piątek, 19 sierpnia 2016

O książce: Archie Greene i sekret czarodzieja

Wszyscy doskonale wiemy, jak magiczne są książki. Przecież to właśnie dzięki nim przeżywamy setki żyć zamiast jednego, możemy nie ruszając się z fotela podróżować nawet na biegun północny albo latać na smoku… A gdybym dziś zabrała was do świata, gdzie książki naprawdę są źródłem magii? Gdybym powiedziała wam, że w tym świecie magowie są bibliotekarzami, a książki… latają między półkami?

Ten świat, o którym mówię, ukrywa się w książce Archie Greene i sekret czarodzieja autorstwa D.D. Everesta. Zaczyna się dziwnie znajomo, bo Archie jest sierotą wychowywanym przez babcię, pewnego dnia dostaje przesyłkę i… nagle dowiaduje się o istnieniu całego magicznego świata. A także o tym, że on także do tego świata należy. Już to skądś znamy, prawda? Ale bardzo proszę nie kręcić nosem. Bo atmosfera tej książki jest zupełnie inna niż u Harrego Pottera. Poczujecie to już po pierwszych stronach i myślę, że wam się spodoba.

A jeżeli ktoś bardzo chce wytykać podobieństwo Archiego do Pottera, to niech najpierw wytknie podobieństwo Pottera do Kopciuszka.
„To nie jest szkło powiększające, to szkło wyobrażające. Powiększa wyobraźnię tego, kto przez nie patrzy. Pozwala spojrzeć z innej perspektywy na wszystko, czemu chcesz się przypatrzyć.”
Magiczny świat Archiego, to świat ogromnej biblioteki, ukrytej przed zwykłymi ludźmi, to świat pożółkłych kartek i szeleszczących głosów książek. To świat, gdzie czarodzieje przechadzają się między regałami, a nad nimi trzepocząc okładkami, latają stare tomy. To taki świat, o którym marzy każdy, kto kocha książki i magię. Zatraciłam się w nim momentalnie przede wszystkim dlatego, że od pierwszych stron Archie wywoływał ciepły uśmiech na mojej twarzy, a magia w tej powieści wydała mi się bardzo bliska.

I jeszcze jeden walor ma ta książka – nie jest przesadnie nadmuchana. Nie ma w niej fałszu, przesadności i tandety. Jej akcja po prostu… się dzieje. Everest ma taki styl, że ma się wrażenie, że to wszystko dzieje się tuż obok, w naszym świecie. I tym najbardziej Archie Greene… mnie urzekł.
„Samo słowo wyobraźnia, czyli imaginacja, pochodzi z tych samych źródeł, co słowo magia, stąd też wiele wybitnych autorytetów wysuwa tezę, że ludzka wyobraźnia jest ostatnim śladem magicznych mocy, jakie niegdyś posiadał każdy człowiek.”
Właśnie zaczęłam pożerać drugi tom jego przygód. Smakuje przepysznie. I… już w pierwszym zdaniu pojawił się smok!

_______________________________________________________________________
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Archie Greene i sekret czarodzieja, D.D. Everesta, Dom Wydawniczy Rebis 2016


4 komentarze:

  1. Nigdy nie przeczytałam Harrego Pottera. Za duży szum wokół niego sprawił, że nie wystarczyło mi odwagi, by do niego zajrzeć. Bo może się zawiodę? Chętnie bym poczytała książki o Archiem, poszukam w księgarni, bo brzmią tak fajne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, wiem... jak za dużo się dzieje wokół czegoś, to odrzuca... Ja w sumie dopiero teraz podziwiam go w pełni, gdy po 15 latach czytam po raz drugi. Wtedy... nie słyszałam własnego zachwytu, był zakrzyczany przez świat.

      Usuń
  2. No tak, skojarzenia z Potterem nasuwają się same, a jednak kompletnie mi to nie przeszkadza i mam wielką ochotę na tę książkę! :D

    OdpowiedzUsuń