wtorek, 10 maja 2016

O książce: Historia pszczół - Maja Lunde

xxx
Z pamiętnika pszczoły
(wybrane fragmenty)

Rok 1857
Lubię mój dom. Tak cudnie pachnie słomą. Ale wiem, że człowiek coś tworzy dla mnie z drewna. Ciekawe, co to...

Rok 2007
Jest tu tyle pracy… Każdy dzień podobny do drugiego. Świat pachnie identycznie. Jestem zmęczona.

Rok 2098
Nie ma mnie. Przestałam istnieć.
xxx

Tak już jest w naszym świecie, że historia pszczół jest historią człowieka. I choć książka ta tytułem sugeruje, że powieść będzie o miodowych stworzonkach, jest także o ludziach, ich uczuciach, myślach i więziach. Ujmuje sobą globalnie całą ludzkość opowiadając o jednostkach.

Rok 1857, Anglia – William patrzy w sufit. Nie jest w stanie podnieść się z łóżka. Wszystko straciło sens. Absolutnie wszystko. Brak pasji zesłał na niego miażdżącą depresję.
Rok 2007, Stany Zjednoczone – George ma olbrzymią pasiekę, którą odziedziczył po swoim ojcu, a ten z kolei dostał ją od swojego ojca. Przekazywana z pokolenia na pokolenie jest gotowa, by przejął ją jego syn. A jednak chłopak marzy o czymś zupełnie innym.
Rok 2098, Chiny – Tao jest zmęczona, każdego dnia musi wspinać się wysoko w konary drzew, by tam pędzelkiem z kurzych piórek delikatnie obsypywać pyłkiem kwiaty. Wykonuje pracę, którą niegdyś robiły pszczoły.

Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka… 
- Karol Darwin

Jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek tego roku. Czekałam na nią od momentu, gdy tylko o niej usłyszałam. W chwili, gdy pojawiła się w księgarni, już należała do mnie. A potem nie byłam w stanie postanowić, czy chcę jak najszybciej ją przeczytać, czy też czytać tak wolno, by trwać w niej najdłużej jak się da. Pochłaniałam ją wielkimi kęsami tekstu, delektowałam się słowami i nie byłam w stanie przestać.

To dobrze napisana książka. Po prostu dobrze, w najgłębszym znaczeniu tego słowa. Trzy historie, trzy sposoby narracji. Świetnie skomponowana, mądrze poprowadzona, nie pozwalająca się od siebie oderwać. Ale przede wszystkim, jest to ogromnie ważna książka dla nas, bo porusza problem, który niedługo może przestać być fikcją literacką. Pszczoły znikają, to nie wymysł Lunde, to fakt.

Zespół masowego ginięcia pszczoły miodnej (ang. Colony Collapse Disorder, skrót CCD) − zespół chorobowy występujący masowo w koloniach pszczoły miodnej (Apis mellifera), objawiający się gwałtownym i masowym ubytkiem pszczół lotnych poza ulem, a w konsekwencji ginięciem większości chorych rodzin. Od roku 2003 napływały informacje z Europy i Ameryki o poważnych stratach wśród rodzin pszczelich.
- Wikipedia

Historia pszczół jest książką, po którą powinien sięgnąć każdy z was. Z ręką na sercu obiecuję, że nie da się od niej oderwać. Do tego jest napisana świetnym, dojrzałym stylem. Opowiada o tym, co nam bliskie – o poszukiwaniu pasji, o powołaniu, o relacjach rodzinnych i o wyborach. A przede wszystkim o pszczołach. To jedna z ważniejszych powieści tego roku.

Często polecam wam przeróżne historie, często zachęcam do ich przeczytania. Dziś będzie inaczej. Dziś proszę, by każdy z was przeczytał Historię pszczół. Nie zachęcam, a proszę. Sięgnijcie po nią. To tytuł obowiązkowy. 

16 komentarzy:

  1. Zaczynam żałować, że nie skorzystałam z możliwości zrecenzowania tej powieści. Jednak nie wszystko stracone - od czego są biblioteki... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w bibliotece już jest :) <3

      Usuń
  2. Pięknie to napisałaś, zgadzam się z każdym zdaniem! Lektura, którą każdy powinien przeczytać, zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również powodowana impulsem słowa "pszczół" bez wahania kupiłam tę książkę. Od zawsze lubiłam robaczki, nie bałam się brzęczących i latających koło ucha. Potem teść nauczył mnie słuchać muzyki pszczół. Miał małą pasiekę i wieczorami przesiadywałam z nim w pobliżu, by patrzeć na ich powrót do uli, słuchać muzyki pszczół, języka tańcem odgrywanego. O tej porze były już zmęczone całodniową wędrówką, więc spokojnie pozwalały nam przyglądać się. Kiedy pytałam "Co robisz tato?", odpowiadał z łagodnym uśmiechem: "Liczę pszczoły". To były piękne, zaczarowane chwile. Już ich nie ma i bardzo mi brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój wujek miał malutką pasiekę. Pamiętam, jak podkradałam mu miodek ze strychu. Pszczoły to zawsze była niesamowita magia brzęcząca w powietrzu. Jak takie małe zaklęcia :)

      Usuń
  4. Opowieści pszczół wspominam z nostalgią. Były dla mego ucha niczym symfonia. Ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się kilka lat temu o miejscu pszczoły w słowiańskiej legendzie o powstaniu świata. To potwierdza o jej pożytecznej roli w życiu ludzi. Słowianie bardzo szybko zaczęli korzystać z dobrodziejstwa miodu, nauczyli się hodować pszczoły w taki sposób, by nie niszczyć ich rojów, a zasiedlać ule wydrążone w pniach drzew. Mogłabym tak o pszczołach...

    Miałaś tę przyjemność poznać je u wujka. Magia prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowita magia!
      A pszczoła w mitach słowiańskich była dla mnie ogromną niespodzianką >3

      Usuń
    2. Tak przypuszczałam, dlatego wspomniałam o pszczole przy Twojej recenzji książki "Drzewo" :)

      Usuń
  5. Od dłuższego czasu mam ją na oku... To może znak, że powinnam ją przeczytać, bo brzmi, nie ukrywajmy , zachęcająco to, co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Również zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę książkę. Świetna opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio bardzo głośno o tej książce, wygląda na to, że nie bez powodu. Na pewno będę ją miała na uwadze, a jeśli tylko zobaczę ją w bibliotece, zdecydowanie wezmę ze sobą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna książka! Bardzo gorąco ją polecam. Nie tylko zresztą książkoholikom, ale wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń