czwartek, 10 września 2015

Zapach miasta: Wenecja


Wenecja jest zmęczona. Nie ma zmarszczek, bo zostały one mocno wydeptane przez tysiące nóg, które każdego dnia przebiegają przez jej uliczki. Nie ma pragnień, bo jej usta zalała woda. Nie ma oczu, bo oślepła od milionów fleszy.

To miasto, jest jak wymęczona, pozbawiona kontaktu ze światem, wiekowa staruszka, która nie ma sił zaprotestować, gdy kolejne chmary ludzi grzebią w jej kufrach, dotykają jej ubrań, włażą jej pod spódnicę, ciągną za włosy. Jedyne, czego pragnie, to choć kilka dni spokoju, ciszy, ukojenia.

Nie pragnie tych dni po to, by odpocząć. Nie chce już odpoczywać. Potrzebuje ich po to, by umrzeć. Bo w tym olbrzymim potoku turystów nie daje rady tego zrobić, każdego dnia na nowo krztusi się tłumem, a jej popękane kościste palce nie zdążają chwycić Śmierć za rąbek czarnego płaszcza.

Czasami marzy jej się, by całkowicie pogrążyć w wodzie. By nagle zalać całą siebie wraz z tą nieprzeliczalną liczbą zwiedzających, zacisnąć na nich swoje zgniłe zęby i nie pozwolić uciec. I właśnie tak, porywając masę istnień, odejść z tego świata, pogrążyć się w ciszy morza i zostać nową Atlantydą, tą krwiożerczą.

Ale są to tylko marzenia. Prawda jest taka, że jest zbyt wykończona, by to zrobić. Zbyt ciężki osad wieków pokrył całe jej ciało. Zabiera oddech i nie pozwala nawet zasnąć. Właściwie zabiera wszystko, nie pozwalając ani kochać, ani nienawidzić. Nawet zatęsknić. Choć tęsknota już nie ma sensu, bo Wenecja w swojej starczej demencji straciła pamięć.

Czasami mówi do ludzi startymi freskami pod osypującym się tynkiem, odbiciem w kałużach, kroplami wody rozbryzgiwanymi przez gołębie. Czasami krzyczy na zdjęciach, które turyści zabierają do swoich domów, udostępniają w Internecie, wklejają do albumów. I choć zdjęcia te zbierają setki lajków i noszą na sobie masę odcisków palców, nikt nie zauważa błagającego o pomoc miasta, nie widzi oczu pełnych obłędu i rozrywających się w dzikim krzyku starczych ust.

Wenecja utknęła na ostatniej wysepce życia. I jest na tyle stara, że Śmierć po prostu o niej zapomniała.








































18 komentarzy:

  1. Smutny tekst i bardzo klimatyczne zdjęcia. Ilość turystów, która przewija się przez Wenecję na pewno już dawno zabiła ducha tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duch wciąż gdzieś tam jest... tylko trzeba uciec przed turystami, by go zauważyć kątem oka.

      Usuń
  2. Zdjęcia idealnie oddają treść tekstu. Jest wiele miast które chcę zobaczyć, ale Wenecji jakoś nigdy nie było na tej liście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia idealnie oddają treść tekstu. Jest wiele miast które chcę zobaczyć, ale Wenecji jakoś nigdy nie było na tej liście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz się pojawiła? To miasto z duszą, tylko bardzo smutną duszą...

      Usuń
  4. Chciałabym kiedyś się tam wybrać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wenecja to blichtr i tandeta.

    Zgadzam się z Tobą Wiktorio. Ona chce umrzeć i cierpi okropne katusze dla niezaspokojonego egoizmu turystów z różnych stron świata. Jeśli chodzi o śmierć, lepiej, by odejść szybko i bez bólu, a tu męczarnie, w imię czego?
    Ktoś powie: "Nie bądź dziwna! Przecież to kawał historii", "Cóż z tego" - odpowiem, "Cesarstwa rzymskiego też już nie ma, a piękne o nim powieści krążą." W takim przypadku pozostaje nam uruchomić wyobraźnię. Poza tym mamy świetnie zachowaną dokumentację fotograficzną (np. patrz fotki wyżej). Wiem, że zobaczyć z bliska, poczuć, dotknąć to lepsze doznanie, niż oglądanie fotografii i zmuszanie wyobraźni do wysiłku. Ale cóż... ona chce utonąć.
    Popatrzcie na te zdjęcia uważnie, przyjrzyjcie się tym murom, oknom, kanałom, dachom, uliczkom - tym wszystkim zmęczonym sygnałom dręczonej tkanki chorego organizmu. Czyż nie pora, by pacjent dokonał wyboru? A kolorowi turyści, ozdoby, wymuszone reanimacje tynków, wisiorki i wszystko inne czyż nie przypomina Wam błaznów w królewskich komnatach Wenecji?
    Duch wenecki też chce się urwać... Już go tam niewiele...

