piątek, 12 czerwca 2015

Wady i zalety czytnika książek


Marzę o czytniku książek i jestem z tego dumna! Powiedziałam to! Na głos. A teraz powinnam schować się przed gradem zgniłych pomidorów rzucanych przez fanatyków książki papierowej i nałogowych ćpunów zapachu farby drukarskiej. Ale tak, marzę o czytniku. Co więcej, mam już nawet wybrany konkretny model mojego marzenia – Kindle Paperwhite. Nieważne, który model. Aż tak głęboko się nie znam.


Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam książkę papierową i nie mam zamiaru się z nią rozstać. Moje regały stale mają zamiar się zapełniać, a stosy przy łóżku, na parapetach i lodówce – rosnąć. Jednak są chwile, gdy wzdycham do Kindla i układam dla niego pieśni pochwalne.

Marzę o czytniku już kilka dobrych lat, a zatem temat zdążyłam dogłębnie przemyśleć i wyłonić moje osobiste wady i zalety tego urządzenia.

Zalety

I Prędkość czytania – Kindle (a może i inne czytniki, tego nie wiem) oblicza moją prędkość czytania i informuje mnie, ile czasu potrzebuję, by skończyć daną książkę. Ta zaleta skradła moje serce.

II Mniejsza waga – bo jak leżę na plecach i trzymam w rękach nad sobą książkę, to wolę, by spadł na mnie czytnik, niż tysiącstronicowa książka w twardej oprawie.

III Leniwość – nie, nie muszę wstawać z łóżka, by sięgnąć po kolejną książkę.

IV Słownik – wgrany w czytnik może nam przetłumaczyć dane słowo w sekundę. Jeżeli kiedykolwiek w końcu zacznę czytać książki po angielsku, to tylko z czytnikiem.

V Cytaty – nie muszę ich przepisywać. Wystarczy, że pozaznaczam te, które mi się podobają, a potem wygeneruję plik txt.

Zaletus oklepanus: nie trzeba targać ze sobą masy kilogramów w podróży, a wystarczy zabrać czytnik, w którym zmieści się mini biblioteka narodowa. Ekologia się uraduje, bo dla czytnika żadne drzewo nie podkłada swojego pnia pod topór. Podobno nie męczą się oczy…

Wady

I Wanna - nie poczytasz z czytnika w wannie. No chyba że lubisz dreszczyk emocji…

II Pies – bo jak mi pies zeżre jedną książkę, to popłaczę, pofocham się na niego i przeżyję. Ale jak mi zeżre czytnik, to… to tak jakby naraz zeżarł całą biblioteczkę.

III Nie będzie kolorowo – kocham zakładki indeksujące, uwielbiam obkolorowywać nimi książki. Z czytnikiem tak nie zrobię.

IV Zapach – czytnik pachnie milczeniem i brakiem farby drukarskiej

Ex Libris – ale że jak to nie postawię na mojej nowej książce mojego exlibriska?

Wadus oklepanus: nie czuje się książki, nie widzi się jej na swojej półce, nie da się jej przytulić, nie szeleszczą strony, nie postawisz kubka z kawą na czytniku, nie pozaginasz rogów.

Nie umiałabym zdecydować jednoznacznie – książka papierowa czy czytnik. Każde ma swoje wady i swoje zalety. I dzięki temu uzupełniają się. Lubię gubić książki w mieszkaniu, lubię je później znajdować. Lubię, kiedy są wszędzie: w sypialni, pod łóżkiem, w łazience, w lodówce. Ale lubię też w podróży mieć wybór, co przeczytać – bo gdy jedziemy w nowe dla nas miejsce, ciężko przewidzieć, na jaką książkę będziemy mieli ochotę, a przecież nie weźmiemy ze sobą olbrzymiego książkowego stosu. Dlatego nie ma co się licytować, co jest lepsze. Po prostu trzeba kochać papier, póki jeszcze jest, a przy tym nie zamykać się na nowe technologie. 

