poniedziałek, 28 listopada 2016

Felieton: Spektakl „Księgi Jakubowe”

fot. Magda Hueckel, źródło Teatr Powszechny
Od wczoraj kołacze się we mnie pewne pytanie: czy rozbieranie człowieka do naga jest potrzebne? Powstało ono w trakcie oglądania spektaklu Księgi Jakubowe w reżyserii Eweliny Marciniak. I choć pani Ewelina słynie z rozbierania aktorów na scenie i prowokowania tym samym widzów czy recenzentów, doprawdy po obejrzeniu mojego wymarzonego spektaklu chciałabym zastanawiać się nad inną kwestią niż nagość. Bo widzicie, sam spektakl był przepiękny…

Przecież to nie lada wyczyn przelać na deski teatralne ponad dziewięćset stron powieści. Gdy kupowałam bilety, pojęcia nie miałam, jak w ogóle jest możliwe wystawienie sztuki na podstawie Ksiąg…, gdzie jest przecież masa wątków i jeszcze więcej postaci. Ale udało się i to bardzo. Ten spektakl to przede wszystkim były obrazy – hipnotyzujące, pełne światła i mgły. Lustra w złotych ramach, piasek, lalki, tiule, świece. W tym wszystkim muzyka i śpiew. Majstersztyk. Tak, takie właśnie powinny być teatralne Księgi Jakubowe. Gdyby nie… nagość.

Dzień po spektaklu naprawdę wolałabym przelewać w sobie wspomnienie śpiewu Jenty, zanurzać się w zapach kadzidła i rozpamiętywać piękno światła odbijające się od masy luster. Zamiast tego, wciąż zastanawiam się nad pytaniem – czy rozbieranie człowieka do naga jest potrzebne?

Człowieka. Aktora. Przed publicznością. Na scenie.

I nie przeczę, że pięknie byli rozbierani, kunsztownie, raz ukryci we mgle, a raz odarci ze wszystkich cieni. Ale czy było to potrzebne? Owszem, raz, a raczej dwa. Dwie nagie sceny stanowiłyby doskonałość. Jedna (ta pierwsza, wiesz która, jeżeli też obejrzałeś ten spektakl) delikatna, ciut niepewna, zaskakująca nagle, i druga (tuż po pierwszej przerwie) – szokująca, mocna, z niemal transową muzyką. To by wystarczyło.

Bo w teatrze nie chodzi o rozbieranie aktora, ale widza. Scena po scenie, akt po akcie oddziera się go ze wszystkich uczuć aż do naga. Rzuca się nim z jednych emocji w drugie, bez litości, gwałtownie, mocno. Aż gdy nadchodzi ostatnia scena, widz czuje jedynie pustkę - oczyszczającą, chłodną a zarazem ciepłą. Swoiste katharsis. Ale Księgi Jakubowe nie prowadzą do tego. Nagość nie jest wyważona niczym innym i widz już nie kuli się między różnymi emocjami, odwrotnie - jest coraz mocniej przybijany do ściany młotkiem z penisów i piersi.

A zatem, czy rozbieranie człowieka do naga jest potrzebne? Uznajmy, że tak. Zostawmy te wszystkie potrzebne bądź nie potrzebne sceny nagości. Niech stoją przed nami jak w dzień stworzenia – Jakub Frank, Chaja, Gitla i inni. Ale rozbierzmy ich także i z uczuć. Bo po czterech godzinach spektaklu widziałam każdy centymetr ich ciała, jednak nie zobaczyłam ani jednego skrawka ich duszy. A przecież teatr to gra pozorów, to zwodzenie patrzącego, igranie z nim i z jego wzrokiem. I jeżeli ktoś pragnie grać oświetloną z każdej strony dosłownością, to musi dokładnie wiedzieć po co to robi, i umieć wyważyć to tak, by owa dosłowność na równi była z czymś innym. Teatr to równowaga prowadząca do oczyszczenia. Szokowanie i prowokacja to tylko jedne z nielicznych jego narzędzi.

Na szczęście była tam też Jenta. Moja ukochana niedomarła Jenta, dokładnie taka, jaką sobie w tym spektaklu wymarzyłam. Efemeryczna, transcendentna. Przenikała wszystko wokół spojrzeniem, ruchem i śpiewem. Była wszędzie – na scenie, wśród widowni i w powietrzu. Wypełniała myśli i kradła wzrok. Była i jest – tak głoszą Księgi.... Słowem, była doskonała. I co ciekawe, nie rozebrała się na scenie ani razu.

____________________________________
Spektakl Księgi Jakubowe możecie obejrzeć 
w Warszawie 

7 STYCZNIA 2017 GODZ. 18.00 
8 STYCZNIA 2017 GODZ. 17.00 
9 STYCZNIA 2017 GODZ. 18.00

Do czego bardzo Was zachęcam, jeśli tylko macie taką możliwość. Bo warto, pomimo (a może właśnie szczególnie przez!) moje powyższe rozważania. Był to mój pierwszy spektakl w tym teatrze, ale z pewnością nie ostatni. Niestety (albo i stety!) nie opowiem Wam za wiele (a raczej w ogóle!) o aktorach, nie sypnę nazwiskami i teatralną terminologią, gdyż teatrologiem nie jestem, a powyższy tekst jest felietonem, a nie recenzją. Gdybyście jednak spragnieni byli dobrej i rzeczowej recenzji, zachęcam do lektury poniższych tekstów:



4 komentarze:

  1. "Księgi Jakubowe" czytałam i również trudno mi sobie wyobrazić, że na ich podstawie można stworzyć spektakl.. brawa za sam pomysł. Z pewnością chętnie bym się wybrała, ale do warszawy, póki co, mi nie po drodze :-P
    Co do nagości..myślę, że trzeba to rozpatrywać głównie pod kątem danego szczególnego momentu. Jej nadmiar z pewnością dla mnie- widza, nie jest pożądany, bo i mniej wartościowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli się zgadzamy. I szkoda, że Ci nie po drodze. Ale może jeszcze będą grać w przyszłych miesiącach. Trzymam kciuki, by udało Ci się ten spektakl zobaczyć.

      Usuń
  2. Mamy podobna pasję, reż bardzo się interesuję tym tematem:)
    Jak dla mnie aktor powinien 'rozebrać' widza co całości, by widz zrozumiał, po co dana osoba gra, dlaczego tak jest, dodać do widza taką iskrę, po co przyszedł do teatru czy kina.
    Książki jeszcze nie czytałam, lecz chętnie przeczytam :)
    Ogólnie cała tematyka z kinem, teatrem, samym graniem jest fascynująca i ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dla informacji, poleciłam Twój blog na moim, ciekawie piszesz :)

      Usuń