niedziela, 11 września 2016

List do Eleny Ferrante: Historia nowego nazwiska

Droga Eleno!

Jak się domyślasz, właśnie skończyłam czytać Twoją książkę - drugą część o Lenu i Lili, choć chciałoby się powiedzieć, że o Lili i Lenu. Ale nie, uparcie stawiam Lenu na pierwszym miejscu. Przyznam Ci się już na wstępie, że im bardziej zagłębiałam się w ich historię, im więcej połykałam Twoich słów, tym większe rosło we mnie pragnienie. Pragnienie czego? To zdradzę na końcu listu. Najpierw porozmawiajmy o książce.

Zastanawiam się, czy musiałaś te cztery powieści dzielić… Nie myślałaś o tym, by wydać je jako jeden wielki tom o ponad tysiącu stron? Bo ta historia płynie jak olbrzymia rwąca rzeka i dla mnie jest nie do podzielenia. Choć czasami się nią krztuszę, nie mam ochoty robić przerw między jedną części a drugą. Gdy skończyłam Historię nowego nazwiska, wzięłam głęboki wdech, zamknęłam książkę, upiłam łyk herbaty i sięgnęłam po Historię ucieczki. I czytelniczy wieczór trwał dalej. Nawet nie poczułam, że skończyłam powieść, miałam wrażenie, że dalej w niej tkwię.

A może… Napisałaś Genialną przyjaciółkę w wielkich emocjach, niemal jednym tchem, krztusząc się z uczuć, które rozrywały Cię w szwach. Odsunęłaś gruby zeszyt zapisany drobnym maczkiem, a potem nagle świat zaskoczył Cię, uznając tę książkę za coś niesamowitego? Wiesz, co mam na myśli, prawda?

Kiełkuje we mnie pewne podejrzenie - bo jakże tu wytrzymać bez podejrzeń! - że Ty, Eleno, i Twoja Lenu, macie się bardzo blisko ku sobie. Bardzo, ale to bardzo blisko, niemal jak jedna i ta sama osoba. To może być mój głupi wymysł, a może i nie… Historia nowego nazwiska szczególnie swoją końcówką pozwoliła mi pofantazjować o Twojej identyfikacji z główną bohaterką.

Myśląc o tej książce, wciąż czuję zapach nagrzanego słońcem pisaku i czuję słone kropelki wody, które Lila rozbryzguje wokół siebie, gdy wbiega do morza. Zapominałam o oddychaniu, czytając tę część, wiesz? I choć nie porównuję jej z Genialną…, bo dla mnie te wszystkie cztery książki to jedna powieść, to jednak Historia… uderzyła we mnie jeszcze mocniej.

I mam ochotę przytulić Lenu. Kocham ją całym sercem i wydaje mi się, że Tobie ona także jest bliska w ten sam sposób. Domyślasz się w jaki, prawda Eleno?

Na początku listu wspomniałam, że rośnie we mnie pewne pragnienie. Jest to pragnienie rozmowy z Tobą, Eleno. Chcę Cię odnaleźć, przytulić i zadać Ci kilka pytań. Z pewnością domyślasz się, jakich. I jestem pewna, że zrozumiemy się bez słów, pomimo bariery językowej. Czekaj na mnie. Już kupiłam bilety do Włoch. Lecę najbliższym lotem.

Z nadzieją na szybkie spotkanie,
Wiktoria

  • A Wy, moi drodzy, jeżeli macie ochotę śledzić moje poszukiwania Eleny, zaglądajcie w najbliższych dniach na mojego facebooka i instagrama. Bo hashtag #szukającferrante często będzie się tam pojawiał. 

8 komentarzy:

  1. Pięknie napisałaś! Ja też ostatnio zachwycam się Ferrante - po "Historii nowego nazwiska" także od razu złapałam za "Historię ucieczki". Inaczej się nie dało! Teraz, po jakimś miesiącu (i tak długo wytrzymałam) zabieram się w końcu za czwarty tom. Nie wiem, co jest w takiego w tych książkach, ale są hipnotyzujące. Płynie się z tą historią. No i te piękne, wielowarstwowe portrety bohaterek, ta ich burzliwa przyjaźń...
    Chyba trudno się nie zastanawiać, ile w Lenu jest Eleny Ferrante. Czy ten wybór imienia dla bohaterki może być przypadkowy?
    Pozdrowienia ;) I powodzenia w poszukiwaniach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Ferrante dociera do najgłębszych zakamarków duszy... Jej powieści są jak żywe i to dlatego cały czas wydaje mi się, że to ona jest Lenu...
      Jeżeli uda mi się ją odnaleźć, na pewno ją o to zapytam ;)

      Usuń
  2. Może i bym po nią siięgneła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tych książkach, ale teraz bardzo mnie zaciekawiłaś! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie opowiedz mi o swoich wrażeniach po lekturze :)

      Usuń
  4. Świetny pomysł! Powodzenia w poszukiwaniach. Śledzę z wypiekami na twarzy ;-)

    OdpowiedzUsuń