poniedziałek, 14 marca 2016

O książce: Zakonnice odchodzą po cichu


Podobno co piąta osoba zna byłą zakonnicę. Byłych księży widzi się i słyszy, a zakonnice odchodzą po cichu. Marta Abramowicz z trudem odnalazła byłe zakonnice, które zachciały opowiedzieć jej o swoim życiu. Za granicą miałaby o wiele łatwiej. W Polsce było to prawie niewykonalne zadanie.

Z dziennika siostry Doroty:
Rozpoznane wady:
Łakomstwo: mocno zakorzenione. Wciąż nawracające. Powoduje ból brzucha, osłabia czujność, obciąża, rozleniwia.

W tej książce zostało zebranych dwadzieścia historii dwudziestu byłych sióstr zakonnych. Choć podobno byli są tylko księża, zakonnicą jest się do końca życia. Nie znajdziecie tu żadnych pikantnych historyjek, żadnych miłostek z księżmi, żadnych afer. Znajdziecie tu coś gorszego… Naprawdę po stokroć wolałabym czytać o romansach z proboszczami. Ale w tej książce znalazłam tylko miażdżącą manipulację ludźmi, których niewinną, czystą wiarę w Boga przekłuwano w depresję.

dziennika siostry Doroty: 
Śmiałam się głośno w kuchni. Nie przystoi.

Czemu idzie się do zakonu? Nie wiem… Może przez strach przed dorosłym życiem? Może z pragnienia poczucia bezpieczeństwa? Z powołania? Ta książka nie odpowiedziała mi na to pytanie. Nie powiedziała także, czy to, co spotkało te dwadzieścia sióstr, spotkało także inne zakonnice. Nie dowiem się tego, bo wiem, że żadna była zakonnica, którą spotkam, nie będzie chciała mi udzielić na to pytanie odpowiedzi. Choć czy to milczenie nie jest już wystarczającą odpowiedzią?

dziennika siostry Doroty: 
Zmywanie: nie gadać, nie uderzać garnkami, cicho wszystko odstawiać.

To bardzo mocna książka. Nie dlatego, że zawiera jakieś drastyczne opisy, a dlatego, że pokazuje, jak można po cichu zniszczyć człowieka pełnego ufności. To książka, która skłania do zastanowienia się, do zadawania pytań, do spojrzenia za ramy i szablony. To potrzebna książka. Ciekawe, ile za moment pojawi się kontr-książek autorstwa radosnych i zadowolonych ze swojego życia zakonnic?

dziennika siostry Doroty:
Na plus: przyznałam się, że nie umyłam podłogi.
Na minus: Rozglądałam się po ludziach w kościele.

Nie przez przypadek wybrałam do cytowania dziennik siostry Doroty. To on poruszył mnie najbardziej ze wszystkich historii. To przecież coś najbardziej intymnego, coś, co wystawia się na światło dzienne. To szczere uczucia i myśli przelewane na papier. Jak mocno można zmanipulować człowieka, by podporządkowywał się nawet w swoich najgłębszych myślach?

dziennika siostry Doroty:
Wbrew posłuszeństwu płakałam 6 razy.

Wiecie… najgorszą formą manipulacji jest ta, gdy sama ofiara (tak właśnie, ofiara!) zaczyna sobą manipulować, biernie słuchając się nakazów i reguł, nie wsłuchując się we własne, gdzieś głęboko schowane ja. Taką manipulację możemy znaleźć nie tylko w religii. Pojawia się wszędzie, często ukryta pod dobrymi intencjami, w łagodnych uśmiechach. W pracy, w związku, w rodzicielstwie, przyjaźni. Jak się przed nią bronić? Zaufać sobie – to chyba najważniejsze, a zarazem najtrudniejsze. I czasem niemal niewykonalne jest nie wmawianie sobie, że nasze uczucia są bzdurą. Nie są. Jeżeli to właśnie sobie powtarzasz, zatrzymaj się. Twoje uczucia i myśli są najważniejsze na świecie.

dziennika siostry Doroty:
Oszukano mnie. To sekta: rozbudowany aparat powołaniowy, a potem już nikogo nie obchodzisz.


Podobno co piąta osoba zna byłą zakonnicę. Jestem taką co piątą osobą. Pamiętam jak głośno się śmiała. To było przed. Odeszła po cichu. Nigdy późnie nie usłyszałam ani o niej, ani jej śmiechu.

20 komentarzy:

  1. Szokujące oblicze życia zakonnego..

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam już sporo strasznych historii o zakonnicach... O tym, jak są traktowane "nowe" w zakonie i jak straszne jest tam zakłamanie. Książka dla mnie, muszę przeczytać! :) Dzięki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz spotkałam się z czymś takim.

      Usuń
  3. Coraz bardziej intryguje mnie ta książka. Chcę. Bardzo chcę.

    OdpowiedzUsuń
  4. To już drugi twój tekst, który wbił mnie w fotel... Muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się doczekać Twojej opinii!

      Usuń
  5. No wlasnie- to sekta. Tylko kiedy wreszcie Polacy zdadza sobie z tego sprawe?

    OdpowiedzUsuń
  6. W drugim tomie "Nędzników", który właśnie skończyłam czytać był opis zakonu bernardynek-benedyktynek, aczkolwiek nie wiem na pewno czy to był prawdziwy zakon, czy tylko fikcja literacka. Niemniej na pewno Hugo czymś się inspirował. W każdym razie opis ich życia był taki, że naprawdę nie wiem co kierowało kobietami, które do niego wstępowały- nie mogły nic posiadać, nie wychodziły z klasztoru, nie widywały się z ludźmi z zewnątrz, jeśli już to z rzadka z bliskimi (ale raczej z kobietami), umartwiały się, nosiły szaty, które doprowadzały je do różnych chorób, musiały co jakiś czas leżeć krzyżem na kamiennej posadzce, przez bodajże 12 godzin... itd.
    Z jednej strony jestem ciekawa tej książki, ale z drugiej chyba niepotrzebnie bym się denerwowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta książka wzbudza nie tylko zdenerwowanie. Ona także pokazuje nam jak działa manipulacja. Czasami warto spojrzeć na to z innej perspektywy, z daleka. Jej mechanizmy łatwo przełożyć na inne sytuacje w życiu.

      Usuń
    2. Może i faktycznie, ale chyba wolę odnaleźć ten motyw w innej książce, zbyt często sprawy związane z kościołem mnie denerwują.

      Usuń
  7. Znam byłą (prawie) zakonnicę, która w porę opamiętała się, a teraz jest szczęśliwą matką i żoną. Po tę książkę sięgnę na 100%, bo uwielbiam taką literaturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, jakie będzie Twoje wrażenie po lekturze. Jestem bardzo ciekawa.

      Usuń
  8. A mogłabyś napisać jak długo cytowana przez Ciebie siostra Dorota przebywała w zakonie?

    OdpowiedzUsuń