sobota, 20 czerwca 2015

Dokawnik: Cmentarz dla zwierząt


Widzieliście kiedyś morze tęczy? Ja widziałam... Bo jest takie miejsce, gdzie mimo wszechobecnej śmierci, na twarzy pojawia się uśmiech.

Sekretem nie jest, że za pochowanie zwierzątka we własnym ogródku grozi nam kara. Co prawda wciąż po cichu powstają małe ogródkowe cmentarze chomików, jednak prawnie jest to zabronione. Jednym z najbardziej dostępnych wyjść przy śmierci naszego domowego pupila jest... utylizacja jego ciała.

Samo słowo utylizacja już wzbudza we wszystkich posiadaczach domowych czworonogów reakcję wymiotną. Bo choć stale powtarzam, że zwierzę to nie człowiek, to nie wyobrażam sobie, bym mogła oddać puchate ciałko, które każdego dnia głaszczę, przy którym zasypiam i się budzę, na śmietnik.

Na szczęście poza utylizacją jest jeszcze jedno wyjście – cmentarz dla zwierząt. Dowiedziałam się o nim z książki Pies też człowiek?, a kiedy zobaczyłam kilka zdjęć zamieszczonych w niej, zapragnęłam takowy cmentarz odwiedzić. I muszę przyznać... że wrażenia są dość ciekawe.

Cmentarz Psi los w Koniku Nowym pod Warszawą jest najstarszym cmentarzem dla zwierząt w Polsce. To takie ciche miejsce, tuż za niewielką miejscowością, schowane u stóp lasu. Tuż przy bramie stoi ciężarówka z niewielkim straganem, jak przy każdym cmentarzu. Tylko że prócz zniczy i wianuszków można kupić tu także wiatraczki – to właśnie one zastępują krzyże na psim cmentarzu. Ale symbolizują dokładnie to samo – życie wieczne w zwierzęcym raju, czyli Po Drugiej Stronie Tęczy.

A prócz wiatraczków jest tu właściwie wszystko. Przy nagrobkach leżą obroże, miski, zabawki, aniołki, figurki świętego Franciszka, znicze, a nawet cukierki. A same nagrobki także są ciekawą rzeźbą ludzkich uczuć – od małych tabliczek zaczynając, poprzez marmurowe płyty nagrobne i psie pomniki, aż do namiocików, w środku których niemal są tworzone ołtarzyki dla zmarłego zwierzaka.

Jak wygląda taki pochówek? Obsługa cmentarza oferuje przeróżne usługi – zaczynając od tego, że nie trzeba jechać pod Warszawę, tylko wystarczy zgłosić śmierć zwierzaka, a pracownicy cmentarza przyjadą po ciałko. Można oczywiście przywieźć je samemu. Nie ma tu trumien i wielkich ceremonii. Owinięte w prześcieradło lub ręcznik zwierzątko składa się w grobie (tak zwanej kwaterze) i zakopuje, nadaje tabliczkę z imieniem i numerek (bo przecież imiona mogą się powtarzać), rejestruje się i to wszystko. Można oczywiście zamówić nagrobek – drewniany lub kamienny, mniejszy lub większy – wszystko zależy od właściciela. Oczywiście wszystko to nie jest darmowe.

I choć cmentarz ten nosi nazwę Psi los, to nie są tam pochowane tylko i wyłącznie mistrzowie szczekania. Oczywiście groby psów i kotów stanowią tu największy procent, jednak znajdziemy na tym cmentarzu także groby chomików, tchórzofretek, świnek morskich, papużek, szynszyli, czy też... węży. Najmniejszą pochowaną tu istotką jest rybka akwariowa.

Cmentarz ten powstał ze wzruszenia i współczucia. Pan Witold Wajda przeczytał w gazecie historię kobiety, która po śmierci psa nie wiedziała, co zrobić z jego ciałem, i poprosiła śmieciarzy, by zakopali jej czworonoga gdzieś w polu. Nawet za to zapłaciła. Panowie oczywiście wzięli pieniądze, a następnie na oczach właścicielki, wyrzucili ciałko do śmietnika. To właśnie wtedy pan Witold wpadł na pomysł zorganizowania zwierzęcego cmentarza. Dziś miejsce to rozbudowało się na dwa cmentarze – stary i nowy. Stary ma już ponad 24 lata. Pogrzeby odbywają się tu codziennie.

Przyjeżdżają tu ludzie z całej Polski i nie tylko. Można tu znaleźć nagrobki w języku angielskim, niemiecki, rosyjskim, francuskim, a nawet japońskim. Co więcej, przyjeżdża się tu nie tylko pochować zwierzę. Wielu ludzi odwiedza później groby swoich pupili, zapala znicz, przynosi kwiaty... W tym miejscu często mocna miłość może ocierać się o hiperbolizację.

I choć powszechnie mówi się, że zwierzęta nie mają duszy i życia pozaziemskiego, ich cmentarz był ciepły. Na ludzkich cmentarzach panuje smutek i cisza, nierzadko czuje się chłód. Tutaj przede wszystkim panował spokój. Masa kolorowych wiatraczków rozpraszała śmierć, nie czuło się ani kropli smutku. Co zresztą tylko potwierdza fakt, że w sercach zwierząt jest tylko dobro.  



































































#dokawnik

25 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, jak na poranną kawkę temat idealny ;) A tak serio, fajnie, że piszesz o tym tak radośnie. Ja o cmentarzu dla zwierząt dowiedziałam się z książki Kinga. I tam było znacznie mroczniej....
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i teraz mnie zaintrygowałaś tym Kingiem... Nic jego jeszcze nie czytałam. Chyba zarzucę oczkiem ;)

      Usuń
    2. To przygotuj się na dawkę religii i cudowne zakończenia spowodowane wiarą ...

      Usuń
    3. No może być problem... Dawno to czytałam, jakieś 15 lat temu, ale chyba było strasznie. Przyznam się bez bicia, że naprawdę bałam się przy trzech książkach Kinga: "Cmętarz zwieżąt" - bo tak brzmi i jest zapisany tytuł, "Salem" i "To". Domyślam się, że bałabym się też na "Lśnieniu", ale nie czytałam jeszcze. PS: "Cmętarz..." mogę pożyczyć :)
      /Szufladopółka

      Usuń
    4. Oj... no to jak się bałaś, to ja nie wiem. Bo ja horrorów unikam. Potem nie mogę spać po nocy... Musze to przemyśleć :P

      Usuń
    5. Mi się śnią po nocy .. w dodatku z moimi dodatkami z wyobraźni ! np. że to ja jestem główną bohaterką ! I to jeszcze najczęściej nie tak od razu, tylko przyczają się z dwa, cztery dni i dopiero ...

      Usuń
    6. O panie... To ja chyba nie odważę się. Zostanę przy moich bajeczkach :P

      Usuń
  2. Patrząc na tytuł notki moje skojarzenie poleciało od razu w stronę Kinga. Na szczęście się myliłam. Dobrze, że istnieją takie miejsca... odarte z tej mroczności Kingowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kingowski chyba ciut inaczej się pisał :P Tak że aż zęby bolały :P

      Usuń
  3. Szkoda, że na naszych cmentarzach nie jest tak kolorowo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no szkoda, u nas tylko światełek pełno w listopadzie...

      Usuń
    2. Nie zgodzę się, jest kolorowo, tylko my przychodzimy na cmenatrze w takim a nie innym celu (najczęściej w listopadzie, przy strasznej pogodzie) i dlatego nie widzimy tych kolorów, ale przecież nie o to chodzi.

      Usuń
    3. Basiu, ale czy jest aż TAK kolorowo jak na zwierzakowym cmentarzu? Wieńce są ciut monotonne, a tu kolorów dodają tęczowe wiatraki.

      Usuń
    4. AŻ tak nie, ale kolorowo jest, szczególnie w tym czasie, jak kwitnie także cały cmentarz w części niezagospodarowanej , ale nie odczuwam żalu, że tak nie jest, w ogóle nie jest mi szkoda, nie chciałbym aby z takiego miejsca zrobił się kram, nie wszystko musi być wesołe lub choć upudrowane.

      Usuń
  4. Boszzzz, ale temacik. A swoją drogą, ciekawe jak wygląda taki pogrzeb? Jest jakiś ksiądz od zwierząt, jakieś nabożeństwo, czy po prostu zakopują ciałko i cześć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez ceremonii jest. Zakopują ciałko bez żadnego grobu, owinięte w prześcieradło albo ręcznik i tyle.

      Usuń
  5. No i nie bardzo wiem co sądzić.

    Bo z jednej strony świetnie, że można się godnie pożegnać ze swoim wieloletnim zwierzęcym przyjacielem, ale z drugiej strony te pomniki, przypominające te małych dzieci z ludzkich cmentarzy są przerażające. Znicze też jakoś bardzo "gryzą" mi się ze zwierzęcym cmentarzem. Zabawki, wiatraczki i ręcznie wykonane groby są urocze.
    Nie wiem co ale przy czytaniu, czy oglądaniu zdjęć czułam, że coś z tym jest nie tak,coś to takie nie właściwe, ale przecież "Wszystkie psy idą do nieba" (<- bajka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dlatego właśnie napisałam, że często to się ociera o hiperbolizację. Owszem, to piękne, kolorowe i ciepłe miejsce, ale... trochę tam za dużo kultu zwierząt.
      Gdy tam byłam, natchnęła mnie myśl, że chyba najlepiej byłoby palić ciała zwierzątek. Tak by właściciel otrzymywał proch i mógł go wysypać w lesie, lub nad jeziorem. Ale to też pewnie będzie problematyczne, bo i z wysypywaniem ludzkich prochów jest masa problemów i komplikacji...

      Usuń
    2. O ! właśnie o to mi chodziło ale nie wiedziałam dopóki nie napisałaś, że to o kult już się ociera.

      Spalenie było by najlepsze, a potem oddanie zwierzęcia naturze...
      Nie wiedziałam, że jest jakiś problem z rozsypywaniem prochów ... O ! Czemu ?

      Usuń
    3. Nie znam się za bardzo, ale są jakieś dokładnie ustalone miejsca, gdzie można wysypać ludzki proch - np. nad morzem chyba można. Jakoś tak... Nie możesz byle gdzie.

      Usuń
    4. To na prawdę dziwne ... nie ogarniam tego umysłem mym, dlaczego miało by to być zakazane .... przecież ani to nienaturalnie chemiczne (chyba, że czegoś dodają do procesu...) ani nie rozkładalne ... żeby co na pola orne tego nie wysypać ? Nie rozumiem ...

      Usuń
    5. Ja niestety też nie... niektóre zasady na tym świecie są chyba tylko po to, żeby być.

      Usuń