wtorek, 1 września 2015

Wyznania: Urlop od książek


Odpoczynek. To słowo zwykle wywołuje w nas różne emocje. W jednych tęsknotę, w innych irytację. Chcemy odpocząć, nie mamy kiedy odpocząć, a może odpoczywamy aż za często? Słownik PWN definiuje słowo odpoczynek w następujący sposób: 1. przerwa w jakimś wysiłku dla nabrania sił; 2. czas poświęcony na pozbywanie się zmęczenia, zwykle poprzez robienie tego, co sprawia przyjemność.

Branie urlopu od pracy jest dla nas normalne, choć czasem trudne do załatwienia. Złapanie chwili oddechu, gdy za długo biegniemy – jest oczywiste. Nawet zakochane pary od czasu do czasu potrzebują pobyć oddzielnie i wypocząć od siebie nawzajem. Odpoczynek jest rzeczną normalną, potrzebną i… czasami do pewnych rzeczy niestosowaną.

Otóż ja osobiście nigdy nie odpoczywałam od książek. Owszem, miałam dłuższe przerwy w czytaniu przez brak czasu, prace, studia… Ale nigdy świadomie nie napisałam do książek podania o urlop. Aż do teraz.

To była moja świadoma i w pełni przemyślana decyzja. Na urlopowy wyjazd za granicę nie zabrałam czytnika, nie wzięłam stosu książek. No dobra… zabrałam jedną, ale taką, którą czytam urywkami, w której nie da się zatracić. Wzięłam… tak jak się bierze dostęp do skrzynki służbowej, by na duszy było lżej.

Nie czytałam w samolocie, nie czytałam w pociągu, nie czytałam wieczorem, ani rano, nie czytałam w kolejce do muzeów. Po prostu… przez tydzień nie czytałam. Jak się z tym czułam? Nie będę ukrywać, że nowych miejsc do zobaczenia miałam tyle, że nie zdarzało mi się siedzieć wieczorem i jak narkoman na odwyku gapić się na leżącą w oddali książkę. A jednak brakowało mi słowa pisanego, brakowało szelestu kartek.

Jak w idealnym związku – z książkami stęskniłyśmy się za sobą. Tygodniowa przerwa podziałała dobrze na każdą ze stron. Książki wypoczęły, moje oczy również. Tuż po powrocie rzuciłyśmy się na siebie, by spleść się w ciasnym uścisku na łóżku i wspólnie spędzić wieczór. Ja delikatnie przewracałam stronę po stronie, a ona leciutko zaczepiała mnie rogami okładki. To była upojna chwila…

A wam zdarzył się kiedyś świadomy urlop od czytania? Długo trwał? Jaki był jego powód?


16 komentarzy:

  1. Miałam urlop od książek, gdy straciłam do nich dostęp, ale i wtedy 'wyczytywałam' zapasy na czarną godzinę z własnej półki. Miałam też okresy, gdy czytałam mniej z powodów problemów różnorakich, ale wtedy ratunkiem dla mnie była Agatha Christie i Ania z Zielonego Wzgórza. Żeby ie wiem co, to w ten świat można wejść zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miewałam takie "urlopy", choć to raczej była rozłąka, niż świadome odsunięcie czytania. Rozłąka jest niefajna :(

      Usuń
  2. Urlopy od książek sprawiają mi wielką trudność: zawsze z tyłu głowy mam myśl ile to jeszcze ich leży nieprzeczytanych i tak naprawdę wcale od nich nie odpoczywam, tylko zadręczam się myślami. Dlatego biorę je ze sobą zawsze, po to, żeby mieć komfort psychiczny. W tym roku jednak mimo tego, że wzięłam - większość czasu nie czytałam. Z jednej strony miało to zbawienny wpływ, z drugiej - trudno było się ponownie wgryźć tak na 100%, bo osiągnęłam poziom łatwego rozpraszania uwagi. Ale już na szczęście wróciło do normy;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a mi się z łatwością wgryzło. Jak zaczęłam, nie mogłam przestać. Ale może to dlatego że wróciłam do książki, której czytanie przerwałam w środku, i byłam bardzo ciekawa, co tam będzie dalej ;)

      Usuń
  3. Świadomie nigdy. Zazwyczaj to brak czasu odbiera mi możliwość czytania. Na razie nie czuję potrzeby takiego rozstania, ale nie mówię, że nigdy się to nie stanie. Tym bardziej, że taki odpoczynek właśnie wzmacnia więź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpoczynki chyba zawsze wzmacniają więź... Trzeba umieć czasami za czymś zatęsknić ;)

      Usuń
  4. nie wyobrażam sobie tego... Teraz byłam w domu u rodziców na jeden dzień, a w sumie na noc. Wieczorem wyjechałam z Wrocławia, a o 11 rano następnego dnia wracałam. Nie wzięłam ze sobą nic do czytania, bo sobie pomyślałam,że i tak nie będę miała kiedy poczytać, bo przecież nie po to pojechałam, by siedzieć i czytać, tylko po to, by rodziców przed ich wyjazdem wyściskać. No i masz babo placek- nigdy więcej bez książki się nie ruszę. Jak mi brakowało porannego rytuału- kawka, śniadanko, książka! A Tatko siedział obok i sobie najbezczelniej w świecie czytał swoje lektury poranne. Śniadanko nie smakowało tak jak zawsze. ech... Nie wyobrażam sobie urlopu od książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedactwo Ty moje... Ależ bym przytuliła...

      Usuń
  5. Zdarzyły się przymusowe przerwy z racji natłoku zajęć, ale urlop? Nigdy...nigdy nawet na to nie wpadłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz o tym pomyślisz, czy raczej to byłby największy horror na świecie? :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy pomysł, nigdy nie zastanawiałam się nad takim podejściem. Ale z drugiej strony chyba nie przeżyłabym tych wszystkich chwil czekania bez książki w ręku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekanie bez książki bywa trudne... mam nawet małego pdfka w telefonie na właśnie na takie okazje ;)

      Usuń
  7. Jestem uzależniona od książek ;)) Jak urlop od czytania to tylko przymusowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Urlop od książek? Lepiej spakuj książki i przyjedź z nimi do nas. Gwarantuję, że będziesz wypoczęta jak nigdy dotąd.

    OdpowiedzUsuń