wtorek, 9 czerwca 2015

Recenzja: Gwiazd naszych wina – John Green


Rak. To krótkie słówko ma olbrzymią miażdżącą moc. Przygniata do ziemi i nie pozwala oddychać. Właśnie dlatego tak długo nie sięgałam po Gwiazd naszych wina. Jakież było moje zaskoczenie, gdy już po kilku pierwszych stronach odkryłam, że bohaterowie tej ksiązki podchodzą do swojego raka spokojnie, bez histerii i nawet z poczuciem humoru. Poznajcie Hazel Grace Lancaster. Hazel, przestaw się, proszę.

– Jestem Hazel. Mam szesnaście lat. Guz tarczycy z przerzutami do płuc. Czuję się dobrze.

Tak właśnie definiują siebie te dzieciaki. Imię, wiek, diagnoza. Wiedzą, że umrą, wiedzą, że to rozbije serca ich rodzin, ale nie mają na to rady. Są dzielne, odważne i spokojne. Nie znoszą, gdy ludzie nie wiedzą, co powiedzieć w ich obecności. Zdają sobie sprawę, że ich powolne umieranie krępuje zdrowych, ale nie koniecznie chcą trzymać się w kręgu takich jak one. Hazel ma kolegę. Augustus, przedstawisz się?

– Nazywam się Augustus Waters. Mam siedemnaście lat. Półtora roku temu zawarłem przelotną znajomość z kostniakomięsakiem.

Przelotną. A to oznacza, że Augustus już jest zdrowy. Co prawda kostniakomięsak pożarł mu nogę, ale na szczęście zaspokoił się tylko nią, nie miał chrapki na całego Augustusa. I choć chłopak jest zdrowy, przestawia się tak samo. Imię, wiek, diagnoza. Raz definiuje tego, kto choć raz miał z nim styczność. Chociaż… czy tak jest, Augustusie?

- To jak brzmi twoja historia?
- Już ci ją opowiedziałam. Zdiagnozowano u mnie...
- Nie, nie historia choroby. T w o j a historia. Zainteresowania, koniki, pasje, dziwne fetysze i tak dalej.
- Hm.
- Nie mów mi, że należysz do tych ludzi, którzy stają się własną chorobą. Znam wielu takich. To przygnębiające.
- Nie jestem zbyt niezwykła.
- To założenie odrzucam od razu. Pomyśl o czymś, co lubisz. Co pierwsze przychodzi ci do głowy?
- Hm. Czytanie?
- A co czytasz?
- Wszystko. Od obrzydliwych romansideł przez pretensjonalne powieści po wiersze. Cokolwiek.
- A sama piszesz poezję?
- Nie.
- No proszę! Hazel Grace, jesteś jedyną nastolatką w Ameryce, która woli czytać wiersze niż je pisać.

O tak, Hazel uwielbia czytać. I ma jedną szczególną książkę, którą przeczytała setki razy. To „Cios udręki” i dla Hazel jest książką doskonałą… Prawie doskonałą. Ma jedną znaczącą wadę – urywa się i pozostawia czytelnika bez zakończenia. A autor tej książki, choć wciąż żyje, milczy jak zaklęty i nie odpowiada na listy Hazel.

- Moją ulubioną książką jest chyba „Cios udręki”.
- Występują w niej zombie?
- Nie.
- A szturmowcy?
Pokręciłam głową.
- To nie tego rodzaju literatura.
Uśmiechnął się.
- Przeczytam to potworne dzieło o nudnym tytule, w którym nie występują szturmowcy.

Tak, Gwiazd naszych wina to książka o raku. Tak, to książka dla młodzieży. I tak, powinien po nią sięgnąć każdy, nie zależnie od tego, w jakim jest wieku. To dobra i mądra historia o nastolatkach, które wiedzą, że są genetycznym błędem ludzkości, wiedzą, że to nie ich wina, że są chore, wiedzą, że sprawiają bliskim ból. A przy tym każdego dnia odważnie zdobywają swój osobisty Mont Everest. Każdego dnia idą dalej i… nie przejmują się tym, że są śmiertelnie chore. A raczej próbują się nie przejmować.

- Sen pomaga w walce z rakiem.
- W takim razie jestem maszyną do zwalczania raka.

________________________________________________________________________ 

Wszystkie cytaty pochodzą z ksiązki Gwiazd naszych wina autorstwa Johna Greena

15 komentarzy:

  1. Czytałam, książka interesująca, wzruszyło mnie kilka momentów, ale jakoś szczególnie się nią nie zachwycałam jak większość blogerek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba zdobyła właśnie tym, że ja po niej niczego się nie spodziewałam, tylko takiego kubełka wzruszeń. A książka okazała się całkiem niegłupia.

      Usuń
  2. O cholera !

    To co napiszę może zabrzmieć strasznie, nie chcę być też zrozumiana opacznie i pewnie nie do końca napiszę to tak jak bym chciała ... ALE

    Na takie zachowania mogą sobie pozwolić jedynie osoby dotknięte rakiem, im każde zachowanie "przystoi' ... Ale rak jest chorobą rodzinną.
    To osoby najbliższe będą patrzeć jak ich bliski "spada", jak słabnie, jak go boli, wszystko i będą się nim opiekować. Będą też widzieć, jaki on jest dzielny, silny i mimo wszystko uśmiechnięty, a oni nie potrafią. Nie umieją pogodzić się z tym, że już niedługo tego kogoś nie będzie i nie wiedzą nawet ile im życia bez tej osoby zostało. Zostają tylko z jego rzeczami...

