sobota, 19 grudnia 2015

Dokawnik: Kichnięcie



Kichnęła. To nie był jej pierwszy raz, wszak miała pół wieku za sobą wyryte na ciele. W dokumentach ciut mniej – mąż jej załatwił, po znajomości, w dawnych czasach. Sam już dawno nie żył, ale żona wciąż pozostawała młodą o te kilka papierowych lat. Lisi kołnierz zdradzał zaś, że przy poprzednich kichnięciach stale mówiono jej na zdrowie. Na miarę skrojone palto to potwierdzało.

Wiedziała wiele. Na przykład, którym widelcem powinno się jeść rybę, wiedziała do jakich dań podawać białe wino, wiedziała, kiedy przejść z czystego per pan, a nieco pochylone per ty, wiedziała, który obecnie jest rok i ile naprawdę ma lat. Ale nie wiedziała, że na zdrowie od dawien dawna było zaklęciem, jednym z zachowanych w tradycji jak w bursztynie cząstek dawnej, zabobonnej wiary. Według niej oddech i dusza były tym samym. Językoznawcy kiwnęliby przy tym głowami, wskazując na wspólny rdzeń. Ona jednak językoznawcą nie była i nie miała pojęcia, że na zdrowie zatrzymuje w ciele duszę, która przy kichnięciu chce z niego uciec. I właśnie dlatego sama nie wypowiedziała żadnego na zdrowie.

Kichnęła. Jechała właśnie tramwajem i w wagoniku była zupełnie sama. Nikt więc nie mógł życzyć jej na zdrowie. A ona nieświadoma faktu, że wypadła z niej dusza, wysiadła na najbliższym przystanku. Dusza nie zdążyła wysiąść za nią. Próbowała, ale tłum wchodzących do tramwaju ludzi skutecznie jej to uniemożliwił. Uderzyła w szybę zamkniętych drzwi i patrzyła, jak jej naczynie wolno odchodzi w kierunku pasów dla pieszych.

Dusza odprowadziła je wzrokiem i zaczęła miotać się po tramwaju. Najpierw jak motyl uderzała w szyby, potem spróbowała znaleźć nowe naczynie, ale wszystkie były zajęte, aż w końcu wysiadła na następnym przystanku. 

Czuła każdy cal rozdzielający ją od naczynia. Bo zwykle dzieliło ich zaledwie kilka lat. Ciało miało swój wiek wyrzeźbiony w kościach, dusza swoje lata widziała wypisane na papierze. Teraz rozdzielał je cały przystanek – w porównaniu do odległości kilku lat, był jak cały wszechświat. A to tylko przez jedno, niezaczarowane kichnięcie…


~*~


To ostatni dokawnik w tym roku. Następny pojawi się już pod datą z szóstką na końcu. Zaczynając ten cykl nie spodziewałam się, że uda mi się z taką systematycznością go prowadzić. Potknęłam się raz, podczas krakowskich targów książki, ale poza tym pojawiło się już piętnaście dokawniczków łącznie z tym. I nie spodziewałam się też tak licznego odzewu z Waszej strony, tych co tygodniowych pytań o to, kiedy będzie następny dokawnik, o czym będzie... Jesteście cudowni! Bardzo! Dziękuję! Obiecuję w przyszłym roku dużo dokawnikować :D

19 komentarzy:

  1. No to: "do kawy!"
    Piszesz o osobie, która w miała kołnierz z lisa, na miarę skrojone palto i znała podstawowe zasady stołowego savoir vivre. Ktoś, jeśli nie teraz to w przeszłości zaznał łaskawych chwil od życia, jego dobrobytu i miłości. Takim ludziom trudno rozstawać się z życiem, ot tak. Zawsze zachłanne dążenie do jeszcze jednej radości nie pozwala na pogodzenie się z ostatecznością. Dusze tych osób często nie zaznają spokoju.
    Są jeszcze ludzie, którym trudności w życiu pochyliły oblicza nad własnym losem. Nie zawsze są przegrani, ale pokorni. Tacy ludzie przyjmują ostateczność spokojnie i godząc się na swój los.
    Możecie się ze mną nie zgodzić. Po postu na swej drodze spotkałam właśnie takie osoby - pewna staruszka, mająca 94 lata cały czas narzekała, jak ją wszyscy ludzie męczą, jak życie ją męczy, chce już odpocząć i nie rozumie dlaczego Bóg nie chce jej wziąć do siebie? Kiedy złamała biodro, zoperowaną ją, 3 miesiące trwał jej opór do powrotu do życia. W końcu udało jej się uciec pewnej nocy przez niedomknięte drzwi mieszkania. Jej dusza z ulgą uleciała w nieznane.
    Inna staruszka, ma 91 lat, szczęśliwe życie za sobą. I chociaż już prawie nie wychodzi z domu, duże problemy sprawiają jej zwykłe codzienne czynności, nadal chce żyć ciesząc się każdą chwilą i cały czas powtarza, że jeszcze nie dziś, kradnąc chwile smutku i szczęścia z tego co dostaje w prezencie od życia.
    Jaka nam przypadnie starość? Czy jej dożyjemy?
    U schyłku roku warto zastanowić się nad tym pięknym Dokawnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, jak bardzo trzeba być zmęczonym życiem, by chcieć umrzeć, by czekać na ten moment, kiedy Bóg powiek, okej, twoja kolej.
      Ale też zastanawia mnie kobieta z dokawnika. Ona nawet nie zauważyła, że dusza z niej wyskoczyła. Tak bardzo jest skupiona na zewnętrznym świecie - na dacie urodzenia w papierach, kołnierzu z lisa, savoir vivre, że nie widzi, co ma w środku. I nawet nie poczuła pustki...

