sobota, 16 stycznia 2016

Dokawnik: Litery niematerialne


Ostatnio bliżej mi do liter niematerialnych, pozbawionych farby, nie dotykających niczego. Te atramentowe, wgryzające się w papier, schowane są dwieście kilometrów dalej, w siedmiu wielkich kartonach. Czekają, aż znajdę dla nich miejsce w moim nowym świecie. A dwa miesiące temu w moim życiu pojawił się pan Kindle i jego delikatne w dotyku litery.

Jakiś czas temu napisałam felieton o wadach i zaletach czytnika. Teraz, kiedy sama takowy posiadam, muszę powiedzieć, że wszystkie są czystą prawdą z jednym wyjątkiem. To nie prawda, że czytając z czytnika nie czuje się książki. Mój kindle ma swój własny niepowtarzalny klimat, ma w swoim małym niepozornym ciałku całą masę historii, które na mnie czekają. Choć jest wynalazkiem współczesnej techniki, dla mnie stał się jedną z magiczniejszych rzeczy w domu.

I właśnie o tym chciałabym porozmawiać z Wami przy porannej, sobotniej kawy i pierwszym dokawniku w tym roku. Powiedzcie mi, czy fakt, że coś jest elektroniczne, nieżywe i tak dalej, oznacza, że ta rzecz nie jest pełna magii i duszy? A steampunk? A nasze laptopy, z którymi niektórzy, w tym ja, rozmawiają i nadają im imiona? Książki są magią w jakiejkolwiek postaci – tego mnie nauczyły dwa miesiące użytkowania czytnika.

Oczywiście, trudno wybrać pomiędzy papierem a czytnikiem, jednak czy ktoś komukolwiek każe wybierać? Raz w pociągu pewien pan mocno oburzył się, gdy zobaczył mnie zaczytaną w kindlu. On miał ze sobą grubaśne tomiszcze w wersji papierowej. Nie był w stanie zrozumieć jak ja mogę czytać elektroniczną książkę. Patrzyłam na niego zagubiona, nie wchodząc w dyskusję. Trudno mi było uwierzyć, że po prostu, ot tak wdarł się do mojego świata ze swoją wielką krytyką. Bo akurat wtedy czytałam z czytnika, a on kocha papierowe książki – to mu wystarczyło, by wylać swój nieudany dzień na nieznajomą dziewczynę z pociągu. Na szczęście miałam parasolkę.

Teraz bardziej zwracam uwagę na ludzi, którzy potrafią rozdmuchać awanturę o formę książki. Patrzę na nich jak ciekawe eksponaty w muzeum. Takie, na które patrzy się przez chwilę, nie dotyka się, a potem się o nich zapomina.

Bo przecież czytanie to nie forma, a czyn. Ja osobiście korzystam z każdej wersji książki: papieru, czytnika, audiobooka. I książka nie jest dla mnie mniej wartościowa, bo ją przesłuchałam. A jak jest u was? Jaką formę książki wolicie?

Zachęcam też do przeczytania tekstu Olgi z Wielkiego Buka o książce papierowej vs. wirtualnej.


12 komentarzy:

  1. Zgadzam się w zupełności. Kocham tomiszcze i kocham mojego kindelka!! Kocha się wszystkie dzieci przecież!!! Całuski dla Ciebie kochanie za ten tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla "tradycjonalistów" Kindle to herezja. I zdrada. I wszystko inne. Ja kocham mojego Kindle'a. Papierowe książki też. Niektórych nie potrafię czytać w formie elektronicznej (gdy powtarzałam teraz HP, mama musiała mi przysłać wszystkie tomy, bo nijak nie potrafiłam sobie wyobrazić czytania tej magii na czytniku...), ale to wyjątki. Dziwią mnie ludzie, którzy nigdy nawet nie spróbowali zaprzyjaźnić się z Kindlem, a krytykują każdego, kto to zrobił.

    Kocham mojego Kindle'a i nie wyobrażam sobie bez niego życia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka to książka. Wiadomo - wziąć taką w rękę to sama przyjemność. Tachać jednak przez cały dzień? Bez sensu. Dlatego kocham książki papierowe, ale kocham i mojego kundelka, tfu, kindelka :) A, tak jak napisała koleżanka wyżej, największe pretensje mają Ci, ktorzy nigdy żadnego czytnika w ręku nie mieli, o ;)

    A Kindle'a nie oddam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właaaaśnie! Tachać tomiszcze czy nosić zgrabny czytniczek? No!

      Usuń
  4. W zupelnosci sie z Toba zgadzam, choc musze przyznac, ze po trzech latach czytania tylko na Kindle powrócilam do papieru. Ksiazki tak pieknie wygaladaja na pólkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... czytnik czytnikiem, ale dom bez półek pełnych książek to nie dom...

      Usuń
  5. Też nie mam problemu z ebookami. Co prawda czytnika z prawdziwego zdarzenia nie mam, jednak ten w telefonie w pełni mi wystarcza. Wciąż czytam przede wszystkim książki papierowe, a te elektroniczne często muszą sporo przeczekać, zanim w końcu po nie sięgnę, ale może z czasem się to zmieni. Choć w przypadku ulubionych książek zdecydowanie wolę możliwość postawienia ich sobie na półce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pobrałam sobie aplikację Moon Reader i to na niej czytam ebooki, spisuje się całkiem nieźle, a do tego jest darmowa (chociaż w płatnej wersji jest więcej opcji i możliwość otwierania plików pdf). :)

      Usuń
    2. O! Dziękuję :) To i ja ją zgarnę, zawsze będę miała już na 100% książkę przy sobie :)

      Usuń