    Jeśli kiedyś będzie tam trzęsienie ziemi lub wybuchnie wulkan (co w historii nie należało do rzadkości w tych okolicach) co pochłonie miasto w mętne wody kanałów, wtedy to znak, że lekarz ulitował się nad pacjentem. My zapłaczemy, Ona odpocznie.

    Piękny tekst Wiktorio! Gratuluję i czekam na następne.
    Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Twoje komentarze, Alu :*

      Usuń
    2. Ja też uwielbiam Twoje teksty! Do tego stopnia, że nie mogę doczekać się następnych. One zmuszają mnie do przemyśleń.

      Mieszkałam kiedyś bardzo dawno temu, w małym miasteczku. Jezioro, las, zaplecze sportowe, i mnóstwo starych domów i budynków administracji, szkoła muzyczna, sąd - same perełki architektoniczne. Liceum i Klasztor Cysterski, Kościół Ewangelicki, Fara, pomnik rotmistrza i jego konia... Mogłabym tak pisać i pisać...ale to temat, który jest właśnie przewidziany jako kontynuacja obecnie powstającego tekstu.
      Ale do rzeczy. W jednej ze starych kamienic mieści się okrągłe podwórko, całe zabetonowane, przyprawiające każdego o klaustrofobię. Okna od dołu pną się na samą górę i ma się wrażenie, że jest się na dnie studni, z której nie ma wyjścia, poza małymi drzwiami. A te wiodą do całkiem innego świata na zewnątrz. Na podwórku cichną dźwięki i odgłosy ulicy, słychać je gdzieś w górze, ponad dachami kamienicy, otaczającej studnię.
      To miasteczko z długą historią, żyje - co widać i słychać. Mimo starości jest w dobrej kondycji i wciąż rozrasta się, odnawia i kusi swym powabem, niczym młoda zalotnica. To miasto chce żyć wspomnieniem Cystersów i radością kolejnych żyjących pokoleń.

      Usuń
  6. Zrobiło się brudno i nieciekawie...a miało być w tej Wenecji tak pięknie...:/

    OdpowiedzUsuń
  7. Całkiem inna strona Wenecji, taka smutniejsza.. Taką chciałabym właśnie zobaczyć, prawdziwą a nie turystyczną, pełną tłoku...
    Tekst refleksyjny, tak bardzo prawdziwy...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się jeszcze zobaczyć Wenecję taką przed wschodem słońca, bardzo poranną, spokojną...

      Usuń
  8. W takim razie odbieramy Wenecję zupełnie inaczej. Jest bardzo stara, ale jest to filuterna staruszka, która chce być podziwiana, nienawidzi samotności i przygarnia do siebie jak najwięcej ludzi.
    Polecam udać się do Wenecji poza sezonem z kaloszami w torbie. Jaka jest dokładna w tym zmywaniu z siebie brudu i próżna w przygotowywaniu się do bycia piękną dla nowych gości.

    Dużo smutku ostatnio u Ciebie Wiktorio. Wszystko w porządku?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe spojrzenie masz, a może to sama Wenecja w tej masie masek żongluje nimi jak chce i każdemu pokazuje coś innego?

    Hm... dużo smutku? Nie zauważyłam. Życie raczej mi iskrzy masą barw :) Jest świetnie :) I dziękuję za troskę, Anonimie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisane:) Zwiedzić bym bardzo chciała. Najpierw musiałabym jednak utopić wszystkich turystów;)W takich miejscach potrzebuję spokoju żeby poczuć klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... robimy akcję topienia turystów? :P

      Usuń