wtorek, 15 września 2015

Kiedy wydam książkę, możesz jej nie lubić


To takie oficjalne ogłoszenie, bo kiedyś w końcu książkę wydam. I wtedy, mój drogi przyszły Czytelniku, możesz śmiało powiedzieć, że Ci się nie spodobała. Co więcej, możesz o tym napisać – do mnie, na facebooku, na moim albo swoim blogu. Możesz ją skrytykować, wytknąć błędy, napisać, co najbardziej Ci się nie podobało. Ba! Możesz napisać, że przez nią nawet nie przebrnąłeś!


Dlaczego to piszę? Z przerażenia… Z przerażenia modą na chwalenie książek. Coraz częściej widzę sytuacje, jak autor obraża się dziko, bo ktoś napisał, że jego książka mu się nie spodobała. Jest wielki foch, jest tupanie nóżkami, jest rozpacz. A jego osobiste kółeczko adoracji zaczyna owego biednego i pokrzywdzonego autora pocieszać.

Ludzie! Co się wydarzyło? Przecież krytyka to wspaniała rzecz! Oczywiście pod warunkiem, że jest mądra i konstruktywna. To oczywiste, że gdy ktoś robi coś na większą skalę, nie zawsze zostanie pogłaskany po główce. Nie da się dokonać czegoś, co podobałoby się wszystkim. Nawet Bogu się nie udało, nie wszystkim podpasowało Pismo Święte, o!

Krytyka pomaga. Daje wskazówki. Można się jej przyjrzeć i spróbować zrozumieć, co zrobiło się nie tak. Krytyka pozwala piąć się do góry. Następna książka będzie lepsza! Postaraj się. Marni pisarze głaskani po główkach wiecznie będą pisać marne książki, a czytelnicy wiecznie będą owe marne książki czytać.

Pisarzu, polski Pisarzu, proszę, pozwól mi być szczerą. Pozwól mi otwarcie mówić, czy spodobała mi się Twoja książka, czy nie.  Nie obrażaj się na mnie… Jest cała masa pisarzy, których pierwsze książki wypadały mi z rąk, a późniejsze kocham miłością dozgonną. Bo autorzy szlifowali warsztat. Bo pracowali nad sobą. Dlatego, mój kochany Pisarzu, proszę, pozwól mi mówić prawdę.

Dlatego, mój drogi przyszły Czytelniku, gdy wydam swoją książkę, powiedz mi szczerze, co o niej myślisz. Jeżeli stwierdzisz, że to gniot, pewnie przepłaczę w kąciku parę wieczorów, ale potem wezmę pióro i zabiorę się za pisanie kolejnej książki. I zrobię wszystko, by była ciut mniejszym gniotem niż poprzednia. 

29 komentarzy:

  1. O tak, też nie raz widziałam, jak autor się obrażał i czasami nawet wyzywał czytelników, bo im się książka nie spodobała... zachowanie poniżej poziomu, zwłaszcza ubliżanie.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A takie obrażanie i wyzywanie doprowadza do tego, że blogerzy po prostu boją się pisać negatywne recenzje...

      Usuń
  2. Dobrze ujęty problem. Najbardziej irytuję mnie tak zwane "kółeczka wzajemnej adoracji", które po negatywnej recenzji gorąco pocieszają autora, a "złrgo recenzenta" delikatnie mówiąc uświadamiają w fakcie, jaki to on jest głupi, nieznający się na literaturze i w ogóle be.

    Druga Strona Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och te kółeczka... Wytargałabym je za uszy! Bardzo.

      Usuń
  3. Podpisuję się pod Twoim postem rękoma i nogami!
    Naprawdę szacunek za szczerość! :D

    Zdarzyło mi się tylko raz (a może i dwa) obraźliwy komentarz na temat szczerej recenzji - oczywiście przeczepiają się tylko tym niepochlebnym. Anonimy mnie zaatakowały, ale trzeba było to wziąć na klatę... Źle bym się czuła, gdybym wychwaliła książkę pod niebiosa, ktoś by ją kupił, a później narzekał - no bo po co to?

    PS. Zapraszam na Wyzwanie Miętowe - nadal można się zgłaszać:
    http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2015/09/poczuj-miete-do-czytania.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... jeżeli książka była marna, to jak można ją pochwalić? W jakim świetle stawia taka recenzja blogera? A przecież to właśnie niezależnością i subiektywną opinią słynęły jeszcze do niedawna blogi...

