sobota, 11 lipca 2015

Wyznania: Dlaczego warto pokochać teatr


Dlaczego? Bo to nie film, gdzie każdy ruch jest wyrzeźbiony jak diamencik, to żywa sztuka na wyciągnięcie ręki. To namacalne źródło energii prosto przed nami. Tu i teraz. Nigdy nie będzie identyczne. Nie do powtórzenia dwa razy. 

Teatr jest w moim życiu od dziecka. Do oglądania telewizji rodzice musieli mnie przyuczać, natomiast do teatru zawsze szłam chętnie. Był czas, gdy co weekend mama zabierała mnie na jakiś dziecięcy spektakl.

Tak było w Petersburgu ponad dwadzieścia lat temu. W Olsztynie… jest inaczej. Teatr im. Stefana Jaracza i Teatr Lalek. Tyle. Nie ma tu oper, teatrów dramatycznych, teatrów dziecięcych. Długo tęskniłam za tym, co zostawiłam za wschodnią granicą, aż w końcu przełamałam się i poszłam na Mistrza i Małgorzatę do Jaracza. Nie będę ukrywać, poszłam na ten spektakl z kpiącym uśmieszkiem na ustach, bo niby czym zaskoczą mnie polscy aktorzy przy moim Bułhakowie?

Cały spektakl obejrzałam z otwartą ze zdumienia i zachwytu buzią. To było tak doskonałe, tak bardzo moje, rosyjskie, wyczute każdym skraweczkiem duszy reżysera i aktorów. Tam, na jednym z foteli w olsztyńskim teatrze poczułam zapach Petersburga.

Od tamtego spektaklu zaczęłam być stałą fanką teatru. RewizorPan Mautz, Klaun te wszystkie spektakle są głęboko w moim sercu. Jednak dopiero niedawno piątka młodych aktorów sprawiła, że pokochałam teatr jeszcze mocniej.

Właściwie… to wtedy jeszcze nie byli aktorami. Dopiero się uczyli w studium aktorskim. A ich spektakle, były tak naprawdę ich egzaminami. Gdy oglądałam Zabawy z ogniem niemal czułam, jak ta grupka młodych ludzi raz po raz zapala zapałki prosto o moją duszę. Byli doskonali, a to, co robili, porównałabym do operacji na otwartym sercu widza.

Teraz to już aktorzy. Niedawno odebrali dyplomy. Ich ostatnim spektaklem dyplomowym był „Nie dorosłem, czyli piosenki taty Kazika”. Tańczyli, śpiewali, wirowali na scenie… Gdy ich oglądałam, żałowałam, że nie mogę pokazać tego spektaklu moim znajomym rozsianym po całej Polsce. Ale chyba złapałam z aktorami połączenie telepatyczne, bo teraz ten pięcioosobowy zespół przykłada wszelkich sił, by z tym właśnie spektaklem zwiedzić Polskę. Każdego proszą o choć minimalne wsparcie. Jak nie o 10 zł, to choćby o udostępnienie linku. I każdemu dziękują szerokim uśmiechem i masą energii.

Link do projektu - wpieram.to.

I wiecie co? Warto ich wspierać. Bo im zależy, bardzo. Chcą tworzyć sztukę, pokazywać ją ludziom, chcą dzielić się sobą. A to już niestety rzadkość we współczesnym świecie. Nie chcę, by na tę dziką kule teatralnej energii wylano kubeł zimnej wody. Właśnie dlatego napisałam ten wpis, bo chcę prosić Was, moi czytelnicy, o pomoc. Zobaczcie nagranie, spójrzcie na te roześmiane twarze… Jeżeli nie finansowo, to wesprzyjcie ich choćby udostępniając link projektu na facebooku, a może za jakiś czas pojawią się właśnie w waszym mieście i później wspólnie będziemy się zachwycać tym spektaklem.

To nie post z lokowaniem produktu. To cichy apel o wsparcie kultury – tej młodej, dzikiej, pełnej nieposkromionej chęci. Kultury w postaci pięciu rozśpiewanych i roztańczonych aktorów. Kto jak nie my im pomożemy?


5 komentarzy:

  1. Ja znowu nie lubiłam teatru. Może ta "Dżuma" sprawiła, że uznałam, że to niejadalne? W każdym razie w liceum unikałam już wszystkich klasowych wyjść. Pierwszy zachwyt pojawił się na studiach (jeszcze w Krakowie), gdy w moje urodziny poszliśmy obowiązkowo z rokiem na "Król umiera" (jak ja narzekałam, że mi tym teatrem urodziny psują!) i się zachwyciłam. To chyba dzięki mojej ukochanej Segdzie na scenie... Aktorstwo całe życie było moim marzeniem, ale nigdy teatr. Dopóki nie wylądowałam tutaj w teatrze i się w nim zakochałam. Bywają dobre i złe spektakle. Jedne zachwycają i rozrywają duszę na kawałki, inne są zwyczajnie po macoszemu potraktowane (gdy zna się to z perspektywy aktora, o wiele trudniej się czasem zachwycić), ale teatr ma magię tej niepowtarzalnej chwili :).

    Parę dni temu widziałam "Fausta", część pierwszą, granego tylko przez dwóch mężczyzn. Nie było to wybitne przedstawienie, ale na swój sposób genialne. Wyobrażasz sobie "Fausta" z dwoma osobami na scenie? Które w dodatku co dwie minuty się przebierają i jednocześnie są operatorami światła i dźwięku? Ja sobie nie wyobrażałam. To... magia. Po prostu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, przecież Ty grasz... Czytałam o tym u Ciebie i marzyło mi się zobaczyć Cię na scenie. Ciekawe, czy kiedyś mi się uda.

      Faust i tylko dwóch aktorów? To pachnie geniuszem ocierającym się o niewypał ;)

      Usuń
    2. Myślę, że to się raczej nie zdarzy, bo zakończyłam moją przygodę z teatrem. Jeśli jednak znowu miałabym stanąć na jego deskach (o czym marzę), na pewno wspomnę o tym na blogu czy gdzieś :).

      Musieli spłycić tę historię i okroić, ale cóż - genialne poniekąd (ale tylko poniekąd) to było, niewypałem nie było i pracują nad kolejną częścią :). Wciąż jestem pod wrażeniem tego przedstawienia.

      Usuń
  2. Dla mnie teatr to niestety swego rodzaju luksus. Mieszkam w małym miasteczku, z którego kawałek jest do teatru. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między innymi właśnie dlatego marzy nam się wyruszyć z naszym spektaklem dyplomowym w Polskę. :-) Chcemy być wszędzie tam, gdzie tylko Nam się uda i gdzie znajdzie się widownia spragniona widowisk scenicznych. Nie boimy się małych miasteczek czy scen pod gołym niebem, wszak teatr powinien być wszędzie! :-) W razie czego zachęcam do kontaktu z Nami, aby zaproponować miejsce: niedorosli@gmail.com
      Postaramy się przyjechać! :-) Pozdrawiamy.

      Usuń