sobota, 8 sierpnia 2015

Sposób na upał: Dziecko śniegu - Eowyn Ivey


W te najgorętsze dni roku zabieram was do zasypanej śniegiem Alaski. Przymknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że wasze nogi aż po kostki zanurzają się w miękkim śnieżnym puchu, że ramionami obejmujecie oblodzony pień drzewa, że w waszych włosach miękko układają się śnieżynki...

Jest pewna rosyjska baśń, która opowiada o parze staruszków, którzy całe życie marzyli, by mieć dziecko. Pewnego dnia ulepili wspólnie bałwanka i… bałwanek ten zmienił się w małą dziewczynkę. Dziecko śniegu to właśnie historia tej dziewczynki, tylko opowiedziana na nowo, osadzona w czasie i rzeczywistości. 

Alaska, rok 1920. Jack i Mabel, małżeństwo, które nie było w stanie spełnić swojego marzenia o dzieciach, przyjeżdża właśnie tu w celu czy to zaczęcia wszystkiego na nowo, czy to zalizania ran. Ten wyjazd to swoiste schowanie się pod kołdrą i pozamykanie drzwi przed światem, pozostanie z bólem sam na sam.

I tak jak w rosyjskiej baśni podczas pierwszego śniegu Jack i Mabel wspólnie lepią bałwanka, dziewczynkę ze śniegu. Mężczyzna rzeźbi jej delikatne rysy twarzy, a kobieta zakłada szaliczek i rękawiczki. Gdy wschodzi słońce, po bałwanku zostaje kupka śniegu, jego ubranko zniknęło, a na śniegu pojawiły się ślady dziecięcych stóp prowadzące do lasu.

Czekałam z lekturą tej książki na mroźną zimę, ale dzikie upały sprawiły, że zmieniłam zdanie. To całkiem dobry sposób na walkę z rosnącym słupkiem na termometrze. Teraz przez cały czas jest mi zimno, choć książka już za mną. Była bardzo baśniowa, ale przy tym ciut niepokojąca i mroczna. Dzikie lasy Alaski oddychają pierwotnością i mają ostre zęby, zostawiają ślady rosomaka i pachną jak najstarszy śnieg świata.

Ulepiłabym bałwana – złapałam się na tej myśli czytając Dziecko śniegu. Oraz na takiej, że warto wierzyć w swoje decyzje, warto iść za ciosem swoich wyborów. Są w tej książce dwie postacie kobiece, od których wiele się nauczyłam. Obie twardo stąpają po ziemi, choć jedna z nich dopiero w tym stąpaniu raczkuje. A i śniegowa panienka także pokazuje na przykładzie swojego życia pewne rzeczy.

Kartki tej powieści niemal sypią magią i śniegiem. Nieraz miałam wrażenie, że do okładki może przylepić się mój język, a jak porządnie potrząsnę książką, to na podłodze pojawi się szron. I nie wiem, jakby to było, czytać Dziecko śniegu zimą. Może wtedy żadne rękawiczki by nie pomogły. Polecam więc  na upały. Dodatkowo można zaaplikować sobie piosenkę Mam tę moc i jakiś mrożony drink.

PS A co do autorki, Dziecko śniegu to jej debiutancka powieść, a sama ona wychowała się na Alasce. Matka dała jej imię po jednej z bohaterek powieści Władca pierścieni J.R.R. Tolkiena.





16 komentarzy:

  1. To byłaby miła odmiana przy tych upałach. Poza tym bardzo lubię takie baśniowe, a jednak podszyte mrokiem historie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znasz jeszcze jakieś takie książki, to podziel się tytułami ;)

      Usuń
  2. Baśń w otulinie ze śnieżnego puchu. To może być niezła odmiana! Czytam "Lancasterowie i Yorkowie. Wojna Dwóch Róż" Alison Weir - wciągające, również niczym baśń... ale tam nie ma nic o porach roku. Upały uwielbiam, zimy nie lubię, jednak w baśni to zupełnie coś innego! Jeśli masz wyobraźnię, baśniowa zima pełna śniegu nie musi być wcale mroźna.
    Pięknie zaczęty tekst recenzji, jednak cóż mnie zawiodło? Otóż czekam cały czas na recenzje o pięknych książkach rodem z Rosji, po które chętnie bym sięgnęła, gdyby były dostępne i to w rozsądnej cenie. Chciałabym przeczytać ciekawą książkę w oryginale, jednak poproszę o polecenie mi jakiejś. Może być baśń :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może ciut inaczej, może po polsku, ale bardzo rosyjsko i baśniowo - czytałaś "Nieśmiertelnego"?

      Usuń
  3. U nas z upałem walczymy w tradycyjny sposób: lody i wentylator ;) Ale w sumie siła wyobraźni może być równie duża, więc może i taka mroźna książka byłaby ukojeniem dla duszy i ciała. Za każdym razem gdy czytam opis tej książki lub recenzję, staje mi przed oczami reklama opublikowana na jedne z poprzednich świąt Bożego Narodzenia - zawsze na niej płaczę. I w sumie dlatego książka znajduje się wysoko na liście do przeczytania na już :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez lodów ani rusz. Jeszcze pomaga zimne piw... ekhem, soczek!
      Ja dłuuugo tę książkę odkładałam, choć od razu wiedziałam, że jest dla mnie. Cudna...

      Usuń
  4. Wczoraj przeczytałam ostatnie kartki książki. Jest naprawdę wspaniała, historia niecodzienna, piękna, wzruszająca, a magia przeplata się z rzeczywistością. I prawdą jest, że przy niej jest o wiele chłodniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaak! Nie dość, że niesamowicie wciąga, to i chłodzi :)

      Usuń
  5. strasznie bym chciala przeczytac!

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzę o tej książce od dawna! Z twoich słów wynika, że jest mądra i cudownie baśniowa i właśnie takiej lektury mi trzeba :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna książka, bardzo baśniowa. Uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytamy te same książki?! Dziwne.

    OdpowiedzUsuń