      Usuń
    2. Bo dusza lekką jest! Trudno zauważyć jej brak, kiedy głowa zaprzątnięta "ważniejszymi sprawami".
      Zdradzę Ci tylko, że jest pewien rodzaj bólu, który sprawia, że śmierć staje się wybawieniem. To ból fizyczny tak ogromny, że ludzie od niego umierają. Jest taki ból...

      Usuń
    3. Alu... napiszesz kiedyś opowiadanie o takim bólu?

      Usuń
    4. Życie je napisało. Potem próbowałam to opisać w dwóch wierszach. Oto jeden z nich, publikowany w kilku miesięcznikach i periodykach literackich:

      "Powieki"

      puka ból
      łajdak za plecami
      wbija w ofiarę szpony
      strzępi, zwija w embrion
      ciężarem kamienia
      zostaje i przypomina

      noc jest jaśniejsza
      bez parawanu powiek

      Drugi wiersz - nie jestem gotowa na jego ujawnienie. Powstał może w 2005 roku. Opisuje wydarzenia z 1995 roku. Powyższy również, ale bardzo ogólnie.
      Nie wiem, czy aż tak osobiste zdarzenia opiszę kiedyś w opowiadaniu. Jeszcze nie jestem na to gotowa. A jeśli coś ma być marne, to lepiej niech nie powstaje w ogóle. Przynajmniej na ten moment.

      Usuń
    5. Bardzo, bardzo mocny wiersz.

      Usuń
    6. Dziękuję. Tylko takie są prawdziwe, oddające piękno i całą tragedię życia. Trzeba być autentycznym, by pisać wiersze. Takie jest moje zdanie i dlatego nie jestem maszynką do pisania, bo każdy tekst wymaga przeżywania i autentyczności. Nawet w bajkach uczucia muszą być prawdziwe. Lepiej pisać mniej ale niech każdy tekst powala czytelników na kolana. Przynajmniej niektórych, bo każdy gustuje w czymś innym. Jeśli ma się o tym pojęcie, wtedy unika się rozczarowań, twórczość staje się dojrzała, bo tak naprawdę jest odzwierciedleniem naszej duszy. Nie piszemy z myślą o czytelnikach, jesteśmy egoistami, którzy tworzą to, co nam w duszy gra. W przeciwnym wypadku pytalibyśmy za każdym razem: "O czym mam pisać? O czym chcecie teraz przeczytać?" - żaden pisarz nie zadaje tych pytań.

      Usuń
  2. Mnie może nie zaintrygowała kwestia życia i śmierci, a samego zaklęcia. Nie wiedziałam, nie przypuszczałam! A przecież jestem językoznawcą... Cóż, nędznym, skoro nie zauważyłam podobieństwa między duszą a oddechem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to zaklęcie! I w niektórych głęboko wierzących rodzinach nie używa się tego zwrotu.

      Usuń
  3. o nie ! Moja dusza strasznie musi mnie nie lubić ;( nie ma dnia, żeby nie próbowała zwiać ! Dlaczego ?!

    a ja słyszałam, że "na zdrowie" wzięło się z czasów epidemii na gruźlicę, gdzie kichnięcie mogło być pierwszym objawem choroby, to było takie "zaklinanie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oż! Biedna Twoja dusza... Trzeba Ci taki naszyjnik z napisem "na zdrowie" :D

      A tę wersję także słyszałam :)

      Usuń
  4. * jak To jest,że sprawiasz ''przeczytanie'' Kogoś stale pytanego:- Jak czytasz? ;jak Czytasz?; Jak Czytasz? ....Wiesz ,,Mnie Mi''* o tzw.Strukturze c z ł o w i e k a na tyle dużo,by ....pokrywać (Hmm...) udawaną uroczo niewiedzę tzw. brakiem zakłopotania.Pisz!*

    OdpowiedzUsuń
  5. Na _zdrowie! (czyt.:-A-psik!) ...Wielkie dzięki za duszność, wynikającą z alergii noworocznej. ...Jak czytam -nie przeczytałaś.Otulę się prawdziwą literaturą,bo ...''kicham'' na samą myśl o lisim ,farbowanym kołnierzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lis! Nie farbowany, ale ten prawdziwy - z atramentu i krwi - jest mi bardzo bardzo bliski.

      Usuń
  6. Zaklęty(acz nie przeklęty) poziom usuwania ''rejestru''duszy ,nakazuje mi przeprosić. (Coś czułem językoznawczo,że...raczej "mi Mnie'',aniżeli "Mnie mi''.Nic t o !! z a w s z e ć : a'psik!) poooZdrawiam nieodmiennie.(tak _mNie ''zdenerwowałaś'',że aż wygrałem konkurs poetycki ,zainicjowany w Chatce Górzystów*.)Ale...to magiczne miejsce ,pełne książek ;jest raczej nie ''po trasie'' jakiegokolwiek tramwaju. :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Wygrywanie konkursów jest dobre! Genialne na Nowy Rok! Oby w nowym roku po każdym "apsiku" było zaklęcie :)

      Usuń
  7. ( ''Lavazza''! = s a c r u m ). A _psik?

    OdpowiedzUsuń