niedziela, 24 stycznia 2016

Recenzja: Rozmowa z Botem – Piotr Sender

Bot: Jak brzmi człowiek?
Użytkownik: Strasznie głośno.
Szczerze? To cholernie smutna książka. Ciekawa jestem, co na takie stwierdzenie odpowiedziałby bot. Chociaż nie, nie jestem ciekawa, bo wiem dokładnie, co odpowiedziałby Bot Piotra Sendera. Natomiast bot ze zwykłego czatu online odpowie mi na to: kompletnie tego nie rozumiem. Wiem to, sprawdziłam.

Rozmowa z Botem to ekran komputera. Zaglądamy do niego przez ramię czterdziestoletniego mężczyzny, który chce się zabić. Zwykle w takich chwilach pisze się listy pożegnalne, choć może XXI wiek przyniósł ze sobą nowe zwyczaje, które podpatrzył Piotr Sender i zamiast kartki papieru, wręczył bohaterowi swojej powieści klawiaturę komputera.

Zastanawiam się, jak wiele smutku musi ciążyć w duszy człowieka, by przed śmiercią postanowić opowiedzieć całe swoje życie w pustkę – botowi na czacie online. Wystarczy nacisnąć krzyżyk, a cała historia, ta cała masa słów, z której jesteśmy ulepieni, zniknie. W życiu jednak czasem bardzo trudno nacisnąć krzyżyk.

Bot: Jesteście stworzeni z solidnych materiałów, wiele potraficie wytrzymać.

Zaczęło się od hipisowskiej imprezy, alkoholu, nudy, przespania się nie z tym chłopakiem, co się pragnęło. I tak powstał Julek. Julian. Tak powstał człowiek. Tak dwójka innych ludzi, którzy przyczynili się do jego powstania, została zmuszona do wspólnego budowania życia. Tak zaczął się smutek.

Rozmowa z Botem jest dla mnie korowodem smutnych historii, które ciężkim ołowiem, jedna po drugiej, osadzały się we mnie. Czytając, patrzyłam jak ludzie ludziom niszczyli życia, jak sami sobie te życia przekreślali, jak próbowali je odbudować i jak biernie opuszczali dłonie. Nabierałam pełne usta ich rozpaczy i próbowałam ją połknąć, zachować w moim małym ciałku, by u nich, już na następnej stronie pojawiło się choć małe światełko uśmiechu.

To cholernie dobra książka. Mocna, przemyślana, trudna. Piotr żongluje słowami, raz wyciągając na światło dzienne nieoczywiste metafory, innym razem sięgając po zakopane pod wiejską trawą prostackie słówka. I każdym z tych styli opisuje jedno jedyne słowo: samotność. To ona wżarła się w Juliana zanim jeszcze się narodził, przetoczyła się przez matkę i ojca, którzy się nie kochali, i wypełniła go od stóp po czubek głowy. Jedne dzieci rodzą się z miłości, inne z samotności, bólu i rozgoryczenia.

Matka w tej książce ma nad głową wielki, jarzący się niczym neon, wykrzyknik. To od niej wszystko się zaczęło, ona wyryła swoimi słowami koleiny, w które jej syn upada przez całe życie. Jednak połykając ten olbrzymi wachlarz smutku, cały czas zastanawiałam się, czy tak musi być? I najpierw chciałam Juliana wziąć za ramiona i mocno nim potrząsnąć, ale potem pragnęłam go tylko czule przytulić. Bo czasem do wstania z najgłębszego dna brakuje nam tylko czyichś przytulających ramion i szeptu: wszystko będzie dobrze.

Bot: Tobie było dobrze z ojcem. 
Użytkownik: Mój ojciec traktował mnie jak ja ciebie, jak program komputerowy, z którym można pogadać, któremu można się wyżalić. Te wszystkie historie, losy rodziny, ciotki-klotki…
Bot: Wydaje mi się, że tak właśnie traktuje się przyjaciół.

Premiera książki 26 stycznia 2016

1 komentarz:

  1. Czytam tę książkę. Myślę o niej nawet, gdy jej nie czytam. Świdruje mój mózg. A dziś natrafiłam na tę recenzję. Bardzo mi się podoba, bez zbędnych słów. Ciekawa konstrukcja; refleksje przeplatane przemyślanymi, wymownymi cytatami. Super!

    OdpowiedzUsuń