środa, 26 października 2016

O książce: Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins


Muszę Wam coś wyznać. Nie mam pojęcia jak na to zareagujecie i czy wciąż będziecie chcieli mnie znać, ale wiem, że nie mogę Was oszukiwać. Bo prawda jest taka, że podobała mi się Dziewczyna z pociągu. Więcej grzechów nie pamiętam.

A historia moja brzmi tak: zabrałam się za tę książkę, gdy był na nią olbrzymi bum! Doskonale to pamiętam, było to dokładnie rok temu, a ja jechałam na rozmowę o pracę do mojej księgarni. CV w rękach, słuchawki w uszach i audiobook Dziewczyny z pociągu. Spodobała mi się już wtedy, bo odciągnęła moje myśli od spotkania z moim przyszłym szefem.

Słuchałam ją także już po tym spotkaniu, gdy próbowałam ułożyć sobie w głowie, że w ciągu tygodnia mam zmienić całe swoje życie. Zmiana pracy, wyprowadzka do Warszawy, zmiana życia, nadchodzące targi w Krakowie – to wszystko ucichło, gdy włączyłam audiobooka. I to mi wystarczyło, bym polubiła Dziewczynę z pociągu.

A potem nie starczyło mi na nią czasu, nasze drogi się rozeszły. Jej trasa wciąż biegła obok domu Jasona i Jess, moja wirowała w Warszawie. W międzyczasie często słyszałam, jak bardzo ta książka rozczarowuje, że ta dziewczyna z tego pociągu właściwie nic szczególnego nie zobaczyła, że sama treść nie zaskakuje, że fabuła jest ściągnięta z innej książki.

I myślałam sobie wtedy, że powinnam sama się przekonać, sięgnąć po tę książkę, odczuć na sobie to rozczarowanie. Ale wiedziałam też, że książka nie podoba się nie przez to, że jest zła, a przez to, że została przereklamowana. Wszystkiego było za dużo, za bardzo, za mocno, a przez to czytelnik oczekiwał los wie czego. I to fatalne hasło reklamowe – co ona zobaczyła? – bo nic szczególnego, serio, a to już potrafiło zdołować.

Wróciłam do tej książki po roku, już nie w audiobooku, a w ebooku. Powodem była ekranizacja, przyznam się szczerze, nic innego mnie do Rachel i Megan nie ciągnęło. Zaczęłam od początku, nie spodziewając się absolutnie niczego, żadnych fajerwerków. Ba, byłam pewna, że zgadnę, kto jest mordercą już w połowie książki. Ale tak się nie stało.

Dziewczyna z pociągu wciągnęła mnie i mocno zaskoczyła. I nie, nie rozczarowała mnie. Może stało się tak z powodu oczekiwania na rozczarowanie, a może dlatego, że nie za często czytam kryminały czy thrillery. A może to było coś innego.

Tak czy inaczej, dobrze mi się ją czytało. Jeździłam z nią warszawskimi tramwajami i metrem, zabrałam ją ze sobą też do pociągu do Poznania, wędrowałam z nią ulicami Grochowa. I wciąż trudno mi uwierzyć, że mimo wszystkich tych mądrych, kochanych i wspierających mnie książek, to właśnie ta towarzyszyła mi w ciągu ostatniego roku, który był pełen zmian, decyzji, myśli i postanowień.

A morał z tego taki, że nawet gdy wszyscy jednogłośnie orzekają, że coś jest fatalne, warto o tym przekonać się samemu. Bo w książkach nie chodzi tylko o fabułę, styl i kunszt pisarski, ale także o czas, w jakim po nie sięgamy, i o to, co wtedy mamy w duszy. Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie - Carlos Ruiz Zafón

10 komentarzy:

  1. To prawda - czas, w jakim sięgamy po daną książkę, jest naprawdę istotny. Nigdy nie ciągnęło mnie zbyt mocno do "Dziewczyny z pociągu", jednak coraz bardziej zastanawiam się, jakie wrażenie wywarłaby na mnie, więc może jednak dam się skusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie tyle patrzę na recenzje i opinie, co na to, czy książka mnie woła. A w "Dziewczynie z..." było coś takiego. Po prostu musiałam to przeczytać. Bardzo do mnie przemówiła.

      Usuń
  2. Rozumiem Cię doskonale (poza tym mi też podobała się "Dziewczyna", w wersji audio). Ja często odmierzam własne życie przeczytanymi książkami, a każda recenzja z takiej książki to jak wpis do pamiętnika. I to chyba jest piękne. Nawet bardziej to niż połykanie książek jedna po drugiej, bez życiowego kontekstu, bez wpasowania książki w jakiś konkretny ważny dla nas czas. Myślę, że się rozumiemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś połykałam książki jedną po drugiej i to tak szybko, że niewiele ich we mnie zostawało. Na szczęście się zatrzymałam. Nie liczy się ilość. Wolę przeżyć książkę, tak jak mówisz, wpasować ją w życie :) I tak, rozumiemy się :)

      Usuń
  3. Dziewczyna z pociągu czeka już na mnie... od dawna. Bo te negatywne recenzje jednak potrafią odstraszyć - chyba nikt nie chce marnować cennego czasu na poznawanie słabej książki, gdy jeszcze tyle powieści czeka w kolejce. Mimo to nie zrezygnowałam z jej przeczytania, po prostu cały czas przesuwam to w czasie i chyba trzeba w końcu powiedzieć temu stop oraz zabrać się za Dziewczynę w pociągu ;)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie. Leżała i leżała. A jak się za nią zabrałam, cały czas czekałam na wielkie rozczarowanie :P

      Usuń
  4. Kiedyś w książce Pani Romy Ligockiej przeczytałam że odpowiednia książka trafia do nas w odpowiednim czasie. Ja w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś w książce Pani Romy Ligockiej przeczytałam że odpowiednia książka trafia do nas w odpowiednim czasie. Ja w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też sięgnęłam po tę książkę rok temu;) Tyle że ja czytałam ją w księgarni, nie mogłam się od niej oderwać (wiem, że nie powinnam czytać w pracy, ale...)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi również się podobała i to nie mój pierwszy tego typu grzech ;P

    OdpowiedzUsuń