sobota, 15 sierpnia 2015

Dokawnik: Poranki



Poranki - to taki czas, kiedy można cichutko wykraść kilka godzin u rzeczywistości. Kiedy boso, jeszcze w piżamie można uciec z łóżka i wypić kawę razem ze słonecznym światłem. I nikt, absolutnie nikt na świecie, nie będzie wiedział, że już nie śpicie. Nie przyznacie się do tego. To będzie tylko i wyłącznie wasza chwila.

Choć jestem życiową zaspaną sową, lubię czasem obudzić się przed budzikiem i złapać za ogon słońce. Moje mieszkanie oknami patrzy w stronę dalekiego Petersburga, czyli na północny-wschód. A zatem słońce bywa w nim jedynie w godzinach wczesno-porannych i by je uchwycić, należy nie być śpiochem.

Uwielbiam te chwile, kiedy cały świat śpi jak rozwalony, leniwy kot, a ja wymykam się z łóżka, zostawiam na poduszce niedooglądane sny, cichutko przekradam się obok śpiącego Szarego Wilka i budzę w kuchni kawę. Ciągnę wtedy senny tygielek za uszko, niechętnie pozwala mi się wyjąć z szafki, cicho szepcę do kawy w puszce, że pora wstawać. A potem tylko obserwuję jak moje mieszkanie powoli przeciąga się ścianami, wygina grzbiet sufitu, ziewa półkami pełnymi książek. Zapach kawy sennie ociera się o każdy kąt i zwija w kłębek w mojej filiżance.

Przysiadam wtedy przy oknie i piję kawę wraz z pierwszymi promieniami słońca. To ten moment, kiedy świat jest jeszcze nagrzany snami i lekko chłodny od nocy, to moment, kiedy cisza się śmieje. To chwila, gdy czas zatrzymuje się, by zobaczyć wschód.

A gdy słońce ma już za sobą pierwsze, jeszcze zimnawe promienie, świat powolutku się budzi. Wtedy robię sobie drugą, już bardziej żwawą kawę, otwieram dziennik, sprawdzam, czy wszystkie pióra się obudziły. Wtedy do kuchni ziewając i przeciągając się przychodzi Szary Wilk, by dospać resztę poranka z pyskiem na moich kolanach. Czas powoli rusza dalej, nieuchronnie przyciągając rzeczywistość. I tak zaczyna się dzień.

A Wasze poranki? Jak wyglądają? Lubicie wschody słońca?

#dokawnik


9 komentarzy:

  1. Uwielbiam tylko letnie poranki, przepełnione zapachem rosą zwilżonej trawy, paletą barw budzącego się słońca i ciszą rozdzieraną klangorem żurawi.
    Moje psy wstają wraz ze mną, witają się bardzo wylewnie, liżą po łydkach, przytulają się i domagają pieszczot. Czekają aż wypuszczę je na dwór. Są pełne radości i uśmiechu w oczach i pyskach.
    Kocica przeciąga się leniwie i cichutko mruczy na powitanie, jakby chciała mi coś ważnego powiedzieć. Biorę ją na ręce i wpuszczam do kuchni, gdzie w oknie obserwuje świat z wysoka.
    Strzepuję resztki snu z powiek przygotowując całej trójce śniadanie. To moje ulubione zajęcie. Kocica ociera się miękkim futerkiem o moje nogi, mrucząc już bez ustanku, z taką ufnością biegnie przede mną do miejsca, gdzie stawiam jej miseczkę i zatapia pyszczek w jedzeniu. Psice niecierpliwie oblizują się i zjadają z takim apetytem, jakby w życiu nic lepszego nie jadły.

    Zimą, kiedy budzę się tuż przed budzikiem jest głęboka noc a do poranka jeszcze kilka ciemnych i zimnych godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, brakuje mi poranków na świeżym powietrzu, poza miastem. Kiedyś miałam takie na co dzień. Czułam rosę pod stopami, szum lasu, słońce odbijające się w zieleni. Choć nie ukrywam, poranki w mieście też mają swoją magię.

      Usuń
  2. Kiedyś również byłam zagorzałą sową- w moim mniemaniu nawet nieuleczalną. Wiele się zmieniło, odkąd zaczęłam chodzić do pracy- choć długo strasznie ciężko mi się do niej wstawało :P Tak naprawdę to w te wakacje zaczęłam być takim solidnym rannym ptaszkiem, bo ze względu na porę snu, wciąż budzę się wcześnie. Np. wczoraj poszłam spać o prawie drugiej w nocy, a dziś obudziłam się..o 6 :P
    Co do poranków- to chyba dlatego aż tak ciężko mi się nie wstaje. Są ciche, szumiące wiatrem i pachnące kawą ;-) Nie słychać wrzasku dzieci, odgłosów samochodów- tylko szum drzew pod moim balkonem. Dla takich cudnych chwil warto się zrywać z łóżka o 6 (czasem 7) rano :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to? Czyli tak po prostu można zmienić się w skowronka? Jest dla mnie nadzieja? :)))

      Usuń
  3. Kiedyś uwielbiałam wstawać rano, delektować się czasem i czytać, bo dzięki porannemu wstawaniu te kilka godzin udało mi się zaoszczędzić. Dzisiaj jestem bardziej zmęczona, ale od kilku miesięcy noszę się z zamiarem wstawania właśnie dla książek, dla zapachu porannej herbaty (nie mogę pić rano kawy :( i widoku za oknem, kiedy jest tak cicho i mgliście :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczytałam, że wystarczy przez trzy tygodnie wstawać codziennie o tej samej porze i to wejdzie w krew... Jeszcze nie zdecydowałam się spróbować :P

      Usuń
  4. Magiczna pora:)Najmilej wspominam te bieszczadzkie:). Lekko mgliste, pachnące ziołami.Z kubkiem blaszakiem, pełnym gorącej kawy obserwowałam jak świat się budzi.Lubię też te jesienne, szczególnie w lesie.

    OdpowiedzUsuń