sobota, 26 września 2015

Dokawnik: Tajny przepis na niemoc pisarską



Czasami bywa tak, że słowa po prostu uciekają. Tak, jakby się wbiegało w chmarę gołębi, a te czmychały na wszystkie strony. Oczywiście, będziesz próbować łapać je za ogony i skrzydła, ale w dłoniach pozostaną tylko pojedyncze sylaby…

Miewasz tak? Myślę, że każdy tak ma – nieważne, czy pisze bloga, powieść czy zwykłe wypracowanie na polski. Dziś zdradzę Ci sekret, jak poradzić sobie z tą sytuacją i zwabić gołębie do klatki.

Mój mentor, który nauczył mnie pisać, a raczej dał mi pierwszego porządnego pisarskiego kopa… nie istnieje. Nie istnieje, ponieważ jest… postacią fikcyjną. Zagrał go Sean Connery w filmie Szukając siebie. Jeżeli nie widzieliście tego filmu, to serdecznie go wam polecam. Szczególnie tym, którzy za oś swojego życia uznają pisanie.

Otóż pisarz ten, prócz innych mądrych słów, powiedział coś, co na zawsze przegoniło ze mnie wszelkie pisarskie niemoce. Słowa te brzmią:

"Pierwszym krokiem do pisania jest… pisanie."

Tak po prostu, choć wykonanie łatwe nie jest. To ta drobna granica, która rozdziela niemoc pisarską od pisania. Przekroczenie jej jest trudne i wielu rozbiło sobie nos o jej mur.

Medytacje nad pustą kartką papieru lub stroną Worda są znane każdemu choćby z prób pisania wypracowań w szkole. Cienka, niewidzialna ściana na sztywno oddziela palce od klawiatury i pióro od papieru. Pisarz z twarzą Connery'ego zdradza, jak ją pokonać. To wcale nie jest takie trudne… Trzeba po prostu zacząć. Co?

Zacznij od czegoś najłatwiejszego!

Po prostu zacznij pisać. Na przykład: Nazywam się tak i tak, chcę napisać to i to, nie mogę, bo to i to, myślę jednak, że… Zobaczysz, że po że reszta popłynie. Oczywiście, będzie się zacinać i znów się psuć. Ale już wiesz, co robić dalej. Po prostu pisać. A dopiero po napisaniu poprawiać.

"Nie myśl. To przyjdzie później. Napisz pierwszą wersję... sercem. Popraw ją głową. Pierwszym krokiem do pisania jest... pisanie. Nie myślenie."
/Szukając siebie/


PS Ten post jest przykładem niemocy pisarskiej, która została pokonana za pomocą po prostu pisania. Otóż z początku dokawnik miał być przeprosinami za to, że najzwyczajniej w świecie nie jestem dziś w stanie nic napisać. Jak widzicie po prostu pisanie sprawiło, że powstał powyższy wpis :) 

17 komentarzy:

  1. Ja z kolei słyszałam bardzo podobną radę (zupełnie nie pamiętam kto to powiedział) tylko odnośnie malowania (ale wszędzie pasuje), a mianowicie: Wena musi zastać Cię przy pracy. Proste a genialne !

    Słyszałam jeszcze stwierdzenie, że talent czy predyspozycje to tylko 10% naszych umiejętności, reszta to ciężka praca - możliwe, że to 10% to coś co nas wyróżni spośród reszty, albo sprawi, że trud nauki będzie nieco mniejszy, ale Hej ! nawet jeśli nie będę tak dobra jak Picasso (stworzył swój zupełnie nowy nurt w sztuce, wymyślił go! i do tej pory jest jedyny i niepowtarzalny), który miał to pełne 10%, ale nawet 50% z tego jest osiągnięciem ! (oto moja motywacja do czegokolwiek ;D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to z weną - świetne. U mnie tak często bywa. Zaczynam pisać i po jakimś czasie... przyśpieszam. Tylko po jakimś czasie wykasowuję ze dwa pierwsze akapity :P

      Usuń
  2. Moją częstą przeszkodą w pisaniu było zwyczajne lenistwo lub "nie mam czasu". Na szczęście powoli te wymówki zostawiam za sobą ;-)
    Bardzo przyjemny dokawnik :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymówki hamują... :) Trzeba pędzić do przodu! :D
      Dzięki :*

      Usuń
  3. Świetne rady ;) Też czasem na to cierpię...ale jakoś się zbieram w sobie. Jednak myślę, że to co napisałam podczas niemocy jest nędzne. A potem się okazuje, że ludziom bardziej podoba się to nędzne w moim mniemaniu niż to wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie! To dla mnie też fenomen... to co piszę czasem niemal na siłę podoba się ludziom bardziej. Dziwne...

      Usuń
  4. Prawdziwe;) Ja mam czasem tak z rysowaniem, pusta, biała przestrzeń przeraża;)) Wystarczy nabazgrać parę kresek, a potem samo leci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... to co Ty rysujesz jest tak piękne, że każda niemoc twórcza powinna mieć zakaz wstępu do Twojego życia! Uwielbiam <3

      Usuń
  5. Moje pisanie zaczęło się w ten sposób:
    „Siekiera“ przyszła do mnie pewnego dnia i tak się zadomowiła, że zaczęło mi to przeszkadzać. Męczyła mnie coraz bardziej, nie dawała spokoju, ciążyła na sercu, nie pozwalając spokojnie oddychać. Wyprosiłam ją dość stanowczo, zmusiłam, aby zadowoliła się białymi kartkami i chyba spodobało się jej. Teraz krąży wokół mnie wędrując z rąk do rąk. Czasami zachwyca, innym razem zatruwa czyjeś myśli.
    Zdawać by się mogło, że uwolniłam się od niej, wyrzucając ją z myśli na karty – wędrowniczki, ale nie poczułam ulgi, ciężar pozostał taki sam. „Zwątpliwiec” rozweselił na chwilę, ale Ona wróciła do mnie niedokończonymi słowami, domagając się pieszczot. Mało jej, czy to może mój niedosyt? Chcę czegoś więcej?, oczekuję niespełnionego?
    „Biblioteka” przyniosła mi radość victorii, ale nie była dziełem bólu, lecz kaprysu. Stąd ten niedosyt. Nawet słowa uznania, ciepłe i serdeczne nie zaspokajają mojego głodu. Jestem zachłanna, pazerna, wybredna, niezaspokojona? Dotychczas wydawało mi się, że żadne z tych określeń nie pasuje do mnie, jakże się myliłam. Jestem chciwa, ciągle mi czegoś brakuje i tylko tej skromności mam dosyć. Dlatego kartki wirują wokół mnie, próbując okiełznać szalony pęd myśli."
    W "Zwątpliwcu" walczyłam o niezależność i osiągnęłam w końcu pełnię spokoju duszy:
    "Od tej pory kartka uśmiecha się do mnie linijkami tekstu, a ja śmieję się z nią w kratkę." To znaczy, że piszę, gdy tego chcę i potrzebuję. Tak jest mi najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak z tym pisaniem jest. Przychodzą i tupią, krzyczą i żądają, by o nich pisać. Czasami aż nie da się myśleć... nie wspominając o normalnym funkcjonowaniu.

      Usuń
    2. Ja już nie potrafię normalnie funkcjonować bez środków uspokajających. Wciąż mnie męczą nienapisane teksty, robi się niebezpiecznie, gdy prowadzę Pociotka (mój samochód). Nachodzą mnie obrazy i koniec, nic nie widzę, nie słyszę. A serducho łomocze jakby chciało z piersi się wyrwać.
      Powoli pisze się tekst z hotelami. Idzie opornie bo równolegle powstaje inne opowiadanie. A jeszcze eseje wołają o swoje prawa. Za mało czasu na pisanie, a pracować na chleb trzeba...

      Usuń
  6. obawiam się, że jestem zbyt ambitna, bo jak "piszę, żeby pisać", żeby nie stracić "ciągu", to tak mi się to koszmarnie nie podoba, że jestem - niestety - w stanie usunąć godzinny "dorobek" bo jest beznadziejny. a pewnie taki nie jest. wena... cieżka sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... skądś to znam. Nie z doświadczenia, bo staram się nie usuwać, a jedynie poprawiać, ale moja przyjaciółka tak robi... Usuwanie jest smutne :(

      Usuń
  7. Dziękuję:) a z weną wiadomo jak to jest, bywa kapryśna;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wena jak kobieta... podczas okresu... bez czekolady.... :P

      Usuń
  8. Trochę spóźniony ;) poludnica3@gmail.com

    OdpowiedzUsuń