49 komentarzy:

  1. Ja mam Paperwhite'a i jestem ogromnie zadowolona;) A zakładki indeksujące? Można podkreślać ulubione cytaty/fragmenty i później do nich wrócić. Ja zazwyczaj zaznaczam co mi wpadnie w oko i czasem - jeśli jest tego bardzo, bardzo dużo - kupuję wersję papierową książki i te same miejsca zaznaczam zakładkami. Tu jednak jest kłopot, bo numery stron się nie zgadzają, trzeba kombinować i trochę się wysilić.
    Ale warto! Kiedyś byłam przeciwniczką czytników, ale teraz? To świetna alternatywa na podróż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie można podkreślać fragmentów różnymi kolorkami... Ale z wersją papierową książki to chyba najlepsze wyjście :)

      Usuń
    2. No niestety, też żałuję:) Ale może kiedyś i takie opcje będą?:)

      Usuń
    3. Kiedyś to zapewne wszystko będzie możliwe :) Już tutaj Moreni zdradziła, że sa wodoodporne czytniki, więc... wiadomo :D

      Usuń
  2. Mam "Kundla" i uwielbiam go. Tobie na pewno też przypadnie do gustu. Moje korzystanie z niego kończy się na włącz/wyłącz/zaznacz fragment, a i tak często wolę czytnik niż papierową książkę.

    Argument fanów tradycyjnej książki, że "książka przecież pachnie" jest tak oklepany, że nie wiem, jak ktokolwiek jeszcze może go powtarzać, nie znoszę go. ;)

    Czytnik jest poręczny i niejeden raz uratował mi skórę, kiedy potrzebowałam lektury na zajęcia (polonistyka pozdrawia), w bibliotece nic nie było, albo przypomniałam sobie wieczorem, dzień przed zajęciami. Wtedy tylko klik na wolnelektury.pl i już mam. :) Albo kupowanie ebooków - od razu możesz czytać, nie musisz czekać, aż dotrze paczka z książkami.

    Plusem jest też tysiąc pięćset sto dziewięćset pozycji, w których można czytać, a książka się nie składa, nie zagina i nie niszczy. :) Ja uwielbiam czytnik i nie rozumiem, dlaczego niektórzy nawet nie spróbują, a od razu marudzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kundla"! Jakie cudne określenie :)))

      Martyno... ale książka naprawdę pachnie... Ale masz rację, poręczność i szybkość czytnika jest naprawdę cudną sprawą :)

      Usuń
    2. Czytam całe stosy książek i wiem, że pachną. :) Ale nie przesadzajmy, ten argument jest tak słaby w porównaniu z poręcznością i funkcjonalnością czytnika, że aż śmieszny. :P

      Usuń
    3. Dobrze. Rację masz. Gdy mam jechać na dwutygodniowy wypad, lekkość czytnika wygrywa z niesamowicie pachnącym dziesięciokilogramowym stosem książek :P

      Usuń
  3. A ja mam swojego Kundla (Touch dokładnie).^^ I bardzo jestem z tego faktu zadowolona (moje regały w sumie też, bo półki się w nich uginają. Dosłownie). Choć cytaty i tak wolę przepisywać ręcznie (lubię pisac piórem, no...).

    I widzisz, interakcja psa z Kundlem jest kłopotliwa. Ale jak się ma kota albo gryzonie, to czytnik jest idealnym rozwiązaniem - można trzymać zwierzaka na kolanach i jednocześnie czytać książkę, nie obawiając się, że ją poobgryza. A co do czytania w wannie, to są już czytniki wodoodporne (choć akurat żaden Kindldo nich nie należy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, psisko będzie musiało kiedyś zaakceptować nowego domowego lokatora, czyli... drugiego kundla w domu, wszak psisko jest number one! :P

      Usuń
    2. Co do czytania w wannie - hmm, a jakby zamknąć Kindla w woreczku strunowym? :D

      Usuń
    3. Hmm... To jest myśl. Dobreee! Martyna, opatentuj to! :P

      Usuń
  4. Akurat słownik to wada. Jeżeli trzeba szukać w papierowym, to się człowiek z lenistwa uczy rozumieć z kontekstu.

