sobota, 27 czerwca 2015

Zapach miasta: Karasuk (Syberia)


źródło zdjęcia - pravkarasuk

Syberyjskie cmentarze skrywają w sobie wiele historii. Dokładnie tyle, ile połknęły grobów. Dużo tu sztucznych, kolorowych kwiatów i prawosławnych krzyży, z daleka cmentarz wygląda jak pstre pole. Pole, które każdego roku rozrasta się w zbyt szybkim tempie.

Wśród kwiatów ułożonych przy każdym grobie, bądź wetkniętych przy nim w ziemię, leżą talerzyki i małe kieliszki. Na spodeczkach iskrzą w blasku słońca cukierki w kolorowych papierkach. Ot, taki zwyczaj, przynosić na groby nie tylko kwiaty, ale i jedzenie. Najczęściej cukierki, ale czasami można zobaczyć też ciastka, a nawet naleśniki. A kieliszki wypełnia się wodą. Czasami wódką. Jak kto woli.

Tu wiara w Boga łączy się z wiarą w bogów. Pogaństwo mocno trzyma za rękę prawosławie, a każda rodzina wnosi coś swojego.

W południowej części Syberii, niedaleko Nowosybirska, leży maleńkie miasteczko Karasuk. Tu niemal wszyscy się znają, mówią po rosyjsku i jedynie sami Rosjanie są w stanie uchwycić delikatny żargon tego obszaru. Właśnie w tym miasteczku byłam świadkiem pogrzebu – uroczystości, która nie jest tu niczym nowym. Śmierć często zabiera ze sobą ludzi. Jednak czy coś, co powtarzane jest tak często, może fascynować? Owszem, gdy spojrzy się na to świeżym okiem, gdy ujrzy się to po raz pierwszy.

środa, 24 czerwca 2015

Recenzja filmu: W głowie się nie mieści [2015]


Ten film to pułapka. Tak naprawdę jego kolorowość jest słodką przynętą dla dzieciaków, które pociągną za rękaw swoich rodziców do kina. A niczego nie spodziewający się rodzic pójdzie, kupi bilet, usiądzie w kinie, ziewnie oczekując kolejnej kolorowej, ale nudnawej dla jego dojrzałego umysłu bajki i… voila! Trafiony zatopiony!

Bo widzicie, ten film jest przede wszystkim dla dorosłych. Szach-mat!

Główną ideą filmu jest to, że w głowie każdego (nawet u psów i kotów) mieszka pięć osób: Radość, Smutek, Strach, Gniew i Odraza. Nie, nie, to nie początek psychozy, spokojnie. Są to nasze emocje, które stale sprzeczają się ze sobą i dyskutują. I ta, która przekona resztę do swoich racji, będzie główną cechą naszego charakteru.

sobota, 20 czerwca 2015

Dokawnik: Cmentarz dla zwierząt


Widzieliście kiedyś morze tęczy? Ja widziałam... Bo jest takie miejsce, gdzie mimo wszechobecnej śmierci, na twarzy pojawia się uśmiech.

Sekretem nie jest, że za pochowanie zwierzątka we własnym ogródku grozi nam kara. Co prawda wciąż po cichu powstają małe ogródkowe cmentarze chomików, jednak prawnie jest to zabronione. Jednym z najbardziej dostępnych wyjść przy śmierci naszego domowego pupila jest... utylizacja jego ciała.

Samo słowo utylizacja już wzbudza we wszystkich posiadaczach domowych czworonogów reakcję wymiotną. Bo choć stale powtarzam, że zwierzę to nie człowiek, to nie wyobrażam sobie, bym mogła oddać puchate ciałko, które każdego dnia głaszczę, przy którym zasypiam i się budzę, na śmietnik.

Na szczęście poza utylizacją jest jeszcze jedno wyjście – cmentarz dla zwierząt. Dowiedziałam się o nim z książki Pies też człowiek?, a kiedy zobaczyłam kilka zdjęć zamieszczonych w niej, zapragnęłam takowy cmentarz odwiedzić. I muszę przyznać... że wrażenia są dość ciekawe.

środa, 17 czerwca 2015

Wyznania: Puste mieszkanie


Od dwóch dni opiekuję się pełnozlewowym mieszkaniem Uli. Dbam o dwa koty i kwiaty balkonowe. Pełnego zlewu nie ruszam…

Wiecie, mieszkanie bez właścicieli jest jak kot. Kiedy domownicy są w domu, kocisko dumnie ogląda gości, prycha i z daleka prezentuje swoje piękne futerko wraz z ostrzegawczo podrygującym ogonem. Podziwiaj ale nie dotykaj – mówi.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Recenzja: Złoty kompas – Philip Pullman


To dziecięca książka dla dorosłych. Napisana niczym wielowarstwowy tort, może być czytana jak przez najmłodszych, tak i przez nastolatków. Jednak według mnie głównym jej celem są dorośli czytelnicy. Do lektury skusiło mnie poruszenie, jakie wywołała ta książka w katolickim świecie. I choć w Polsce było o niej cicho, w innych państwach została określona jako okropne ateistyczne i antyklerykalne dzieło.

Niestety po raz kolejny społeczna opinia zadziałała jak głuchy telefon. Złoty kompas wcale aż tak mocno nie zaciska zębów na gardle kościoła. Choć fakt, nie jest to do końca książka dla dzieci – wiele jest w niej przemocy i metafor realnego świata. I waśnie te metafory powinny dawać do myślenia…

piątek, 12 czerwca 2015

Felieton: Wady i zalety czytnika książek


Marzę o czytniku książek i jestem z tego dumna! 

