wtorek, 13 października 2015

Sońka - Ignacy Karpowicz


Dawno, dawno temu – bo życie Sońki jest jak bajka. Jak opowieść, którą można snuć wieczorami, gdy drewniane ściany chatki rozświetla mały płomyk świecy, przy postukiwaniu drutów między palcami, przy szuraniu kłębka po starym dywaniku. To taka historia ukryta między zmarszczkami serca, schowana w zamyśleniu i w cichym westchnieniu, tym ostatnim, tuż przed zaśnięciem.


W niewielkiej, zaledwie na cztery domy, wioseczce położonej na końcu świata spotkały się dwie osoby. Igor – młody, warszawski reżyser z własnoręcznie amputowaną przeszłością, poznał Sońkę, staruszkę, której przeszłość wypełniała grubą warstwą jej teraźniejszość. Gdy spojrzeli na siebie, świat zamarł. Bo Sońka poczuła, że chce Igorowi opowiedzieć swoją historię, a Igor poczuł, że chcę ją usłyszeć i opowiedzieć innym.

Taka to historia o starej kobiecie, która opowiada swoje życie młodemu reżyserowi. Bo Sońka tęskni za wojną. Tylko wtedy czuła się naprawdę szczęśliwa, tylko wtedy odważyła się na coś, co ogrzewało jej serce przez resztę życia. Ale i raniło. Szczęście niestety często tnie głębiej niż niejeden sztylet.

Sońka dla każdego, kto bierze jej historie do ręki jest wzorem. Kobieta, która niewiele poza swoją wioseczką widziała, która gubi litery i mówi po swojemu, ta właśnie kobieta niesie na ramionach ogromną odwagę bycia szczęśliwą. Bo raz, kiedy miała szanse, nie cofnęła się przytłoczona ramami świata i samej siebie, tylko zrobiła to, czego naprawdę pragnęła. To złamało jej życie, ale jednocześnie je zbudowało.

Sam Igor, słuchając jej, wolno sięga do kieszeni i wygrzebuje z niej ukrytą i zamazaną przeszłość. Oczyszcza rękawem ze swoich kłamstw i niepewnie przytula do piersi. Sońka opowiadając o sobie, opowiada i o Igorze, o każdym z nas. Snuje historię, która powinna przydarzyć się każdemu – historię brania szczęścia i płacenia za nie.

Smutna to książka, chciałoby się rzec. Tylko sama Sońka nie jest smutna. Jej życie nie należy do najszczęśliwszych, a mimo to kobieta nie żałuje, tylko ogrzewa dłonie przy swoich wspomnieniach. Karpowicz opowiedział tę historię, wypełniając ją bliskimi Sońce słowami, dodając kilka skrawków luźno nawiązujących do samego siebie, nadając zwierzętom imiona psów i kotów swojej własnej babci.

To dobra książka, magiczna i bolesna, mądra i prawdziwa. Ciut przerysowana na końcu, ale nie ma przecież tekstów idealnych. Warta przeczytania, bo pokazuje, co jest tak naprawdę najważniejsze. To prosta prawda, jednak trudna do przyjęcia. Bo najważniejsi jesteśmy my sami i nasze decyzje. Można cierpieć, po warunkiem, że cierpi się za największe szczęście swojego życia, bo wtedy każde cierpienie nie ma nad nami żadnej mocy – ani nad naszą duszą, ani nad ciałem. 

26 komentarzy:

  1. Pięknie napisane :) Czytałam "Sońkę" już jakiś czas temu i pamiętam, że zrobiła na mnie duże wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Miałam nadzieję, że właśnie "Sońka" Nike zgarnie...

      Usuń
    2. Trzymałam kciuki za "Sońkę", bo na mnie wielkie wrażenie zrobiła. Przepiękna powieść

      Usuń
  2. Przepiękna książka. Wśród moich ubiegłorocznych lektur znalazła się w top 3. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, rozumiem doskonale! U mnie pewnie też będzie na podobnym miejscu :)

      Usuń
  3. Znajomość z Karpowiczem chciałam zacząć od "Balladyn i romansów", ale odłożyłam tę książkę po kilkunastu stronach. Raczej nie trafiła na właściwy czas, dlatego postanowiłam z nią zaczekać.

    "Sońka", o której piszesz przywodzi mi na myśl gawędziarskie powieści Myśliwskiego, które tak uwielbiam. I coś czuję, że pozwoli mi na dłużej spotkać się z autorem i jednak się do niego przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z książek Karpowicza przeczytałam tylko "Sońkę"... Zamarzyło mi się, że wszystkie jego książki takie są, ale to, co piszesz o "Balladynach..." podpowiada mi, że nie bardzo?

      Usuń
  4. Jak ty ślicznie piszesz o tych historiach odnalezionych między zmarszczkami serca (te słowa szczególnie mi się spodobały, więc je tu przywołałam)! I zdjęcia też takie klimatyczne robisz. Zachwycam się tym wszystkim, książki nie znam, ale chciałam ci dać znać, że cały czas obserwuję twoje czytelnicze wędrówki i cały czas się zachwycam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja :* Dziękuję za ten ciepły komentarz. Takie słowa dodają wiele mocy myślom do wymyślania i palcom do pisania.
      <3 :*

      Usuń
  5. Piękna książka, zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jest niezwykle piękna i mądra. Czytałabym ją raz za razem, gdyby nie była przy tym bardzo, bardzo bolesna i ciężka.

      Usuń
  6. Mam ją już od jakiegoś czasu, ale jeszcze po nią nie sięgnęłam. Widzę, że zapowiada się cudowna historia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Ci zazdroszczę, że jeszcze jesteś przed lekturą :)

      Usuń
  7. Świetna recenzja, ,,Sońki" jeszcze nie czytałam, ale od dawna mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Droga Wiktorio,
    piszesz tak magicznie, że chciałoby się przeczytać "Sońkę" jeszcze raz i jeszcze raz, odkrywając coś do nowego, detale, szczegóły. Idealna lektura do refleksji na jesienne wieczory.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie ! :). Obserwuję i liczę na rewanż :D
    http://bookfortou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ksiązka warta uwagi. Muszę po nią sięgnąc. zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze ciekawym apsektem tej książki, o którym nie wspomniałaś było tworzenie mitu - tego jak Igor/Ignacy bierze opowieść Sońki i ją przepuszcza przez machinę literatury. Może to być ciekawym punktem wyjścia do dyskusji czym jest literatura, po co, i czy tylko manipulacją. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, masz rację. To jest coś niesamowitego... I mocnego.

      Usuń
  12. Piękna recenzja. Czytałam ją zaraz po opublikowaniu i przypomniałam sobie dziś, kiedy sama sięgnęłam po "Sońkę". Pora na konfrontację - czy i ja będę tak zachwycona po lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, koniecznie daj znać, jak Twoje wrażenia po lekturze. Już nie mogę się doczekać!

      Usuń
    2. No, przyznam, że uwiodła mnie ta proza. Najbardziej styl narracji i te teatralne wstawki – coś pięknego :) Oby więcej takich dobrych językowo książek powstawało.

      Usuń