poniedziałek, 15 czerwca 2015

Recenzja: Złoty kompas – Philip Pullman


To dziecięca książka dla dorosłych. Napisana niczym wielowarstwowy tort, może być czytana jak przez najmłodszych, tak i przez nastolatków. Jednak według mnie głównym jej celem są dorośli czytelnicy. Do lektury skusiło mnie poruszenie, jakie wywołała ta książka w katolickim świecie. I choć w Polsce było o niej cicho, w innych państwach została określona jako okropne ateistyczne i antyklerykalne dzieło.

Niestety po raz kolejny społeczna opinia zadziałała jak głuchy telefon. Złoty kompas wcale aż tak mocno nie zaciska zębów na gardle kościoła. Choć fakt, nie jest to do końca książka dla dzieci – wiele jest w niej przemocy i metafor realnego świata. I waśnie te metafory powinny dawać do myślenia…

Książka ta może być przepisana do literatury dziecięcej przede wszystkim z powodu wieku głównej bohaterki. Otóż Lira ma 11 lat. Jest sierotą i… nie, nie, to nie Harry Potter w spódnicy. Choć więcej dodawać nie muszę. 11 lat. Sierota. Dobra podstawa do każdej książki. Ach, dodajmy, że Lira ma niezły charakterek i wszędzie jej pełno. Ale nie o Lirze chcę rozmawiać, a chciałabym opowiedzieć Wam o jej duszy…

Otóż dusze ludzi w tym świecie żyją poza ciałem człowieka i są nazywane dajmonami. To przeróżne zwierzątka, które w czasie dzieciństwa zmieniają swoje wizerunki od płazów, poprzez ssaki, aż do ptaków, ale gdy człowiek dorośleje, przybierają już swoją stałą postać – swoiste odzwierciedlenie wnętrza danej osoby. I, co ważne, są ze swoim człowiekiem nierozłączne, słyszą własne myśli i nie mogą oddalić się na odległość większą niż kilka metrów. Ciekawe koncepcja, prawda?

Wiele można znaleźć w tej książce – całą masę doskonałych pomysłów. Są tu i pancerne niedźwiedzie, i paralelne światy, i metaforyczna bajka o Królowej Śniegu, i steampunk… Cyganie, statki, porwania, tajemnica. Wszystko! Brakuje tylko jednej maleńkiej rzeczy – iskierki życia.

Książka jest genialna, ale jakoś tak… nie czułam jej. Stałam obok i z zachwytem obserwowałam genialny świat Pullmana, ale nie poczułam go tak, jak czułam chropowate drzwi szafy prowadzącej do Narnii, albo zapach ciemności pewnej komórki pod schodami. Tak jakby Pullman napisał tę książkę tylko umysłem, zapominając o maczaniu pióra we własnym sercu. A to przecież w pisarskim fachu bardzo ważna czynność. 

9 komentarzy:

  1. A ja uwielbiam - i czuję tę iskierkę życia (choć najwięcej pamiętam z ostatniej części trylogii i to nie z głównego, ale pobocznych wątków - matko, jakie tam piękne alternatywne światy były!). A w okolicach premiery filmu można było sobie na jego oficjalnej stronie zrobić test na daimona.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mówisz, że czytać dalej trylogię, taaaak? ;)

      TEST DAJMONA?! Chcę... Ależ bym sobie zrobiła taki. Szkoda, że już nie ma :(

      Usuń
  2. Mimo wszystko jestem skłonna dać szansę książce i ją przeczytać, zaciekawiła mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, szanse oczywiście warto dać. Choćby dla samego pomysłu z duszą poza ciałem.
      Absolutnie nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. A że jej nie poczułam... no cóż, zdarza sie :)

      Usuń
  3. KOniecznie będę musiała sięgnąć, bardzo ziantrygowała mnie ta powieść. Mówisz, że autor zapomniał umieścić w książce cząstkę siebie - a może jednak mi uda się wciągnąc i wychwycić jakieś emocje... Byłoby super, uznam to za wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Ci się udało :) "Złoty..." to dopiero pierwsza część trylogii, może z następnymi częściami pójdzie mi lepiej ;)

      Usuń
  4. Czytałam dwie pierwsze części i bardzo mi się podobały! Nie mogłam się od niej oderwać, a pomysł z dajmonami fenomenalny ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo czyli jednak zabiorę się za następną część :)

      Usuń
  5. Przeczytałam wszystkie 3 części w niecały tydzień i byłam zauroczona. Polecam!!! Przeczytaj do końca wtedy zrozumiesz dlaczego jest to kontrowersyjna lektura.

    OdpowiedzUsuń