      Usuń
  4. Jeszcze się nie spotkałam z obrażaniem na mnie, ale może dlatego, że dosyć starannie wybieram lektury i rzadko zdarza mi się książka taka naprawdę poniżej poziomu... Swoją drogą przeraża mnie to, co piszesz o kółkach wzajemnej adoracji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przeraża... Takie kółeczka są najgorsze, bo mydlą pisarzowi oczy.

      Usuń
  5. Wspaniały apel :) Oby się zastosowano do niego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pesymistycznie tylko westchnę ze smutkiem i powiem, że chyba i tak niewiele to zmieni... :(

      Usuń
  6. Święte słowa :)
    Na szczęście spotkałam się też z autorami, którzy przyjęli krytykę i podziękowali za wskazówki na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo trzeba mieć odwagę być pisarzem i trzeba mieć odwagę być krytykiem. Poza talentem oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kółeczka wzajemnej adoracji nie tylko wśród pisarzy krążą. Dla mnie liczy się szczerość;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są wszędzie... i niestety o szczerość czasem trudno.

      Usuń
  9. Niestety i ja znam początkującego autora, bo nie wiem, czy można go już nazwać pisarzem, który po mojej recenzji zamilkł zupełnie... Mój tekst nie był aż tak negatywny i krytyczny, choć wytykał pewne błędy, jednak autor chyba i tych nie udźwignął. Choć może i lepsze milczenie, niż zwymyślanie recenzenta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, recenzje to sprawa delikatna, ale z drugiej strony pisarze wydając książkę powinni zdawać sobie sprawę, że wzbudzą one jak i zachwyt, tak i krytykę... Stawiałabym na szczerość.

      Usuń
  10. Tym bardziej cenię blogi, które stać na szczerość opinii. Jeśli wszyscy się zachwycają - robię się nieufna. Ale, tak czy inaczej, ostateczna recenzja zawsze należy do czytelnika :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogu-laurki chyba powoli odchodzą w przeszłość. Ale jakiś czas temu zalały mocno blogosferę. To było straszne!

      Usuń
  11. Kochana, cudny wpis! Wprawdzie rzadko piszę źle o książkach, a wynika to z tego,że zamawiam albo pożyczam takie, które raczej wiem,że mi się spodobają, ale kilka recenzji negatywnych popełniłam. I w sumie nigdy nie spotkałam się z fochem, a wręcz przeciwnie- autorzy czasami do mnie pisali i wymieniliśmy wiele konstruktywnych dla obu stron spostrzeżeń.
    A jak wydasz ma Kochana książkę, to wiedz, że jestem pierwsza do czytania i masz jak w banku,że będzie szczerze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mag, no to jesteśmy umówione! Pierwszy egzemplarz powędruje do Ciebie :D

      Usuń
  12. Jakbym była autorką, to ceniłabym sobie każdą formę krytyki, bo to tylko motywuje do poprawy, do lepszego działania, daje kopa! Rewelacyjny wpis. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I to jest dobry krok do pisania książki :D Co Ty na to? ;) Czytałabym!

      Usuń
  13. "Gniot" :-))) Szczere zdanie na temat Twojej przyszłej książki masz u mnie jak w banku ! Tak się (nie)szczęśliwie składa, że nie umiem "głaskać", gdy tego nie czuję :P

    OdpowiedzUsuń
  14. To, o czym piszesz, wydaje mi się, dotyczy raczej pseudopisarzy, którzy publikują w trybie tzw. vanity press, czyli płacą jakiejś firmie (która nie rzadko działa pod nazwą "wydawnictwa"), która podejmuje się wydać ich książkę. Bo jakoś nigdy nie spotkałam się z sytuacją, by prawdziwy pisarz, który przeszedł całą żmudną drogę wydawniczą w prawdziwym wydawnictwie, które to jemu płaci za książkę, a nie odwrotnie, miał pretensje do kogoś, komu jego dzieło się nie podoba. A to szerzące się grafomaństwo bardzo zgrabnie analizuje na swoim blogu Paweł Pollak. Polecam zajrzeć szczególnie pod tych kilka adresów (i zerknąć również na komentarze):
    http://pawelpollak.blogspot.com/2015/04/political-fiction.html
    http://pawelpollak.blogspot.com/2014/11/jak-kobra-w-najczulszy-punkt-czyli.html
    http://pawelpollak.blogspot.com/2014/09/pszygody-komisaza-maciejewskiego-czyli.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Twoja postawa, pozwalająca na skrytykowanie Twojej książki, jest naprawdę godna podziwu i świadczy o Twojej dojrzałości :) Życzę powodzenia na wydawniczej ścieżce życia!

      Usuń
    2. A i niestety są tacy pisarze... nie będę wskazywać palcem jednak.
      PS Dzięki za linki, przyjrzę się :)

      Usuń