    Na razie trzymam się bezczytnikowo i nie zamierzam tego zmieniać. Wady dla mnie przeważają nad zaletami, a to jednak zbyt kosztowana zabawka, żeby sobie ją strzelić bez pełnego przekonania i wyraźnej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szukałabym w papierowym. Nie chciałoby mi się. Absolutnie. Nie ma szans... Dlatego wciąż nie czytam po angielsku.

      Usuń
    2. Mimo, że ebooki nadal są (absurdalnie) drogie, to jednak koszt czytnika po pewnym czasie mimo wszystko się zwraca. Zwłaszcza, gdy (jak ja) czyta się sporo klasyki, dostępnej legalnie za darmo.

      Usuń
    3. O właśnie... Albo ja sięgam po książki rosyjskojęzyczne, które w ebookach kosztują o niebo mniej, niż te papierowe sprowadzane do Polski.

      Usuń
  5. Ja czytam na Kindelku w wannie i dobrze mu z tym! Jeszcze udało mi się go nie utopić, a praktykuję to od dwóch lat. W sumie już się nie kąpię bez czytnika. Bo książki papierowe robią się wilgotne, a Kindelka to nie rusza :). Tej wady zatem nie popieram!

    A Ex Libris możesz sobie wydrukować na papierze samoprzylepnym i nalepić Ex Libris na Kindla :). To dopiero nowoczesna forma tradycji!

    Nie lubię tej funkcji Kindla, która mówi, ile czasu zostało do końca książki, ale lubię tej, w której pokazuje, ile procent zostało przeczytanych! :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alinko, jak na Ciebie patrzę, to absolutnie nie mam wątpliwości, że czytasz w wannie z czytnika. Ba! Kiedy jeszcze czytników nie było, z ręką na sercu powiedziałabym - o! Alina będzie czytać w wannie czytniki! Tak! To Ty! Amen! Uwielbiam :D

      Oooo! Ex na Kindelku? Dobre! Z takich nowoczesności, to widziałam tylko jak dziewczyna poprosiła Wiśniewskiego, by jej złożył na Kindlu autograf :P

      Czemu nie lubisz, jak Ci mówi, ile czasu Ci jeszcze czytać?

      Usuń
    2. Serio?! Ja nigdy nie byłam typem czytelnika wannowego! Z Kindlem (i wanną, bo przez pierwsze dziewięć miesięcy z Kindelkiem żyłam prysznicowo...) się to zmieniło :). To mnie zaskoczyłaś!

      Bo nie wiem, jak on to ocenia... Poza tym chętniej wiem, w jakim momencie książki jestem. Normalna książka mi nie mówi, za ile ją skończę, ale mówi mi, ile zostało do końca... Takie papierowe zboczenie :D.

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że kupno Kindelka było jedną z moich najbardziej udanych inwestycji ostatnich lat :).

      Usuń
    4. Jak... z Kindlem pod prysznicem? JAAAAKKKK? :P

      Ten drugi komentarz sprawia, że naprawdę zacznę zbierać kapuche na Kundla...

      Usuń
    5. No właśnie nijak... Nie dało się :D. Kindelek czekał, aż się umyłam i mogłam się do niego przytulać :D.

      Usuń
    6. Życie człowieka tylko z prysznicem jest ciężkie... coś o tym wiem...

      Usuń
  6. Od dłuższego czasu planuje zakupić sobie Kundelka lecz zawsze znajdą się pilniejsze wydatki. Czytnik przydaje się w podróży gdzie nie można zabrać za dużo książek a dokładnie nie wiesz na jaką powieść będzie miało się ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro, ja mam identycznie... Chyba zrobię sobie skarbonkę z naklejką "Na czytnik!" :P

      Usuń
  7. Ja też się już zdecydowałam na zakup czytnika, muszę tylko rozeznać temat, jaki by mi się przydał. Jeżeli chodzi o ex libris, zakładki indeksujące, zapach farby drukarskiej itd. (a w ogóle to jeszcze jedna "wada"- na czytniku raczej nie dostaniesz dedykacji od autora ;)) to sobie pomyślałam,że jeżeli jakaś przeczytana w czytniku książka mi sie baaardzo spodoba to sobie kupię jej wersję papierową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z dedykacją niekoniecznie. Widziałam kilkakrotnie jak ludzie zbierali sobie autografy na czytnik. Dawali pisarzowi taki specjalny mazak i prosili o podpisanie :)

      Usuń
    2. ech...świat zwariował ;) mam nadzieję,że to nie taki mazak, jak kurierzy dają do pisania, bo ja to tym pisać nie potrafię i zawsze jakieś kosmiczne bazgroły z tego wychodzą :)

      Usuń
    3. Ja widziałam taki biały, co nie do zmycia potem jest :) Ale jakoś tak... autograf na książce to autograf...

      Usuń
  8. Dla mnie największą zaletą czytnika jest fakt, że gdy mam do czynienia z opasłym tomiskiem- nie zmęczę się czytając go. Fizyczna męczarnia z "Księgami Jakubowymi" doprowadziła mnie do takich wniosków...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, to prawda... Ale wiesz, akurat przy "Księgach..." to nie wiem, czy czytnik ratuje. Są przepięknie wydane, czytnik nie oddałby tego kunsztu samej oprawy graficznej...

      Usuń
  9. Wkurzają mnie takie dyskusje pod tytułem właśnie czy czytnik jest lepszy od książek papierowych czy nie. Odpowiedź jest jedna - oczywiście, że nie jest lepszy. Jednak jest wygodniejszy. I książki na czytnik są tańsze. Nie warto się mym zdaniem zamykać w tym stereotypie, że książka na czytniku to nie książka.. Bo to krzywdzące jest. Korzystajmy z dóbr techniki z głową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie rezygnowała z niczego. Ktoś kiedyś porównał sytuacje czytnika i książek z konfliktem papirusu i papieru. I w sumie coś w tym może być... Tylko to nie wróży nic dobrego dla książki papierowej...

      Usuń
  10. A ja po kilku latach czytanie tylko na Kindle, wrócilam do papieru. Kazdy format ma swoje zalety i swoje wady, ale prawda jest taka, ze sa ksiazki, które trzeba czytac w na papierze, np. "Ksiegi Jakubowe" Tokarczuk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie o "Księgach..." mówiłam kilka komentarzy wyżej. Są książki, które w po prostu na czytnik się nie nadają. Ale z drugiej strony... nie zabrałabym "Ksiąg..." w podróż ;)

      Usuń
  11. Fajna ta funkcja dot.prędkości czytania. Najbardziej ujęły mnie zalety nr 1,2,3. A hasło "czytnik pachnie milczeniem" jest świetny ;). Też myślę o czytniku, ale póki co jest tyyyle innych rzeczy do kupienia...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta funkcja z pomiarem szybkości czytania jest chyba dla mnie decydująca. Cudownie by było wiedzieć, za ile wieczorów rozprawię się z daną książką ;)

      Usuń
  12. Też zastanawiałam się jakiś czas temu nad czytnikiem, ale na razie zadowalam się tabletem. Może nie ma tylu funkcji, ale czytać się da. Jak na razie i tak częściej sięgam po książki papierowe, jednak przyznam, że w pewnych sytuacjach ebook sprawdza się po prostu lepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. hmm .... A tata mi już nawet taki prezent chciał zrobić, ale się bronię, że nie chce (bo obawiam, się że wtedy przestałabym chodzić do biblioteki. kupować książki, przestałabym je zdobywać !) i chłopak mój mi zabrania, bo podoba mu się jak z książkami chodzę, czasem tylko ciężko wzdychając jak np do baru niechcący wezmę książkę - na prawdę niecący ;D po prostu one mają swoje miejsca w torebkach mych :P

