sobota, 27 sierpnia 2016

O książce: Archie Greene i Klub Alchemików

Och, jak ja uwielbiam takie historie! Najczęściej czytam je, gdy siedzę na parapecie, na głowie mam czarodziejski kapelusz i właśnie wypatruję sowy z Hogwardu. Tak… Nie ma to jak czary, magia, gadające książki i… ALCHEMIA! Połączenie tego wszystkiego znalazłam w drugiej części przygód Archiego Greena, z którym przyjaźnie się od niedawna.

Bo warto wiedzieć, że jak już połkniecie Archiego Greena i sekret czarodzieja, to obowiązkowo należy sięgnąć po jego przygody z Klubem Alchemików. Co tam się dzieje… Książki straszą, ogień rozdaje uroborosy, a kruki przemawiają ludzkim głosem. Przeczytałam jednym tchem w jeden wieczór i… dość głupio zrobiłam, bo książka kończy się przeokrutnym cliffhangerem, a trzeciej części jeszcze nie ma w zapowiedziach.

Stale zachwyca mnie magia w tym świecie. Jest niesamowicie namacalna, naturalna i byłabym w stanie uwierzyć, że istnieje naprawdę. Bo przecież to oczywiste, że książki mogą mówić, podróżuje się za pomocą foteli teatralnych i czekoladowych koktajli, a osobą decyzyjną o zdaniu ucznia do następnej „klasy” jest ogień. Takie i inne rzeczy siedzą w głowie Everesta. Jakie to szczęście, że oderwał się on od swojej codzienności i znalazł czas, by przelać to na papier.

Słowem, jeżeli macie ochotę na dwa wieczory w magicznym świecie, gdzie najmagiczniejsze są stare księgi, sięgnijcie po oba tomy Archiego Greena. Polecam popijanie przy tym czegoś czekoladowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz