środa, 17 lutego 2016

Rozmowa: Zaczytana Islandia

Czy wiesz, że „dziewięciu na dziesięciu Islandczyków czyta przynajmniej jedną książkę rocznie tylko dla przyjemności, a jeden na dziesięciu publikuje nowy tytuł”?

Dziś zabieram was w podróż do Islandii. Nie turystyczną, nie na spotkanie z książką islandzkiego autora. Dziś Narzekają na czytelnictwo w Polsce, wiadomo to nie od dziś. Ciekawiło mnie, jak to jest w innych krajach. Ale nie statystycznie, nie potrzebuję zimnych, bezdusznych cyferek. Chciałam, by o wszystkim opowiedział mi ktoś, kto już tam mieszka od jakiegoś czasu. A potem stwierdziłam, że podzielę się tą wiedzą z wami. I dziś zabiorę was w podróż do zaczytanej, magicznej Islandii…

Przedstawiam wam naszą przewodniczkę - Alicję. Nie, nie tą z Krainy Czarów, choć wierzcie mi, że do tej carrollowskiej wcale nie jest jej aż tak daleko. Jestem pewna, że bez obaw spróbowałaby napoju z buteleczki „Wypij mnie” i w sekundę wciągnęłaby ciasteczko „Zjedz mnie!”. O kawałkach grzybka nie wspomnę… Szalonego Kapelusznika wzięłaby w obroty – to z pewnością.

Z Alicją razem studiowałyśmy na filologii rosyjskiej i to właśnie ją wspominam ze wszystkich moich towarzyszy uniwersyteckiej niedoli z największym sentymentem. A dziś Ala mieszka na Islandii. Szukała długo swojego miejsca na ziemi, nie bojąc się ryzykować i podejmować spontaniczne decyzje. I wybrała – Islandię oczywiście, po której oprowadzi nas za pomocą słów. Napomknę jeszcze, że zdjęcia w tym poście są autorstwa Ali, która zrobiła je specjalnie na potrzeby naszej rozmowy, myszkując po islandzkich księgarniach jako osobisty agent Przeczytaj mnie.

Wiktoria: Wiem, że ciężko na Islandii sprowadzić książki w języku polskim. Jak sobie z tym radzisz?

Alicja: Staram się często bywać w Polsce ze względu na tęsknotę za rodziną i krajem, przy okazji każdej mojej wizyty wpadam do księgarni i wracam ze sporym naręczem nowych nabytków. Znajomi pukają się w czoło, że tak szastam limitem kilogramów w bagażu, o którym każdy przecież wie, że zawsze koniec końców miejsca w nim okaże się zbyt mało, ale jak tu zostawić na półce książkę, która właśnie powiedziała do mnie „Mamo”? Jednak głównym dobrodziejstwem współczesnej technologii, którego wpływ odczuwam bardzo wyraźnie, są e-booki oraz audiobooki, które całkowicie rozwiązują problem z obawami typu „wydam tonę kasy na to wielkie tomisko, czy oby na pewno mi się spodoba i opłaca się to tachać 4000 km?” czy „premiera książki, na którą czekałam od trzech lat jest już dziś, a w Polsce będę dopiero za kilka miesięcy” czy cokolwiek typu „słyszałam, że ta książka jest fajna, chcę ją przeczytać TERAZ”. Audiobooki są nieraz tak niesamowicie starannie wydane, że warto je przesłuchać dla samego docenienia kunsztu realizatorów. Wiele z popularnych książek rodzimych autorów zostało wydane jako epickie słuchowiska ze sławnymi aktorami obsadzonymi w głównych rolach, specjalnie skomponowaną muzyką, spektakularnymi efektami dźwiękowymi. Wystarczy wspomnieć o „Niezwyciężonym” Stanisława Lema, czy cały czas powstającym cyklu wiedźmińskim wydawnictwa „Fonopolis”. Audiobooki często słucham na siłowni, spacerze, podczas kąpieli, gotując czy sprzątając dom.

Powiedz, dużo Islandczycy czytają? Widujesz ludzi z książkami w transporcie publicznym? A może z czytnikami?

Czytają. Widuję. Zresztą, czego się spodziewać po narodzie, który zasłynął swoimi sagami? Mówi się, że nawet za dawnych czasów większość Islandczyków była piśmienna, a długie, ciężkie, ciemne zimy umilali sobie właśnie spisywaniem lub czytaniem sag. Uchodzą oni w świecie za miłośników literatury. Dziewięciu na dziesięciu Islandczyków czyta przynajmniej jedną książkę rocznie tylko dla przyjemności, a jeden na dziesięciu publikuje nowy tytuł. Kultura opowiadania na Islandii wydaje się być jednym z największych powodów do dumy narodowej. Znam pewnego Islandczyka, starszego pana, który do dziś spisuje wszystko co mu się każdego dnia przydarza. Oni to mają we krwi! Mają swoich poetów, z których są niebywale dumni, mają swojego Noblistę, mają poczytnych na świecie twórców kryminałów. Nie zapominajmy, że Islandia to matecznik hipsterów – w Islandii byli hipsterzy, zanim stało się to modne – i ich bardzo często można zobaczyć z książką w kawiarni przy kawusi. Dużo pubów i knajpek ma książki na półkach jako element wystroju, najbardziej znanym lokalem tego typu jest kultowy Kex Hostel. Jednak, nie tylko w typowych kawiarenkach widzi się ludzi z książkami. Tutaj, na przykład, bardzo często w księgarniach są również kąciki, gdzie można sobie przy gofrze, ciasteczku czy latte zasiąść z nowym nabytkiem i czytać jednym okiem, a drugim  podziwiać panoramę miasta lub przechodniów. Gdy podróżuję po wyspie często natykam się na biblioteczki – czytelnie umiejscowione nawet w najbardziej oddalonych od cywilizacji wioseczkach. Wśród Islandczyków, narodu bardzo tradycyjnego i dość zamkniętego na nowości, czytnik ebooków nie jest zbyt popularny.

Wiem, że nie tylko po islandzku można znaleźć książki w księgarniach. Opowiedz!

Większość Islandczyków, odważę się powiedzieć – prawie wszyscy, mówią płynnie po angielsku, zarówno jeżeli chodzi o małe berbecie, jak i starsze panie. Islandczycy znają doskonale język angielski nie tylko dlatego, że uczą się go w szkole, ale również dlatego, że ich kraj jest niewielki i nie ma zbyt wielu publikacji wydanych w ich rodzimym języku. Bardzo możliwe, że jedno wynika z drugiego - wszyscy mówią po angielsku, więc nie ma co się trudzić z tłumaczeniem i wydawaniem wszystkiego po islandzku. A przez to, że muszą czytać książki w oryginale, to i język im przychodzi z łatwością. To samo dotyczy filmów, jak i tego, że zwyczajnie są otoczeni językiem angielskim ze wszystkich stron, stety-niestety przez to, że kraj coraz bardziej ukierunkowuje się na turystykę, co po kryzysie jest jego głównym źródłem przychodów.
Warto wspomnieć o zafascynowaniu Islandczyków Stanami Zjednoczonymi i wszystkim, co z tym krajem i kulturą związane. Podczas II wojny światowej na Islandię przybyło stacjonować amerykańskie wojsko i to był całkowity zwrot akcji w historii tej wyizolowanej wyspy na krańcu świata. Zaczął wzrastać dobrobyt, Amerykanie budowali drogi, mosty, magazyny, warsztaty, również przywieźli ze sobą zupełnie inny tryb życia, mnóstwo nowych, fascynujących produktów, sami w sobie byli przystojni, fascynujący, egzotyczni. Do dziś można zauważyć jak wielki wpływ kultura USA wywarła na Islandię, mówi się, że Islandczycy bardziej się czują częścią Ameryki, niż Europy. Ale, hola, odbiegam od tematu. W islandzkich księgarniach można znaleźć książki po angielsku prawie na równi z islandzkim, przeważnie w osobnym dziale, ale często, szczególnie w jakichś konkretnych, fachowych dziedzinach jedne są przemieszane z drugimi. Często można się natknąć również na książki po niemiecku, jak i po duńsku - jest to język, którego uczy się każdy Islandczyk. Mam wrażenie, że mają oni wyjątkowe ucho do języków, nawet polskie zwroty łapią w mig, nie tylko te na "k".
Islandzka księgarnia – jak ją widzisz?

Widzę ją jako księgarnio-kawiarnie. Są one bardzo często połączeniem tych dwóch miejsc - w samym centrum, niestety, również sklepu z pamiątkami i innymi drobiazgami. Jednakże, gdy myślę o islandzkiej księgarni, to w mojej głowie, oprócz widoku książek równo poukładanych na pólkach, pojawia się zapach kawy i gofrów, słyszę delikatny brzdęk łyżek uderzanych o brzegi kubka i szumiącą parę z ekspresu.