Powiedziałam to! Na głos. A teraz powinnam schować się przed gradem zgniłych pomidorów rzucanych przez fanatyków książki papierowej i nałogowych ćpunów zapachu farby drukarskiej. Ale tak, marzę o czytniku. Co więcej, mam już nawet wybrany konkretny model mojego marzenia – Kindle Paperwhite. Nieważne, który model. Aż tak głęboko się nie znam.

Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam książkę papierową i nie mam zamiaru się z nią rozstać. Moje regały stale mają zamiar się zapełniać, a stosy przy łóżku, na parapetach i lodówce – rosnąć. Jednak są chwile, gdy wzdycham do Kindla i układam dla niego pieśni pochwalne.

Marzę o czytniku już kilka dobrych lat, a zatem temat zdążyłam dogłębnie przemyśleć i wyłonić moje osobiste wady i zalety tego urządzenia.

Zalety

I Prędkość czytania – Kindle (a może i inne czytniki, tego nie wiem) oblicza moją prędkość czytania i informuje mnie, ile czasu potrzebuję, by skończyć daną książkę. Ta zaleta skradła moje serce.

wtorek, 9 czerwca 2015

Recenzja: Gwiazd naszych wina – John Green


Rak. To krótkie słówko ma olbrzymią miażdżącą moc. Przygniata do ziemi i nie pozwala oddychać. Właśnie dlatego tak długo nie sięgałam po Gwiazd naszych wina. Jakież było moje zaskoczenie, gdy już po kilku pierwszych stronach odkryłam, że bohaterowie tej ksiązki podchodzą do swojego raka spokojnie, bez histerii i nawet z poczuciem humoru. Poznajcie Hazel Grace Lancaster. Hazel, przestaw się, proszę.

– Jestem Hazel. Mam szesnaście lat. Guz tarczycy z przerzutami do płuc. Czuję się dobrze.

Tak właśnie definiują siebie te dzieciaki. Imię, wiek, diagnoza. Wiedzą, że umrą, wiedzą, że to rozbije serca ich rodzin, ale nie mają na to rady. Są dzielne, odważne i spokojne. Nie znoszą, gdy ludzie nie wiedzą, co powiedzieć w ich obecności. Zdają sobie sprawę, że ich powolne umieranie krępuje zdrowych, ale nie koniecznie chcą trzymać się w kręgu takich jak one. Hazel ma kolegę. Augustus, przedstawisz się?

sobota, 6 czerwca 2015

Dokawnik: 5 wad emigracji


Dokawnik z założenia ma być do porannej sobotniej kawy i pojawiać się co dwa tygodnie. Z założenia ma nie być o książkach i ma prowokować do dyskusji. Nie przez przypadek zaczynam cykl od tematu emigracji. Bardzo jestem ciekawa waszego zdania. Mieszkacie za granicą? Jak wam tam? A może dopiero myślicie o wyjeździe? Albo jesteście pewni, że nigdy nie opuścicie swojego kraju?

Granice na świecie mają to do siebie, że jedne próchnieją i gniją, a inne nagle twardnieją i zmieniają się w stal. Wszystko zależy od sytuacji politycznej i nagonki mediów. Jednak faktem jest, że ludzie emigrują. Głównie za chlebem i lepszym życiem. Ja bym wyemigrowała za ciepłem, w Polsce bardzo mi go brakuje, a przecież już raz emigrowałam.  15 lat temu już przeżyłam swoja pierwszą emigrację. Niczym roślinkę doniczkową przesadzono mnie z Rosji do Polski. Całe szczęście, że owa roślinka nie zwiędła. Znajomi często zadają mi pytanie o wady emigracji. Cóż, każda emigracja jest inna, inaczej czuję się ja, jako emigrantka w tym kraju, inaczej będzie czuł się Polak w Chinach. Wiele zależy od relacji i kontaktów politycznych kraju, który opuszczacie, z krajem, do którego wędrujecie.
Ale! Znalazłam pięć wad, z którymi najczęściej w Polsce się spotykam.

środa, 3 czerwca 2015

Felieton: Pies też człowiek?


Pies nie jest człowiekiem. Amen.

Ustalmy to sobie na początku tego tekstu i trzymajmy się tej prawdy przez następne kilka akapitów. Psy to nie ludzie, bo choć mają ostre zęby, nigdy nie byłyby w stanie skrzywdzić tak, jak krzywdzą ludzie. Ponieważ człowiek nigdy nie będzie potrafił kochać drugiego człowieka tak, jak go kocha pies. A zatem nie, pies człowiekiem nie jest. I choć nim nie jest, to zasługuje na szacunek równy człowiekowi, ale… Ale także i na stanowczość.

Mój pies jest moim osobistym coachem. To on nauczył mnie wiary w siebie, stanowczości, konsekwencji i miłości. I zrobił to w bardzo prosty sposób – miał tylko mnie. Gdy pojawił się w moim życiu, był bezradną puchatą kulką, która nie umiała wejść na kanapę. Najpierw przyszła do mnie świadomość, że ta kuleczka będzie głodna, jeżeli ja jej nie nakarmię, spragniona, jeżeli jej nie napoję, chora, jeżeli nie pójdę z nią do lekarza. To była żywa istota absolutnie zależna ode mnie. A potem przyszła świadomość czegoś jeszcze – tylko i wyłącznie ja jestem odpowiedzialna za tę puchatą kulkę, która za rok stanie się dwudziestopięciokilogramowym psem. I jeżeli ja nie będę odpowiednio stanowcza,  konsekwentna i silna, to pies ten stanowić będzie zagrożenie.