sobota, 26 grudnia 2015

Opowieść wigilijna, czyli #CzytamDickensa


Nie ma co ukrywać, większość moli książkowych wykorzystuje święta do nadrobienia czytelniczych zaległości, a tuż po odpakowaniu prezentów zagłębia się w nowo otrzymane lektury. U mnie było tak samo, wykorzystywałam masę wolnego czasu do chwil sam na sam z książką. Aż do tego roku, kiedy to Olga z Wielkiego Buka wyszła z akcją #CzytamDickensa w święta…

Opowieść wigilijna wkradła się do mojego domu na paluszkach, cichutko sypiąc śniegiem, którego niestety u nas zabrakło. Na początku wiała chłodem Scrooge’a, ale podkręciłam kaloryfer, owinęłam się wielkim szalem tak jak buchalter Bob Cratchit, i czytałam dalej.

Nie rozstawał się się nigdy z tym swoim własnym, osobistym zimnem; mroził powietrze w kantorze podczas letnich upałów i pilnował, aby ów mróz nie zelżał nawet w dniu Bożego Narodzenia. (...) Nie było wichury sroższej niż on. (...) Niepogoda nie wiedziała, z której strony go ugodzić.(...) Scrooge zaś nigdy nikomu nie okazał hojności.

Właściwie… zastanawialiście się kiedyś, ile razy przeczytaliście Opowieść wigilijną w całości? Tyle jej wokół nas pod postacią przeróżnych ekranizacji, obrazków i cytatów. Ale czy choć raz wzięliście ją do ręki i przeczytaliście od deski do deski? Wrażenie jest niesamowite, a Dickens jak zwykle snuje swoją historię, układając słowa w tak misterny sposób, jakby z nich – cegiełka po cegiełce – budował domy.

Któż nie zna historii o skąpcu, dla którego święta Bożego Narodzenia są głupstwem, o trzech duchach, które go odwiedzają i kolejno pokazują mu przeszłość, teraźniejszość i przyszłość? Znamy wszyscy to na pamięć, ale zdradzę wam coś jeszcze…

O Duchu Przyszłych Wigilii! – zawołał Scrooge. – Lękam się ciebie bardziej niźli twoich poprzedników. Ale ponieważ wiem, że pragniesz mego dobra, i ponieważ mam nadzieję stać się innym, lepszym człowiekiem, gotów jestem wszędzie ci towarzyszyć z sercem przepełnionym wdzięcznością.
 
Książka ta zdradza nam, jak Boże Narodzenie obchodziło się dwa wieki temu. Możemy dzięki Dickensowi podejrzeć zwyczaje, jakie panowały wtedy. Niemal poczuć zapach potraw szykowanych na wigilijny stół, dowiedzieć się, gdzie piekło się gęś, gdy w domu nie miało się własnego odpowiednio dużego pieca, uśmiechnąć się smutno, widząc, że i wtedy wigilia była dniem pracującym.

W moim domu Dickens rozgościł się na dobre. Czytana na głos Opowieść wigilijna towarzyszyła nie tylko mi, ale wszystkim mieszkańcom domu, jego ścianom, duchom i duszkom. Wszyscy wspólnie przeżywaliśmy wraz z Ebenezerem Scrooge’em chłód jego kantoru, spotkania z duchami, a następnie jego nowe spojrzenie na świat.

Będę żył w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (...) Zamknę w sercu Ducha Przeszłych, Teraźniejszych i Przyszłych Wigilii. O Jakubie Marleyu. Niechże niebiosa i wigilia Bożego Narodzenia będą błogosławione za łaskę mi zesłaną.

I za te cudowne dickensowskie święta chcę bardzo ciepło podziękować Oldze za jej akcję #CzytamDickensa. Was zapraszam do zajrzenia na jej blog i vlog - zdecydowanie warto! Ja oddalam się cieszyć się ostatnimi promyczkami świąt. A Wam zostawiam maleńki prezent :)




8 komentarzy:

  1. "Opowieść wigilijna" to czarujące opowiadanie, wraca do nas każdego roku ze wzmożoną siłą wraz z upływem naszych młodzieńczych (a jakże!) lat. Nasze powłoki cielesne stają się coraz starsze i brzydsze, ułomne i powolne, ale duch... zawsze ma naście lat! I tylko ludzie bardzo chorzy lub bardzo źli (bo to też choroba, ale duszy), nie mają sił na to, by wpuścić nastolatka do swego umysłu.
    Dickens przywitał mnie po raz pierwszy chyba w wieku 15 lat. Nie była to "Opowieść wigilijna" ale "David Copperfield"!
    "Opowieść..." przyszła do mnie później, wraz z egzemplarzem z 1949 roku, który był prezentem dla mojej mamy od wuja Dariusza. Tak! Mam go do dziś i wkrótce umieszczę jego zdjęcia na Fb na profilu Wiedźmasenna. Zapraszam zainteresowanych. Kartki są grube i pożółkłe, nieliczne rysunki, czcionka, układ strony - jak nie z tej epoki. Brzegi kartek są poszarpane od rozcinania ich nożem. Było tylko 5 tysięcy takich egzemplarzy. Perełka bibliofilska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Dickens dopadł po raz pierwszy "Wielkimi nadziejami" i już nie wypuścił. I co zadziwiające... każda jego książka pachnie świętami. Czujesz?

      Usuń
    2. Jasne! W jego książkach dominują długie i ciemne wieczory, często chłód aż przenika mnie do głębi. Czasami los uśmiecha się do bohaterów niczym światło ciepłych świąt. Nastrój książek dickensowych nastraja oczekiwaniem wśród mroków niedostatku na rozbłysk nadziei na coś lepszego, weselszego, nawet jeśli to ma trwać tylko przez chwilę. Jak tych kilka błyszczących dni świąt. Jego książki nauczyły mnie optymizmu, w sensie, że jeśli nawet źle nam w życiu, to zdarzają się chwile upojne, radosne, które może w końcu zgasną, ale przyjdą nowe... albo i nie. Takie jest życie i pociechą może być to, że zawsze może być gorzej, więc nie warto załamywać rąk, tylko wziąć się za siebie i iść dalej. Tak na mnie działają te książki.

      Usuń
    3. Mi zwykle aż brakuje oddechu na sposób, w jaki układa on słowa. Idealne. Nie wiem, jak on to robił. Każda jego książka jest magiczna. Nawet ta niedokończona - ona chyba najbardziej.

      Usuń
  2. Piękna książka. Jak wszystkie Dickensa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Opowieść wigilijna" kojarzy mi się przede wszystkim z lekturą szkolną, którą, co prawda, przeczytałam bez szemrania, ale jednak nadal stanowiła dla mnie szkolny obowiązek. Miło byłoby więc zmienić podejście do tej powieści i odkryć ją na nowo. Teraz już chyba trochę za późno na takie świąteczne czytanie, ale postaram się nadrobić to za rok. Poza tym już od dłuższego czasu mam na oku "Davida Copperfielda". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja na nią w szkole nie trafiłam :( A szkoda!

      I na świąteczne czytanie nigdy nie jest za późno :) Znam osoby, które kolędy nucą cały rok ;)

      Usuń