sobota, 2 maja 2015

Recenzja: Carte Blanche – Jacek Lusiński



Nie przez przypadek zdecydowałam się przesłuchać, a nie przeczytać Carte Blanche. Przy historii zawartej w tej książce, zmysł słuchu nabiera podwójnego znaczenia. Zamykam zatem oczy, zakładam słuchawki i pod powiekami widzę Kacpra Bielika. Ot, czterdziestoletni nauczyciel historii, mieszkający z matką, zafascynowany gwiazdami, które ogląda przez teleskop. Typowy kawaler, który nigdy nie zerwał pępowiny łączącej go z jego rodzicielką.

Nic straconego, chciałoby się rzec. No ciut sierota życiowa, ale hej, życie w wieku czterdziestu lat dopiero się zaczyna – wszak ciało jeszcze młode, ale umysł już nie głupi i pełen doświadczenia. Tylko że u Kacpra właśnie wtedy wszystko się kończy.

Retinitis pigmentosa czyli retinapatia barwnikowa. Brzmi mądrze, zimno i przerażająco. Taki właśnie wyrok usłyszał nasz bohater, a jego nazwisko szyderczo się roześmaiło. Choroba o tej skomplikowanej nazwie zaczyna się od pogorszenia widzenia w ciemności, od zawężenia pola widzenia, od pojawiających się plamek, a kończy się na całkowitej utracie wzroku... Dla nauczyciela historii to niemal śmiertelny wyrok.

Jakby to było, gdybym straciła wzrok? Skupiam się na głosie lektora, wsłuchuję w każdą sylabę, wyobrażam sobie, że już nigdy nie przeczytam żadnej książki, będę tylko musiała słuchać... Wzdrygam się z przerażeniem i otwieram oczy. Kacper już niedługo tak nie będzie mógł zrobić. Owszem, podniesie powieki, ale wciąż zobaczy tylko ciemność. Przytulam go myślami i całuję wzrokiem barwy świata, które mnie nie opuściły.

Historia ta mocno stoi postaciami. I choć jest ich niewielu, każdy bohater jest wyrazisty i wypełniony głębią swoich cech. Trafiają czytelnikowi do serca, nie kreują się na kogoś, kim nie są. To zwykli ludzie, których mijamy na co dzień, którymi sami jesteśmy.

Nie wiem, jak się czyta tę książkę, ale słuchało mi się jej fenomenalnie. Głos lektora - Arkadiusza Jakubika – i jego maniera czytania bardzo przypadły mi do gustu. A i sam język powieści jest niezwykle plastyczny. Nienachalne, lecz bardzo oryginalne metafory sprawiają, że tę historię po prostu się ma przed oczami. Słowem, polecam przesłuchanie, a nie przeczytanie.

11 komentarzy:

  1. Muszę przeczytać, jestem jej bardzo ciekawa. Film był... nudny, a znając życie książka będzie o milion razy lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu nie widziałam ,ale właśnie bardzo zrażona złymi ocenami, skusiłam się najpierw na książkę :)

      Usuń
  2. Chętnie poznałabym tę historię - zarówno jako książkę, jak i film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz celuję w film :) Dam znać, czy wart jest obejrzenia ;)

      Usuń
  3. Czytałam, ale bardziej mi się film podobał, Chyra świetnie zagrał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Jesteś pierwszą osobą, od której słyszę dobre słowo o tym filmie!

      Usuń
  4. W takim razie chętnie posłuchałabym tej historii. Może trafi się okazja. ;)

    OdpowiedzUsuń