niedziela, 4 września 2016

O książce: Pani Furia – Grażyna Plebanek

Pani Furia jest powieścią o granicach. O murach, jakie tworzą kolory, dźwięki i przestrzeń. To historia wściekłości, która zamieszkała w ciele małej Kongijki Alii, która wraz z rodziną przeprowadziła się do Brukseli. To historia emigrantki, ale opowiedziana od wewnątrz – przez jej własną furię.
Ta nieprzypadkowa dedykacja od Grażyny Plebanek, stała się dla mnie mottem tej książki. Czytając ją, kiwałam głową. Tak, tak właśnie było, tak, tak właśnie jest. Tak, tak, tak… Dlatego postanowiłam opowiedzieć wam o Pani Furii inaczej, bliżej, po mojemu.

***

Tak naprawdę każdy zna dokładny moment, w którym kończy się jego dzieciństwo. Można nie pamiętać daty, ani własnego wieku, ale po prostu się to wie. To było właśnie wtedy. I choć byłyśmy z Alią w różnym wieku, nasz koniec był identyczny. Opuszczałyśmy wtedy swoja ojczyznę.
Alia nic nie zapamiętała ze swojego kraju. Jakby wraz z wejściem do samolotu zamknęły się za nią drzwi. (…) przez całą drogę nie ruszyła się z miejsca, nawet kiedy zachciało jej się siusiu. Wbiła wzrok w białą serwetę przewieszoną przez zagłówek siedzenia przed nią. Przez lata śniła jej się później ta serwetka, w którą bezpowrotnie wsiąkały wspomnienia z Kinszasy.
Ja patrzyłam przez okno samochodu próbując zapamiętać każdy moment, każdy budynek, zaułek i każdą uliczkę. Wtedy dzieciństwo zgasło niezauważone przez nikogo. I właśnie wtedy zaczęła rodzic sie furia.

Naszym językiem jest ten, którym władamy najlepiej. Jeśli będziesz w nim dobra, zwyciężysz. Pamiętam, że kiedy odkryłam, że tylko język jest wstanie zdradzić moje pochodzenie, przysięgłam sobie, że użyję go na swoją korzyść. Że nauczę się go tak doskonale, że nikt nigdy nie pozna, skąd pochodzę, dopóki sama nie zdecyduję inaczej. Patrzyłam wtedy na ciemnoskóre dzieci ze współczuciem – one nie miały szans się ukryć tak jak ja.
…kuliła ramiona pod gradem wyzwisk padających z ust dziewczynek, które nigdy same nie wystawiły nosa na zewnątrz.
- Czekolada!
A teraz te małe zołzy nauczyły ją, że kolor jest ważny.

Wyprowadzkę do innego kraju można porównać do ponownych narodzin, po których już wiecznie będziemy uczyć się chodzić. To poczucie obcości nigdy nie mija, coś w nas na zawsze pozostaje przekrojone na pół, a między tymi połówkami powstaje wyrwa. Każdy zapełnia ją czym tylko może – Alia wypełniła ją furią. Gorącą, bulgoczącą furią, która zalewała każdy skrawek jej ciała. I myślę, że była w niej także tęsknota, ale już nie pamiętała za czym dokładnie, i to zapomnienie sprawiało, że furia tylko rosła.
Alia odebrała telefon, kiedy Eddy zadzwonił z wiadomością, że jego ojciec umarł. Zaraz po tym połączenie zostało zerwane, przez Bożym Narodzeniem linie były przeciążone. Alia stała z buczącą słuchawką w ręku. Bała się, że jeśli powie mamom o śmierci dziadka, wpadną w jeszcze głębszą rozpacz.
Gdy mieszka się poza ojczyzną, bliscy umierają przez telefon. Wiadomość o śmierci nie boli, a ciąży odpowiedzialnością przekazania jej dalej. Pogrzeby odbywają się w słowach i na zdjęciach. A kilometry, które oddzielają nas od zmarłego, pozwalają udawać, że on wciąż żyje.
Joe kiwnął niezauważalnie głową i nadgryzł zimne udko kurczaka. Nie znał babki. Dziadka też nie, dlatego wiadomość o jego śmierci przyjął wzruszeniem ramion.

Życie na obczyźnie, to takie wieczne szukanie przynależności. Alia szukała… Szukała, przyjmując kolejne szturchnięcia od losu. Zdawałoby się, że stanie się od tego wszystkiego twardsza, silniejsza. Jednak tak nie było, tylko furia wewnątrz niej stawała się coraz gorętsza.
Nie chciała ciotki martwić, mówiąc, że sama nie wie, kim jest – córka wybielonej matki i nieobecnego ojca, wnuczka kongijskiej babki, sama ledwo dukająca w lingala. Jedyna czarna w klasie, dziewczyna, której chce się płakać nie tylko przed okresem, lecz także przez większość miesiąca. A jak nie płakać, to bić.

Przeczytałam tę książkę jednym tchem, niemal w ciągu jednej doby. I jest to powieść, którą chciałabym wręczyć tym wszystkim ludziom, którzy zaczęli budować wieżę Babel. Myślę, że gdyby znali konsekwencje tego czynu, nie powstałby tam kamień na kamieniu.

_______________________________________________
Cytaty oznaczone kursywą pochodzą z książki Pani Furia, Grażyny Plebanek, Znak Literanova 2016

6 komentarzy:

  1. Napisałaś tak bardzo wzruszająco, że muszę przeczytać tę ksiązkę. By poczuć odrobinę tych emocji. Zakochuję się w Olsztynie, a przecież znam dopiero miasteczko akademickie. Mimo to, dawno nie czułam się tak bardzo na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam tak jak czułam. W pewien sposób to była książka o mnie. Olsztyn lubi przytulać nowe duszyczki ;)

      Usuń
  2. Pięknie napisane, aż chciałoby się czym prędzej sięgnąć po książkę. Na pewno się za nią rozejrzę. ;)

    OdpowiedzUsuń