niedziela, 10 kwietnia 2016

Dokawnik: ONI WIEDZĄ LEPIEJ

Oni bardzo chętnie powiedzą ci, co masz zrobić. Przestrzegą przed chorobami, złymi książkami i nieodpowiednimi ludźmi. Ba! Nawet sporządzą ci jadłospis, wybiorą poglądy i kolor włosów. Nawet nie musisz im na to pozwalać, chętnie to zrobią za ciebie. Pozwolą samym sobie.

Bo widzisz, tak to już jest. Siedzisz teraz przy porannej kawie, czytasz mój dokawnik, a oni już zdecydowali za ciebie. O wszystkim. Zostało tylko wepchnąć ci tę ich decyzję do gardła. Tak, wiem, że lepiej mieć w tym gardle kawę, a ich decyzje gdzieindziej, ale…

Ale jak to, nie wierzysz w boga?
Ale przecież niedzwonienie do rodziców codziennie to brak szacunku?
Ale wiesz, że jak nie jesz mięsa, to będziesz miała raka trzustki?
Ale twój chłopak pozwolił ci pofarbować włosy, prawda?
Ale ty wiesz, że na tatuaż pomogą tylko egzorcyzmy?

Mogłabym napisać całą książkę używając powyższych ale, słyszałam ich już całą masę, a to skierowanych pod moim adresem, a to pod adresem innych bliskich mi osób. Wszyscy wiedzą lepiej i nie mają skrupułów zajrzeć mi do łóżka, obejrzeć dokładnie odcień moich włosów, zdecydować o losie mojej macicy i wybrać za mnie wiarę, którą będę wyznawać.

Moje własne, zdawałoby się prywatne życie, często musi znosić cudze buty, które wchodzą w nie bezceremonialnie. Znajomi, obcy, bliscy i niebliscy, rząd i cała reszta świata – oni wszyscy doskonale wiedzą, co jest dla mnie dobre. I na pewno nie jest to posiadanie własnego zdania. Oni mają zdanie. Na moje własne nie pozostaje już miejsca. Przecież oni o wiele lepiej wiedzą, co zrobiłam dobrze, a co źle, co powinnam zrobić, powiedzieć i pomyśleć.

A ja nie bronię się przed nimi, ależ skąd. Nie dyskutuję. Tylko w milczeniu wysłuchuję wszystkiego, co mają do powiedzenia, i czekam aż zamilkną i pójdą. I z niesamowitą sympatią uśmiecham się do tych, którzy nie oceniają. Przyjmują mnie taką, jaka jestem - z całą resztą, która przez innych jest traktowana jako wada, a tak naprawdę jest najzwyczajniej cząstką mnie, mojej osobowości i wyglądu. 

14 komentarzy:

  1. Nie warto przejmować się "dobrymi radami", bo to Twoje życie i nikt go za Ciebie nie przeżyje. Jeśli popełnisz błąd, tylko do siebie będziesz miała pretensje, jeśli coś osiągniesz - sobie będziesz za to dziękować. To życie indywidualisty, znam je bardzo dobrze. Mam mało znajomych, za to są takimi, jakich potrzebuję. Reszta "doradzaczy" i "zaglądaczy" musi się obejść ze smakiem i na odległość.
    Pamiętam, jak kiedyś pewien znajomy, możliwe, że z dobroci serca, próbował rozwinąć mój intelekt pisarski. Podsuwał coraz to kolejne pozycje do przeczytania, wgłębiania się w mądrość i przekształcania jej w treść moich utworów. W pewnym momencie zauważyłam, że efekt jest dokłądnie odwrotny! Zablokowało mnie. Jeśli coś jest dobre dla kogoś, wcale nie musi pozytywnie służyć Tobie. Każdy ma swoją ścieżkę, którą podąża i reszcie wara od niej!
    Pamiętasz? Przeprowadzałaś się z ukochanego miasta w wielkie nieznane. Pełna byłaś wątpliwości, ja również. Pisałyśmy do siebie i w pewnym momencie wiedziałam już, że Twoja decyzja jest wyważona, przemyślana i decydująca. Od tamtej pory widzę, że świetnie sobie radzisz, lubisz to co robisz i odnajdujesz się w nowych miejscach. Nie oceniam, obserwuję Twoją drogę i czekam na Twój dalszy rozwój pisarski.
    Kolejnych sukcesów Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, dobre rady innych często są dobre tylko i wyłącznie dla nich. Wpychają je nam w gardło i zamykają na siłę usta, patrząc, czy nam to zasmakowało. I są oburzeni, gdy mamy odruchy wymiotne.
      Dziękuję Ci za wsparcie, za to, że nie oceniasz, a po prostu jesteś. To tak rzadko się zdarza :*

      Usuń
  2. Ario, bardzo się cieszę, że ja już dawno wyszłam za ten etap - u mnie wszyscy wiedzą, że zrobię po swojemu - bez względu na to, co mi powiedzą. Takie teksty są wkurzające, ale mogą też podcinać skrzydła i mącić w głowie. Zwyczajnie szkodzić.

    A trzeba żyć po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam, jak piszesz do mnie per "Ario" <3

      I tak! Żyć po swojemu! Amen!

      Usuń
  3. Trafiłaś w sedno! Ja nie słucham "dobrych rad" tylko robię swoje i nie oglądam się za siebie. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam również do mnie! http://matkapolkaczytajaca.blox.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie :)
      Za zaproszenie dziękuję, zajrzę :)

      Usuń
  4. Na pocieszenie powiem Ci, ze to nie tylko polska specjalnosc. Mówisz,ze w milczeniu wysluchujesz i robisz swoje. Ja mysle, ze kiedy na prawde spróbuja nam zajrzec do macic i zdecydowac, CZY mozemy zyc czy nie, trzeba bedzie bardzo glosno powiedziec BASTA. A tak w ogóle, to ta zgoda chlopaka na farbowanie wlosów to mnie powalilas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że to pytanie o zgodę na farbowanie to ja słyszę od innych prawie za każdym razem, gdy szykuję o fryzjera wielką zmianę? Nie kumam o co chodzi. Moja druga połówka też nie. Nie wiem, co ludzie mają w głowie...

      Usuń
  5. Patrząc pozytywnie - troszczą się o Ciebie :)
    Patrząc negatywnie - mają ciasne głowy, skoro coś im się w nich nie mieści :)
    Wszyscy mają problem z asertywnością :)
    Kiedyś koleżanka mi taki chaos uporządkowała jednym zdaniem - zapytała: Czy ten ktoś daje ci jeść?
    Jeśli nie, to machnij ręką. Jeśli tak, to wiesz, z szefem się nie dyskutuje. Polecenia szefa trzeba wykonać :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. He he skąd ja to znam:D...Wkurzające momentami dobijające, ale się nie łamię i robię po swojemu:)

    OdpowiedzUsuń