Bardzo dużą część w każdej księgarni zajmuje dział książek o Islandii - jasne, turyści, ale również to, że Islandczycy wprost KOCHAJĄ swój kraj, są nacjonalistami w pozytywnym znaczeniu tego słowa- niesamowicie dumni ze wszystkiego, co wiąże się z ich ojczyzną, pielęgnujący dawne zwyczaje i oczywiście swój język, który jako jeden z niewielu języków na świecie cechuje ortodoksyjny wręcz puryzm językowy, co oznacza między innymi, że każde nowe słowo musi zostać zaakcentowane przez specjalną komisję i nie uświadczymy tu wspólnych dla wielu języków słów takich jak "telefon", "komputer". Za to Islandczycy są w stanie bez żadnego przygotowania czytać sagi Wikingów w oryginale. Super, nie?
Wracając do tematu, dział dotyczący Islandii, jej historii, albumów jej poświęconych, legend, islandzkiej flory i fauny - jest zawsze rozbudowany i wyeksponowany. Innym działem, który zawsze musi się pojawić - jest dział robótek ręcznych. Islandki uwielbiają robić na drutach, wszak jednym z najbardziej rozpoznawalnych islandzkich atrybutów jest lopapeysa - sweterek z charakterystycznym wzorkiem. Sama mam dwie książki poświęcone robieniu na drutach - oczywiście bez problemu nabyte po angielsku - niestety owo hobby nie wciągnęło mnie za bardzo. Jest też duży dział poświęcony kryminałom - kraje nordyckie zdecydowanie mają fioła na ich punkcie, a sporo islandzkich autorów jest wydawanych w Polsce, głośno było niedawno chociażby o takich nazwiskach, jak Yrsa Sigurðardóttir czy Arnaldur Indriðason.

Sporo miejsca zawsze zajmuje, co mnie, jako fankę tych gatunków, niezmiernie cieszy, fantastyka i science-fiction - w tym liczne bezcenne dla takiego "nerda" jak ja wydania różnych cudów, o których wydaniu w Polsce można by tylko płonnie pomarzyć. Tymczasem tutaj są na wyciągnięcie ręki, przeniesamowite małe dzieła sztuki, często wraz z różnymi gadżetami, gdzie każdy fascynat może przeżyć mnóstwo uniesień, łez wzruszenia i kryzysów finansowych. Również znajdziemy tutaj obfitość różnych śmiesznych, ześwirowanych wydawnictw, o których myślałam dotychczas, że istnieją tylko w Internetach, typu "Jak przetrwać sharknado?". Warto jeszcze wspomnieć, że ogólnie książki są bardzo często przepięknie wydane, tu raczej nie żałuje się na takie rzeczy pieniędzy.



Ali bardzo dziękuję za rozmowę, masę ciekawych informacji i za cudne zdjęcia. A ja zaczynam na poważnie marzyć o wycieczce na Islandię... Pragnienie rośnie z każdą chwilą. Wcześniej ten kraj jawił mi się jako miejsce niesamowite przyrodniczo. Ale po rozmowie z Alicją Islandia stała się dla mnie magiczną krainą czytania. 

9 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis:)zaskoczyło mnie ,że oni tam po angielsku tyle czytają.Połączenie gofrów i książki - cudo.Islandia przyciąga mnie od dziecka;) tak samo jak Rosja i Norwegia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz w swojej rysunkowej twórczości coś z Islandii?

      Usuń
  2. Dzieki za bardzo ciekawy wpis. A czy to prawda, ze Islandczycy tradycyjnie spedzaja Wigilie na czytaniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala podpowiada: "Tak, to jest tradycja, kilka miesięcy przed świętami zaczyna się tzw. Powódź książek, czyli wielki przedświąteczny boom wydawniczy, ponieważ książka jest tutaj najbardziej pożądanym prezentem na Święta. W Wigilie, po wielkim żarciu, czytają to, co kto dostał na prezent."

      Usuń
  3. Wiktorio, inspirujesz;). Nie mam, ale przecież mogę mieć:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Cię inspirować :*
      PS już niedługo... podeślę Ci Tą <3

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis, jakoś nigdy się nie zastanawiałam, ale wygląda na to że to ciekawy kraj. Ciekawe czy szał kolorowania dotarł i tam.

    OdpowiedzUsuń