środa, 17 czerwca 2015

Wyznania: Puste mieszkanie


Od dwóch dni opiekuję się pełnozlewowym mieszkaniem Uli. Dbam o dwa koty i kwiaty balkonowe. Pełnego zlewu nie ruszam…

Wiecie, mieszkanie bez właścicieli jest jak kot. Kiedy domownicy są w domu, kocisko dumnie ogląda gości, prycha i z daleka prezentuje swoje piękne futerko wraz z ostrzegawczo podrygującym ogonem. Podziwiaj ale nie dotykaj – mówi.

Ale kiedy wszyscy wyjeżdżają… Mieszkanie cicho łasi się do moich stóp podłogą. Jego ściany miękko ocierają się o moją spódnicę. Opuszczone półki pełne książek wyginają grzbiety prosząc o pogłaskanie. Nie słyszę tu szeptów, które czasami mnie straszą, podłoga nie skrzypi, drzwi nie otwierają się same. To mieszkanie łagodnieje, gdy zostaje ze mną sam na sam. Nie droczy się ze mną, nie robi mi psikusów, nie straszy. Teraz jestem tylko ja i ono. I póki Uli nie ma, wspieramy się nawzajem, potajemnie za nią tęskniąc.

To mieszkanie jest dla mnie bardzo szczególne, bo jest drugim miejscem na całym świecie, gdzie czuję się bezpiecznie, gdzie zawsze mogę przyjść, dostać herbatę, schować się w miękkim fotelu i odetchnąć z ulgą. To właśnie tu mieszkają najpiękniejsze czary na świecie.  Tutaj w Sylwestra można spalić marzenie, które po dwóch sekundach się spełnia. To właśnie w tym mieszkaniu zlew i lodówka nigdy nie są puste. To tu nikt nigdy nie będzie głodny. Pod łóżkiem we wspólnej komitywie mieszkają domowinki i kłobuki. A za szafą siedzi Ono. Tylko w tym mieszkaniu można potknąć się o własne myśli i znaleźć króliczą norę. Tu mieszkają notesy z całego świata, kawowe ślady po kubkach, pozaginane rogi, cienie zeszłorocznych kwiatów i to, co można zobaczyć tylko kątem oka.

Tylko kiedy nie ma tu Uli, mieszkaniu wolno opadają kąciki ust. Okruszki ciszy osypują się na kocie grzbiety – Czarny stale się otrzepuje, a Biała po prostu zasypia otulona tym puchem. Lodówka pełna jedzenia wcale nie kusi tak, jak wtedy, gdy Ula zabrania mi z niej podjadać. Nawet fotele wydają się cichutko pochlipywać.

Nasypuję jedzenie do kociej miski, podlewam kwiaty i przez chwilę siedzimy wraz z Czarnym i Białą w tej ciszy. Biała na moich kolanach, Czarny przy prawej łydce, lekko dotykając mnie łapką, ale oficjalnie udając, że wcale nie potrzebuje mojego wsparcia podczas tęsknoty za Ulą. I tak sobie siedzimy i czekamy.

Bo są miejsca, które swoim ciepłem mogą otulić każdego. Ale są też ludzie, którzy potrafią każde miejsce napełnić swoim ciepłem. 


*Ten wazeliniarski wpis powstał tylko i wyłącznie dla jedzenia. Uwaga! Występuje lokowanie produktu - tak zwanej słynnej lodówki Uli.

9 komentarzy:

  1. czemu ? pytam się czemu ?! ja nie wiem co to jest "słynna lodówka Uli" ?

    Też chce mieć kiedyś takie mieszkanie, które żyje ze mną i jednocześnie jest mną ;) żeby ludzie,których znam i zaproszę uwielbiali u mnie przebywać, łasili się do mojego kąta na świecie ;D
    A póki co zazdroszczę i sama robię co mogę aby przerabiać pokoje i mieszkania studencko/począkowo pracowe (czyli wynajmowane) aby były moje, jednocześnie po wyprowadzce przestawały być moje, bo po co mam tam siebie zostawiać :)
    Z min ludzi, którzy widzą przed i po sądzę, że jestem w tym całkiem niezła ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz, bo w Olsztynie jeszcze nie byłaś :P Jak przyjedziesz, dowiesz się. Choć Ula jeszcze o tym nie wie... :P

      Usuń
  2. Strasznie dużo rzeczy nie wie/omija ją i to z nią związanych :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w końcu tu zajrzy, przeczyta i wtedy... wtedy ja będę musiała uciekać :P

      Usuń
    2. np. w Bieszczady ;) czyli w polski koniec świata ;) bo jeśli ktoś ma zniknąć jedzie właśnie tutaj ;) nawet w serialach się tak dzieje :P

      Usuń
    3. Dobra. Przekonałaś mnie! Jadę! <3

      Usuń
  3. Skoro w mieszkaniu są koty, to nie można powiedzieć, że jest ono puste :) Muszą być bardzo grzecznymi zwierzakami, skoro właścicielka zostawia je same i nie boi się o stan swoich mebli. Mieszkanie bez człowieka jest martwe.

    OdpowiedzUsuń