sobota, 31 grudnia 2016

5 najlepszych książek 2016 roku

Zawsze powtarzam, że książki to nasi przyjaciele (a przyjaciela można czasem sponiewierać, za mocno przytulić albo… wylać na niego kawę). Dlatego to zestawienie było dla mnie bardzo trudne. Bo jakże tu wybrać spośród 46 przyjaciół, tych najważniejszych pięć?

Bo widzicie… ja nie umiem w wyzwania na ilości książek, nie potrafię już czytać w każdej wolnej chwili, nie chcę obżerać się książkami jak rodzice Chihiro w Spirited Away. Ja po prostu żyję książkami. I nawet gdy przez kilka dni do nich nie zaglądam, ich historie wciąż we mnie trwają, przelewają i rozgrywają na nowo – przy okazji tworząc masę wariantów, aż do momentu, gdy nie skończę książki i nie będę wiedziała, jaka jest jej prawdziwa końcówka. I dlatego tutaj opowiem Wam o pięciu książkach, które tak głęboko zapadły w moje serce, że choć już dawno je przeczytałam, wciąż są we mnie.

Uwaga! Kolejność jest przypadkowa!

Małe życie – za bycie jedną z najboleśniejszych książek w moim życiu. Za pokrojenie mnie na kawałki i posypanie solą. Za moc przekazu, za zmienienie banału w niesamowitą rzeczywistość, za postawienie przyjaźni ponad miłość. [przeczytaj całą recenzję]

Cykl neapolitański Eleny Ferrante – za bycie moją przyjaciółką – i mówię nie o książce, a o autorce, do której zamiast pisać recenzje, ślę listy (możesz je przeczytać tu i tu). Za którą powędrowałam aż do Włoch (możesz przeczytać o tym tutaj). Za psychologiczną głębie i wyrzeźbienie postaci tak prawdziwych, że jestem pewna, iż istniały naprawdę.

Zawsze mieszkałyśmy w zamku – za atmosferę i myślenie magiczne. Za dom, smoki i zbrodnię. Wkroczyłam z tą książką w 2016 rok i przez cały czas czułam, że to właśnie ona nadawała mu rytm. [przeczytaj całą recenzję]

Historia pszczół – za bycie książką, po którą każdy powinien sięgnąć, za pszczoły i brak pszczół, za mówienie słów w odpowiednim miejscu i czasie. [przeczytaj całą recenzję]

Rachunek – za nierozdmuchanie historii, za jej wartość, a nie ilość, za słońce wpisane w litery. I za bycie książką, którą mam ochotę każdemu wręczyć w prezencie. [przeczytaj całą recenzję]

~*~

I w tym roku to już ostatni wpis. Dziękuję, że czytacie mnie tyle lat – to jest wartość tak wielka dla mnie, że nie potrafię opisać jej słowami. Przytulam Was mocno literami i do zobaczenia już jutro, w nowym roku – ROKU OGNISTEGO KOGUTA!





6 komentarzy:

  1. Z tych książek jak na razie nie znam żadnej, jednak cały "Cykl neapolitański" już czeka na półce i wkrótce mam nadzieję się za te książki zabrać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się za niedługo jeszcze bardziej Cię do Ferrante zachęcić :D Taaak, coś knuję ;)

      Usuń
  2. Małe życie polecało już tyle osób, że w końcu wrzucam je do "chcę przeczytać", żeby o nim pamiętać. Zaintrygowałaś mnie książką "Zawsze mieszkałyśmy w zamku". :) Uwielbiam nietuzinkowe tytuły.

    Wszystkiego dobrego w 2017 roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie czytaj "Małego życia" w trudnych chwilach... Wybierz czas, gdy będziesz wystarczająco silna.

      Usuń
  3. Tyle książek do przeczytania, a czasu ciągle tak mało...

    Zapraszam do mnie:

    www.swiatoczami-naszymi.blogspot.com
    (o książkach i nie tylko :))

    OdpowiedzUsuń