    I nie chodzi mi o to, że lepiej jest być chorym na raka niż być z chorym na raka, bo mimo wszystko życie, to życie, tylko, o to, że ja osobiście, wydaje mi się (bo nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem). Ale z małych i większych chorób wiem, że wolę być ja chora, bo mogę się wtedy z tego śmiać i właśnie być dzielna, niż jak ktoś inny jest a ja nie wiem jak się tym kimś zająć, żeby mu pomóc, żeby mu lżej było, żeby znaleźć lekarstwo, które pomoże.

    A jeśli się jeszcze zdarzy, że taka osoba chora jest, hmm nieznośna i nas zdenerwuje ? Bo przecież ludzie są ludźmi, są zmęczeni, rozdrażnieni to i każdy może złościć (choć więcej się wybacza to i tak dochodzi do momentu kulminacyjnego) ... myślę, że wtedy niesamowicie ciężko jest się z tą swoją złością pogodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, zanim się odniosę do tego, co napisałaś... "Na takie zachowania..." - czyli na jakie?

      Usuń
    2. książki nie czytałam, więc do końca nie wiem jak to w niej wygląda, ale ogólnie, tak z życia to chodzi mi o taką dzielność pomimo choroby, takie wykorzystywanie tego co zostało na tyle ile tylko choroba pozwala, na cieszenie się tym co zostało.

      Boję się, że pomimo tego, że starałam się to najlepiej wytłumaczyć, to i tak zostanę nie dokończa poprawnie zrozumiana, (temat rzeka i dużo meandrów posiada) dlatego podkreślam:

      Rak, to straszna choroba, posiadanie świadomości, że powoli się zanika, jest nie do wyobrażenia dla mnie przerażające, a mimo wszystko nie poddanie się i hmm chęć życia są dla mnie czynem bohaterskim. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na osoby asystujące przy osobie chorej. Że oni żyją dłużej i zostają ...
      Oczywiście wszystko zależy od tego kim dla Ciebie jest dana osoba i Ty dla niej ...

      Usuń
    3. Widzisz, w książce te dzieciaki zdawały sobie sprawę absolutnie ze wszystkiego. To była taka dzielność na swój sposób. Nie taka wnerwiająca, jaką prezentują niektórzy. Trudno mi to wytłumaczyć, po prostu najchętniej poleciłabym Ci liźniecie książki. Właściwie od samego początku, po kilku akapitach byś zrozumiała, co mnie tak zachwyciło w tym podejściu dzieciaków do ich choroby.
      Na Audiotece można darmowy rozdział audiobooka ściągnąć. Słuchasz audiobooki?

      Usuń
    4. Hmm skoro mi polecasz, to spróbuje, bo nie ukrywam taka kiczowata z okładki, tytułu a z tematyki mało zachęcająca, ale skoro tak ;).

      Nie słucham, bo audiobooki zupełnie nie są dla mnie, bo pozwalają mieć wolne oczy, a ja niezwykle lubię obserwować i może przez 3 minuty byłabym skupiona na książce :P

      Usuń
    5. Mnie w tej książce odrzucało absolutnie wszystko... od okładki zaczynając. Ale nie wiem jakim cudem, sięgnęłam po nią. I absolutnie nie żałuję.

      Ja audiobooki najbardziej lubię słuchać w podróży. A szczególnie, kiedy jadę późno i za oknem jest już ciemno, więc nic mnie nie rozprasza ;)

      Usuń
    6. hmm, nie wiem może kiedyś spróbuje, ale ogólnie wydaje mi się, że ja po prostu muszę mieć zajęte oczy :P

      Nie wiem jak jest w autobusach ale jak jadę pociągiem, to też jest wiele do obserwowania np. ciekawych ludzi się spotyka ;) raz nawet jakiegoś buddyjskiego mnicha czy innego takiego typu człowieka ;D innym razem pewną niezwykle pozytywną starszą panią (o niej chyba Ci opowiadałam) raz jechałam z koneserem tanich win, który opowiedział mi historię życia i że ma wspaniałą córkę, pomimo tego jaki on jest, innym razem nauczycielką .... ;P Pociągi są pełne ciekawych ludzi :D jak tu choćby nie podsłuchać ;P

      Usuń
    7. Jak jadę pociągiem, to czytam papier. Audiobooki dają mi wytchnienie tylko w autobusach, bo niestety tam nie dam rady czytać, a podróż nierzadko się dłuży...

      O starszej pani opowiadałaś, ale o buddyjskim mnichu nie... Czaaaaad!

      Usuń
    8. Rak to nie jest choroba rodzina jak się nie znasz to nie wygłaszaj opinii na ten temat.

      Usuń
  3. Najpierw odrzuciła mnie okładka, potem popularność, w końcu tematyka, wiem że takie książki są zwykle traktowane z góry, płytko, albo są tak wzruszające, że aż za. Twoja opinia też mnie specjalnie nie zachęca, ale też nie odrzuca. Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak do tej książki podchodziłam. I w sumie musi przyjść taki moment, kiedy zachce się taką literaturę przeczytać. Bo jak odrzuca, to lepiej nie sięgać, to nie ten moment.

      Usuń
  4. Aż nabrałam ochoty, żeby jeszcze raz sięgnąć po tę książkę. I może właśnie tak zrobię, kiedy już nieco nadrobię zaległe lektury. ;)
    Jednym z momentów (nie licząc tak wielu słodko-gorzkich, często wzruszających sytuacji), które najbardziej zapadły mi w pamięć była rozmowa o stereotypowym postrzeganiu jajecznicy. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Jajecznica wymiatała :) Ale też papieros w ustach bardzo mi sie podobał.

      Usuń