    Ale ja tak skrycie czasem marzę o tym, żeby taki czytnik mieć, żeby tak np przy czytaniu trylogii nie musiała całej serii za sobą wozić, albo co gorsza zostawać bez książki do czytania, bo nic więcej ponad tą co właśnie skończyłam, nie wzięłam z mieszkania .... Albo czekać nie wiadomo ile aż w bibliotece się pojawi książka którą chcę przeczytać, a nie chcę kupować ... Albo żeby nie taszczyć w torebkach 300 stronicowych tomiszczy ...

    ps.Trzymasz książki na lodówce ?! Dziwne miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała czytnik, to raczej nie zostawisz książek. Po prostu... będzie czasami lżej. Ja bym papieru nigdy nie zostawiła. Ale czytnik ułatwiłby mi życie ;]

      PS Ale jak jest upał i taką zimniuteńką książunię wyciągasz... <3

      Usuń
  14. Właśnie nie wiem czy bym nie zostawiła. bo z czytnikiem było by łatwiej, taniej ... tego właśnie się obawiam. Może nie całkiem, ale znacznie odsunęłam bym się od papierowej.
    Poza tym po 9 godzinach przed komputerem mam na prawdę wielką ochotę popatrzeć na coś innego niż monitor (tak, wiem, że to dostosowane jest do oczu, podobne do papieru, no ale jednak pozostaje elektroniką)

    oszukujesz ! lodówka poza swoim wnętrzem grzeje a nie ziębi ! chyba, że Ty w lodówce trzymasz ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toż mówię, że W a nie NA! :P

      A już na poważnie, to parę razy przez roztrzepanie zdarzyło mi się książkę odłożyć do lodówki, a nie na :P

      Usuń
    2. hmm, cóż ;D przynajmniej świeża pozostała :D

      Usuń
  15. Długo uważałam, że e-booki to zło. Ale potem zaczęłam mieć ochotę na przeczytanie książki, której nigdzie nie mogłam dorwać albo takie, która się w polskim przekładzie nie ukazała. Wtedy ratunkiem okazały się prywatne tłumaczenia z chomika. Cudownie, prawda? No, nie do końca, bo czytanie pdf-a na komputerze to mordęga i dla kręgosłupa, i dla oczu. W końcu się przełamałam, kupiłam sobie polskiego Larka pod choinkę i jestem przeszczęśliwa z tego powodu! :) Jest leciutki, malutki (mieści mi się w dłoni), ma menu po polsku (Kundle chyba nie mają), ekran e-ink i prawie 4GB pamięci wbudowanej. Nigdy nic nie zastąpi książki papierowej, ale czytnik jest po prostu wygodny - w torebce zajmuje niewiele więcej miejsca niż smartfon, daje się czytać na stojąco w komunikacji miejskiej, spokojnie mogę skończyć książkę nawet w połowie podróży, bo od razu otwieram następną ;) Po pół roku użytkowania dostrzegam tylko 2 wady: nawigacja jest trudniejsza niż w papierowej książce i, niestety, nieco mniej pamiętam z elektronicznej lektury, ale to dlatego, że wychowałam się na papierze.
    Podsumowując, mój nieco przydługi komentarz: czytnik to coś, co pokocha każdy mól książkowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak.. czytanie z pdfów na kompie to katorga i sadomaso...

      Zaintrygowałaś mnie tym Larkiem, muszę mu się przyjrzeć z bliska ;) A on też oblicza szybkość czytania? ;)

      Usuń
    2. Niee. Pierwsze słyszę o takim bajerze :) Lark to najprostsze, co może być. Więcej szczegółów znajdziesz tutaj: http://www.ekundelek.pl/2014/11/recenzja-budzetowego-czytnika-lark.html
      A ja ze swojej strony serdecznie polecam. Jestem z niego bardzo, bardzo zadowolona ;)

      Usuń
    3. Jest słodziutki... ale ta funkcja z pomiarem szybkości kusi mnie w kindlu ;)

      Usuń