czwartek, 8 grudnia 2016

O książce: Jesień – Karl Ove Knausgard

Wrzesień, październik i listopad, a w nich cały korowód bodźców. Zapach tynku, dźwięk ciszy, myśli osy, uczucia muchy… Samotność, niemowlęta, wszy i guziki. Co łączy te wszystkie rzeczy? Dziecko. Nienarodzona córeczka Knausgarda. Czekając na nią, Karl Ove postanowił sfotografować rzeczywistość za pomocą pióra i papieru – by gdy przyjdzie na świat, wiedziała, co otaczało jej ojca przez jej pierwsze dziewięć miesięcy istnienia.

Choć nie przeczytałam ani jednego tomu Mojej walki w całości, często szukam w jej fragmentach prawdy. Bo ludzie kłamią. Kłamią na potęgę – umyślnie, bądź nie, uprzejmie lub nie przebierając w słowach. Znajomi, rodzina, współpracownicy, obsługa w sklepach i okienkach urzędów. Każda rozmowa ma w sobie cząstkę kłamstwa. A gdy czytam Karla Ove mam wrażenie, że akurat on mówi jedynie prawdę. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdy zaczynał pisać Moją walkę, szybkim ruchem ramienia zrzucił z biurka wszystko, co było niepotrzebne. Kłamstwo także wylądowało na podłodze. Dlatego gdy mam już dość fałszywych słów i uśmiechów, otwieram jego książki i czytam na wyrywki fragmentami.

Jesieni nie umiałam sobie odmówić. Gdy tylko się ukazała, zachwyciła mnie forma krótkich, na pozór nie związanych ze sobą opowiadanek. Po przejrzeniu spisu treści tylko kręciłam głową. Tuż obok siebie były palce, liście i butelki, albo Flaubert, wymiociny i muchy. Nie miałam pojęcia jak to się będzie czytało. Może na wyrywki? Nie… mój osobisty syndrom grzecznej uczennicy zmusił mnie do czytania po kolei. I nagle znalazłam się w domu Knausgarda. Siedziałam tuż za nim, przy jego biurku i patrzyłam jak zapisuje myśl za myślą. Jesieni bliżej jest do pamiętnika, niż zbioru opowiadań. Ot niby nie związane ze sobą pojęcia zostały połączone przez jednego człowieka. Bo one są wokół Karla Ove – w jego domu, w ogrodzie albo w jego umyśle.

Czytałam tę książkę w międzyczasie – w tramwaju, w metrze, w przerwie w pracy, pilnując gotującej się w tygielku kawy albo czekając aż odżywka wchłonie się we włosy. Bo nie dało się spędzić wieczoru z tą książką. Opowiadania były tak krótkie i tak różne, że po przeczytaniu jednego potrzebowałam wziąć głębszy oddech, uspokoić myśli albo je zapisać. Nie da się jej czytać ciągiem, dlatego zdecydowałam, że Knausgard będzie mi towarzyszyć przez cały rok. Nie tylko przez jesień, bo mają ukazać się następne tomy – Zima, Wiosna i Lato. 

Spodobało mi się też przeciągać Jesień na grudzień. Świat otulił się już śniegiem, a wokół mnie wciąż trwał zapach złota, szeleściły liście, padał deszcz. Polecam, jeżeli jeszcze nie czytaliście, to fajnie będzie jesienić się zimą. Ale jeżeli chcecie dopasować sobie opowiadania do pory roku, to spokojnie możecie sięgać po Zimę, bo nie trzeba tego cyklu po kolei. Zabierzcie pory roku Knausgarda do pociągu czy autobusu, niech wypełnią podróż albo drogę do pracy swoim oryginalnym brzmieniem. Zapewniam Was, że po przeczytaniu ich świat nabierze nowych barw i głębi.

1 komentarz:

  1. Czytam właśnie "Jesień", gdy za oknem szaleją płatki śniegu, na przemian z nagłym ciepłym wiatrem. Knausgaard uczy mnie zwracać uwagę na szczegóły, uczy cieszyć się z codzienności i zachwycać się prostymi rzeczami.

    To przez niego tęsknię teraz do pierwszych jesiennych jabłek, do soczystych śliwek prosto z drzewa, do wrzosów, które już przekwitły i słonecznych dni z szeleszczącymi liśćmi pod butami.

    Jednocześnie udostępnia nam kawałek swojego życia. Skandynawskie domki, szumiące fiordy, wizyty u położnej. Wspaniała jest ta lektura.

    OdpowiedzUsuń