niedziela, 7 sierpnia 2016

O książce: Małe życie - Hanya Yanagihara

Ziemia istnieje od 4,55 miliarda lat. Wiecie, ile to poniedziałków? W obliczu tak potężnej liczby, nasze życie naprawdę jest niezwykle małe. Wręcz przytłaczająco małe. Hanya Yanagihara napisała książkę o właśnie takim tytule. Książkę, która przez wszystkie swoje 800 stron przewiercała moje uczucia przez maszynkę do mięsa.

Zaczyna się niewinnie, ale i tak jest coś w pierwszym akapicie, co sprawia, że przywołuje się czujność. Coś dziwnie bliskiego. Déjà vu? Skądś to się zna, ale nie jest się w stanie przypomnieć skąd… Czwórka przyjaciół. Każdy inny, choć wszyscy to mężczyźni. Młodość, college… I masa ludzi wokół nich. Przypadkowi znajomi, koledzy, nauczyciele. Pięćdziesiąt stron, sto, sto pięćdziesiąt, dwieście… I nagle można złapać się na myśli, że większość tego korowodu postaci, to mężczyźni. Kobiety są tylko epizodycznymi postaciami, pojawiają się i znikają, są niemal niejakie. I myśli się, że to tak naprawdę nie jest ważne, bo przecież nie chodzi o podział na kobiety i mężczyzn. Że tu chodzi o człowieka, o ludzi i o relacje między nimi. A potem, po tych ośmiuset stronach, zaczyna się rozumieć, dlaczego tak naprawdę było tam tak wiele mężczyzn.
Albo że w momentach samotności w kuchni było coś zbliżonego do medytacji i były to jedyne chwile, gdy czuł się prawdziwie rozluźniony, a jego umysł przestawał pędzić naprzód, planując z wyprzedzeniem tysiące drobnych odkształceń i zamazań prawdy, faktów, warunkujących każdą jego interakcję ze światem i jego mieszkańcami?

I coś jest w tej książce z medytacji. Czyta się ją i czyta, a ona wydaje się nie kończyć, stron wcale nie ubywa. Wciska się w życie, wbija akapity prosto między żebra, nakłada stronami na oczy i zaczyna się widzieć świat inaczej, poprzez nią. Znajomym nadaje się imiona bohaterów, sytuacje z życia zaczynają być łudząco podobne do tego z Małego życia. A potem, w pewnym momencie, trudno zauważyć kiedy, uświadamia się sobie, że stoi się przed tą książką i patrzy się na jednego z czwórki przyjaciół. I widzi się siebie. W którymś z nich, albo w każdym po trochu. A potem wyciąga się dłoń i splata z nimi palce na granicy zadrukowanej kartki. Jedno mrugnięcie i widzi się siebie. I już się wie, że ta książka została napisana o nas samych.
Ale gdzieś w głębi, czy piłeś z kimś przy barze, czy jadłeś obiad z przyjaciółmi, zawsze tkwił twój obraz, jego kształt, i za twoimi źrenicami embrionalnie polatywały miriady możliwości.

Było ich czworo i mieli marzenia. Każdy miał inne i każdy miał tajemnicę. Było ich czworo i wyruszyli w drogę, każdy w inną stronę, choć wciąż ramię w ramię. A jeden z nich starał się nie mieć marzeń, a tajemnic miał milion...

Mogłabym zanurzać dłonie w tej książce i wciąż wyjmować z niej perły. I trudno mi zdecydować, która byłaby najważniejsza. Chociaż nie… chyba wiem. Małe życie, jak nic innego dotąd, wytłumaczyło mi z faszystowską dokładnością czym jest przyjaźń. Naciągnęła ją na moich oczach do granic możliwości i pokazała, co wydarzy się, jeżeli ktoś puści jeden z końców. Pokazała także, co wydarzy się, jeżeli nikt tego nie zrobi, jeżeli nikt nie zdradzi.
Dlaczego przyjaźni nie traktuje się na równi ze związkiem? A może jest lepsza? Dwoje ludzi pozostaje razem przez lata, a wiążą ich nie seks, nie atrakcyjność fizyczna, nie pieniądze, nie dzieci, nie własność, lecz wzajemna zgoda na bycie razem, wzajemne zobowiązanie wobec unii, która nie daje się skodyfikować. Przyjaźń oznacza bycie świadkiem dręczących nieszczęść przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów. To przywilej bycia przy drugiej osobie w jej najtrudniejszych chwilach i świadomość, że samemu też można się przy niej czuć podle.

I śmiem twierdzić, że żadna książka w tym roku tak mocno we mnie nie uderzyła. No, może Elena Ferrante, choć z nią łączy mnie zupełnie inna relacja. Małe życie, gdy je czytałam, stało się moim życiem. I było to na tyle mocne wrażenie, że trudno mi po nim zacząć oddychać na nowo. Tęsknię za tą książką, jednak wiem doskonale, że nie przeczytam jej po raz drugi już nigdy. Boję się jej i równocześnie darzę ją ogromną miłością.

Jeżeli wahacie się, czy ją przeczytać, nie wahajcie się. Jeżeli was przyciąga, po prostu pozwólcie jej to zrobić. To raczej ona będzie czytać w was, niż wy w niej. I tak, trzeba wiele odwagi, by po tę książkę sięgnąć. Ale jeszcze więcej, by jej nie odłożyć, by czytać dalej.

Zostawię wam tutaj kilka urywków, tych wyjątkowych i bardzo mi bliskich. To tak na wypadek, gdybyście jednak do nie odważyli się na przeczytanie…

==========
Był taki okres – przynajmniej miałeś nadzieję, że był – z każdym obrazem czy projektem, kiedy życie twojego dzieła stawało się dla ciebie realniejsze od codziennego życia, kiedy będąc gdziekolwiek, myślałeś tylko o powrocie do pracowni, kiedy nieświadomie usypywałeś na knajpianym stoliku kopczyk soli i kreśliłeś na nim wątki, wzory i plany, a białe ziarnka przelewały się niczym muł rzeczny pod opuszką twojego palca.
==========
…dni wymykały mu się niezamieszkane.
==========
…bo za każdego, kto sprawi mu zawód, ma przynajmniej jedną osobę, która go nigdy nie zawiedzie
==========
Kiedyś myślał, że nie mówiąc, kim jest, sprawia, że staje się bardziej znośny, mniej obcy. Ale teraz właśnie to, czego nie mówi, czyni go obcym, obiektem współczucia, a nawet podejrzliwości.
==========
…bycie przesuwanym przez dni raczej niż samodzielne ich pokonywanie.
==========
…miał wrażenie, że rosną mu nowe organy – drugie serce, drugi mózg – aby pomieścić nadmiar uczuć, cud jego życia.
==========


__________________________________________________
Wszystkie cytaty oznaczone kursywą pochodzą z książki Małe życie, Hanya Yanagihara, W.A.B. 2016

11 komentarzy:

  1. Nikt mnie tak mocno nie nakręcił na tę książkę jak Ty :) Tyle osób o niej pisało, ale za każdym razem wychodziłam z letnim uczuciem: tak, chcę przeczytać, ale nie muszę. To teraz już muszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... ja po prostu od serca pisałam... A ta książka dotarła do niego bardzo głęboko.

      Usuń
    2. Już czeka..najpierw pokonam Bastion Kinga

      Usuń
  2. O matko jaka recenzja!! Dalszego żadna ksiegarnia nie jest teraz otwarta? Mam ochote włożyć trampki na nogi i biec po nią od razu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Pisałam ją niemal krwią! Bo czym innym po przeczytaniu TAKIEJ książki...

      Usuń