poniedziałek, 6 kwietnia 2015

DLA DOROSŁYCH: Ołówek sprawi, że się rozluźnisz


Porozmawiajmy o rozluźnieniu, takim, które możemy dać sami sobie, znaleźć w ciszy swojego mieszkania, za zamkniętymi drzwiami. By je osiągnąć, wystarczy nam jedna książka i kilka podłużnych przedmiotów…


Rzecz jasna mówię o ołówkach, kredkach, flamastrach i antystresowych kolorowankach wydanych przez Wydawnictwo Buchmann. Ostatnio wybuchł wielki szał na takowe rzeczy, widać stres przerasta człowieka. Najpierw usłyszałam o popularności kreatywnych kolorowanek we Francji, potem wypatrzyłam kreatywny kalendarz, w którym można było kolorować, a potem Buchmann wydał te trzy cuda.

I nagle kolorować zaczęli wszyscy. Na facebooku czytam rozważania, co jest lepsze – kredki czy flamastry, a jeżeli te drugie, to jaką grubość wybrać, jaką firmę i tak dalej. Widzę na Instagramie zdjęcia pokolorowanych stron. I już nie dziełami swoich pociech chwalą się teraz dorośli, a swoimi własnymi pokolorowanymi obrazkami. Nikt nie wyszedł za linię, ślicznie dobrał kolory. Istny kolorowy wodospad. Ale spokojnie, nikt nie będzie tutaj wymiotować tęczą. Te kolorowanki faktycznie działają. 



Na czym polega ich fenomen? Psychologowie twierdzą, że dla dorosłej osoby kolorowanka jest sposobem na odpoczynek od odpowiedzialności – tutaj nie trzeba podejmować decyzji o wyglądzie, kontury już istnieją, kształt został nadany, trzeba go tylko wypełnić. Podobno to genialny sposób na rozluźnienie dla  osób na kierowniczych stanowiskach i perfekcjonistów. A także bezpieczny krok w stronę sztuki dla ludzi twardo stąpających po ziemi.

Mówi się, że wystarczy 15 minut kolorowania dziennie, aby poczuć efekty. I muszę Wam powiedzieć, że coś w tym jest. Przy kolorowaniu myśli się wyłączają i faktycznie skupiają się tylko na doborze kolorów i nie wyjściu za linię. Banalnie proste, prawda? Tylko czy tak samo łatwo jest czasami wyłączyć niechciane myśli?

Mam przed sobą trzy kolorowanki: „Wzory i wzorki”, „Wzory i ornamenty” i moje ulubione  „Esy-floresy”. Każda z nich jest formatu A4 i liczy sobie 128 stron. Owe strony są do wyrwania, zatem można albo od razu wyciągać po jednej kartce do kolorowania, albo potem powiesić na ścianie już skończone dzieła. Kosz takiej jednej książki także nie jest wielki – cena okładkowa to 24,99 zł. Zdecydowanie jest to tańsze niż leki uspokajające, czy alkohol. 

Nie tylko moje ludzkie serce zdobyły te kolorowanki ;)

20 komentarzy:

  1. Niektórzy wyłączają myśli, skupiają się na oddechu i nazywają to medytacją :) Albo zajmują się haftem krzyżykowym na kanwie z wydrukowanym obrazkiem i propozycjami numerów muliny, aby uzyskać efekt kolorystyczny. Tak czy owak, wygląda na to, że nasza cywilizacja przesadziła z kreatywnością oraz wydajnością :)
    Od kiedy usłyszałam o tych kolorowankach, mam ochotę ich poszukać. Czuję, że ich potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tak jakby... kreatywna medytacja? Kiedyś robiłam na drutach, ale jak mi się nie udawało, to tylko wzbudzało moją frustrację :P A tu wszystko jest śliczne i piękne :D

      Usuń
  2. Czytałam o tym :). Ciekawa rzecz i w sumie się skusiłam - znalazłam parę w Internecie i sobie wydrukuję ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaczynałam od drukowania, a potem przepadłam... :P

      Usuń
  3. :D
    hmm malowanie ścian w pokoju też odpręża (jeśli nie musisz się spieszyć ;))

    właściwie to mam teorię, że nadawanie koloru czemukolwiek (jeśli nie jest to naszą pracą, bo choćby nie wiem jak się ją lubiło to nie to samo co swobodne kolorowanie) odpręża, w ogóle tworzenie dla samego tworzenia bez, żadnego MUSZĘ (ale na prawdę żadnego, nawet takiego: "muszę to w końcu skończyć") ;)

    Mówię to Ja - malarka z przyjemności malowania po wszystkim, (łącznie ze mną) niekoniecznie z umiejętności (choć co ciekawe, one też po tych latach ciapania zaczynają się pojawiać ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam takie tapery-kolorowanki! Czad!

      PS to.. malarze są mniej zestresowani niż reszta świata?

      Usuń
    2. Malarze to artyści a artystów nie ogarniesz ;)

      Ale chyba jeśli malowania traktują jako swoja pracę to jednak mają stres i to większy, bo twórczy ;)

      Ale nie wiem

      Usuń
    3. Hmm w sumie tak, czują odpowiedzialność itp, szczególnie jak malują na zamówienie... Halo, czy jest na sali malarz, który tu się wypowie? ;)

      Usuń
  4. Potrafisz zaintrygować ;) Koloruję kalendarz z obrazkami, które uskrzydlają i bardzo mi się to podoba. Relaksuje mnie to i myślę, że to fajna zabawa i sposób na relaks. Chyba skuszę się na jeszcze kolorowanki, może tym razem "Inwazję bazgrołów" albo "Esy -floresy", bo to naprawdę świetna zabawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taki kalendarz, ale teraz przerzuciłam się już na większy format :P Esy-floresy the best!

      Usuń
  5. Pieskowi się podoba - czuję się zachęcona;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej te kolorowanki są na prawdę przepiękne, widziałam je ostatnio w księgarni i chyba się skuszę :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Opadła mi szczęka. A dokładnie i anatomicznie rzecz ujmując - żuchwa. Niesamowitym dla mnie jest podwójne odkrycie: primo, jak łatwo "świat dorosłych" zaakceptował publicznie kolorowanki jako autoterapię (wiedział o tym każdy kolorujący z dzieckiem rodzic, ale było to takie społeczne tabu) i - secundo - jak można było przerowbić tę piękna w swej prostocie rozrywkę w kulawy koszmar obsesywno-kompulsywny: "(...) rozważania, co jest lepsze – kredki czy flamastry, a jeżeli te drugie, to jaką grubość wybrać, jaką firmę (...)", "I już nie dziełami swoich pociech chwalą się teraz dorośli, a swoimi własnymi pokolorowanymi obrazkami. Nikt nie wyszedł za linię, ślicznie dobrał kolory." No ja wiem, że nie dotyczy to wszystkich, tylko pewnie mniejszości. Ale zawsze jakiś margines "perfekcyjnych pań kredki" się znajdzie.
    Fascynujące dla mnie. Muszę takie kolorowanki obejrzeć.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom, dorośli wiele rzeczy odkrywają na nowo. Dzieci przy nich to mądrzy starcy, a dorośli co i rusz cofają się, by odkrywać świat na nowo. Podstawa, by byli przy tym szczęśliwi. Tacy już jesteśmy :)

      Usuń
  8. Po pierwszym zdaniu podeszłam do tego dość sceptycznie..pomyślałam od razu o moich ulubionych puzzlach, do których zresztą już wieki nie sięgałam :/
    Im dalej czytałam, tym bardziej wyobrażałam sobie siebie kolorującą. I wiesz co? Sama myśl o tym mnie zrelaksowała, więc to naprawdę działa :-)
    Najmniej problemów mamy w okresie dzieciństwa. Jesteśmy wtedy tacy nieświadomi wielu złych rzeczy, postrzegamy głownie to, co "fajne" i kolorowe. I nie martwimy się o nic- bo tym zajmują się dorośli, nie dzieci. Wtedy również kolorujemy. Dla rozwijania zdolności manualnych, bystrości, precyzji itp. Kolorowanka dla dorosłych już tych zdolności nie musi rozwijać, ale ponieważ kojarzy nam się z dzieciństwem- przede wszystkim niesie ze sobą upragniony spokój i błogostan. Taki dziecięcy, prosty, który sprawi, że choć na chwilę znikną nasze wszystkie problemy.
    Dziś wieczorem rozłożę puzzle..:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, na samą myśl już było dobrze? Magia. A Puzzle... puzzle zawsze wzbudzały we mnie pokłady ambicji, która rozbijała się o mur braku cierpliwości. Ech... :(

      Usuń
  9. Mam wszystkie trzy, a do tego "Inwazję bazgrołów". Uwielbiam te kolorowanki i nie mam ich dość. Wręcz przeciwnie! Chce kolejne i już wypatruję na horyzoncie informacji o kolejnych tego typu pozycjach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ostatnio dorwałam... kolorowankę z Ukrainy! Oj jest przecuuudna! :)

      Usuń