opowiadają historie o swoich wielkich czynach. Cześć, 2017! Co masz dla nas ciekawego? Bo ja dla Ciebie całkiem sporo postanowień (!) i otwarte drzwi. Chodź i czaruj!

11 komentarzy:

  1. Cześć Wiktorio, serdecznie Cię zapraszam do mnie na Book Tour z książką "Podarunek" Cecelii Ahern i do zabawy w konkursie na "ustrzelenie licznika" :)
    http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/2016/12/book-tour-cecelia-ahern-podarunek.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się domyślam, co to może być za marzenie... Ale nie będę nic mówić. Poczekam i przekonam się, czy miałam rację;)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, o marzeniach nie mówi się zanim się nie spełnią ;)

      Usuń
  3. Też nie udało mi się dobić do tych 52 książek, czterech zabrakło, ale może w tym roku się uda. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również nie dotarłam do 52 książek, ale jestem zadowolona, bo czytałam mnóstwo wspaniałych tytułów i poprawiłam swój wynik z 2015 roku o 3.000 stron!

    A w nowym roku życzę wielu literackich zachwytów!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również 52 książek nie zdołałam przeczytać, ale na szczęście przeczytałam więcej niż w roku 2015- a to również sukces ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Superowo :D Ciekawe, jak nam pójdzie w tym roku :)

      Usuń
  6. Praca w księgarni to dopiero jest spełnienie marzeń! Przynajmniej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń