poniedziałek, 16 marca 2015

O najnowszej ekranizacji Kopciuszka i utopii bajek



Mówi się, że bajki są mądrością narodu. Tylko na czym polega mądrość „Kopciuszka”, gdzie książę zakochał się w panience od pierwszego wejrzenia i po jednym wspólnym wieczorze postanowił się z nią ożenić, a potem musiał latać po całym królestwie i przymierzać zgubiony przez wspomnianą pannę bucik każdej napotkanej kobiecie, bo przecież chorował na kretynizm twarzowy i nie był w stanie rozpoznać miłości swojego życia. A może był fetyszystą stóp?

W przełożeniu na nasze współczesne życie powyższa sytuacja brzmi dziko. Ludzie w ogóle odsuwają od siebie pomysł małżeństwa, a współczesnym szklanym pantofelkiem jest facebook, wystarczy dodać się nawzajem do znajomych przy pierwszych pięciu minutach poznania et voilà, macie z tą drugą osobą kontakt już na wieki wieków. A wciąż, mimo twardego stąpania po ziemi, zachwyca nas lekko głupawa historia Kopciuszka, nekrofiliczna opowieść o Królewnie Śnieżce, czy fetyszystyczna bajka o Śpiącej Królewnie. Raz zobaczona panna momentalnie zostaje opatrzona tabliczką „idealnej przyszłej żony”, a potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Marzec tego roku podarował nam najnowszą ekranizację Kopciuszka. Disney wręczył widzom piękną, klasyczną historię, pachnącą dzieciństwem, szeleszczącą suknią tańczącego Kopciuszka i błyszczącą uśmiechem przystojnego księcia. Ekranizacja jest cudna, barwna i… baśniowa. Idealna, jak na bajkę przystało.

I co ciekawe, dosłownie miesiąc temu mogliśmy oglądać na ekranach kin disnejowskie Tajemnice lasu, gdzie Kopciuszek śpiewa na pałacowych schodach, że nie chce podejmować decyzji, czy zostać z księciem, czy zwiać, a zatem podejmuje decyzję, by… jej nie podejmować! Porzuca pantofelek jako wskazówkę i ucieka, zostawiając rozwój wypadków w dłoniach losu. Tak, tylko Disney potrafi po tak życiowej interpretacji, podarować widzowi słodki bukiet baśniowej ekranizacji tej samej bajki.


Ale wróćmy do Kopciuszka (do recenzji Tajemnic lasu zapraszam tutaj). Mówiąc o tegorocznej ekranizacji Kopciuszka, nie można nie wspomnieć o obsadzie. Kopciuszek jest Kopciuszkiem doskonałym, słodkim, ale nie przelukrowanym, zagranym przez Lily James, którą znają wszyscy fani Downton Abbey. Jedna z jej bajkowych przyrodnich sióstr także została zagrana przez aktorkę z tego samego serialu – mała Daisy (Sophie McShera) wcieliła się w rolę Driselli. Robb (Richard Madden) z Gry o tron odnalazł się w przebraniu Księcia. Złą Macochą (Cate Blanchett) staje się Galadriela z Władcy Pierścieni. Ach, i oczywiście jest tu i wisienka na torcie - Wróżka Chrzestna, zagrana przez  Helenkę Bonham Carter. Już dla samych aktorów warto było pójść na film.

Sama kopciuszkowa historia, choć baśniowa i klasyczna, jest przestawiona w najnowszym filmie bardzo logicznie. Kopciuszek i Książę, który w tej ekranizacji w końcu doczekał się imienia, poznają się przed balem i zakochują się nie tylko w swoich słodkich wyrazach twarzy, ale i słowach, a także umysłach. Bo, o dzięki ci logiko!, mają szansę ze sobą porozmawiać, a nie tylko przetańczyć cały bal. Swoją drogą, scenę balowego tańca uważam za najpiękniejszą z całego filmu. Dobroć Kopciuszka także jest logiczna i ma swoje źródło w ostatnich słowach matki, którym dziewczę jest wierne przez całe życie. Z konsekwencji ma u mnie piątkę. W filmie pojawia się nawet historia Złej Macochy, choć akurat ona jest ciut naciągana. Przykre jest to, że we współczesnym świecie to właśnie Macocha poradziłaby sobie ze wszystkim, a Kopciuszek odpadłby w przedbiegach.

A, i powiem Wam, że w tej ekranizacji faktycznie jest szansa na to, by Książę i Kopciuszek żyli długo i szczęśliwie. Zdecydowanie mogą stworzyć bardzo udane małżeństwo, jako że oboje mieli kochających i wierzących w nich rodziców, którzy dali im mocne wzorce szczęśliwej rodziny.


Mówi się, że bajki są mądrością narodu. A ja do tego dodałabym, że są miękką poduszką dla naszej duszy. Czytając lub oglądając bajkę, tę klasyczną, mamy pewność, że wszystko skończy się dobrze, że pozytywni bohaterowie pod koniec będą mieli szczęśliwe uśmiechy na twarzach, że ci źli zostaną ukarani za swe niecne uczynki – i ta świadomość daje nam poczucie bezpieczeństwa. Współczujemy Kopciuszkowi, któremu umiera matka, przeżywamy zmianę pięknej karety w dynię, złościmy się na Macochę, która odkrywa pantofelek, ale przy tym wszystkim już wiemy, kto tu będzie górą. Wiemy, że nie zostaniemy z naderwanym sercem, wiemy, że nikt Księciu nie zetnie głowy, wiemy, że nie będzie otwartego zakończenia.

Bo w XXI wieku, w czasie zabiegania, pogoni za pieniądzem, odkrywania na nowo własnego egoizmu, pragnień i chęci posiadania, odwaga i dobro rzadko wygrywają. Poświęcają się frajerzy, wybaczają debile, bezinteresownie pomagają naiwniacy. Nie będziemy żyć długo i szczęśliwie tylko dlatego, że nakarmimy myszki kawałkiem sera, bezdomnemu damy kromkę chleba i w milczeniu pozwolimy sobą pomiatać. A tak naprawdę tęskno nam do otrzymywania happy endu za zwykłe, czyste dobro. Dlatego kochamy bajki. Są utopią, która rzeźbi naszą dobroć.


18 komentarzy:

  1. Nie sposób nie kochać zarówno bajek Disneya jak i ich filmowych adaptacji. Są takie urocze i kochane. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sposób, masz racje ;) Disney powinien dawać lekcje zdobywania serca ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam nowe ekranizacje baśni Disneya, a Kopciuszka po prostu muszę obejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wpadnij podzielić się wrażeniami :)

      Usuń
  3. Byłam w kinie na Tajemnicach lasu i widziałam zwiastun tego Kopciuszka. Wydał mi się baaardzo słodki, wręcz ociekający lukrem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az taki słodki nie jest, jest uroczy, ale wyważony - na szczęście. Choć baaardzo różni się od Tajemnic lasu. BARDZO!

      Usuń
  4. Przepraszam że to powiem, ale drugie zdanie to Ty takie strzeliłaś dłuuugie, że aż kole... Całość recenzji jest fajna ponieważ wiedziałam że tak każdy zdrowy i dojrzały człowiek, Kopciuszka tegoż, odbierze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaam, Tołstoj miał dłuższe zdania :P

      Usuń
  5. Nie miałam w planach oglądać, ale brzmi fantastycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz bajki, to ta na pewno przypadnie Ci do gustu :) No i aktorzy... ach!

      Usuń
  6. Ja bajki kocham, a aktorską wersję Kopciuszka już widziałam i była przeurocza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po kolejnym przeczytaniu zakończenia notatki dodam:

    Nie zgadzam się z tym, że nie będziemy szczęśliwi jeśli będziemy karmić myszki, bezdomnych i ratować koty !
    Robienie dobrych rzeczy daje szczęście, a jeśli zatrzymasz się na chwile, żeby być dla kogoś pomocnym, to znaczy, że potrafisz się zatrzymać w ogóle. Jeśli wiesz co zrobić aby inni poczuli szczęście, to znaczy, że Ty je też czujesz, że wiesz.
    A że teraz jesteś smutny ? Teraz w życiu CI nie wychodzi ? To idź gdzieś i komuś pomóż, bądź pomocny, od razu się uśmiechniesz.

    Choć niestety są też macochy, rabusie i inne złe czarne charaktery, którym pomożesz a one kopną w d u p ę, ale hej ! Oni na końcu każdej bajki ponoszą karę ;) a u barci Grimm okrutne kary ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, bardziej chodziło mi o to, że raczej bank nie odpuści mi raty kredytu, bo z radosnym uśmiechem umyję w jego oddziale podłogę, pracodawca nie będzie mnie trzymał w robocie tylko dlatego, że będę karmić myszki. Pomaganie pomaganiem, ale są w naszym życiu chwile, gdy reguły są twardsze od naszej dobroci.

      Usuń
    2. Oczywiście, dlatego to życie a nie bajka jest ;)
      Choć Kopciuszek z uśmiechem szorował podłogę, a macocha i tak była zła, to prawie jak nieprzebłagalny bank ;) i też nie było, że nie da rady. Najgorsze jest to że zwierzątka nic za Ciebie nie załatwią tylko Twoja praca się liczy. Ekstremalnie źle jest gdy pojawia się choroba. Jeśli z resztą sobie jakoś poradzisz lepiej lub gorzej, ale zawsze jakoś, a wtedy nie ma na nic rady...

      Usuń
    3. No najbardziej tych zwierzątek żal. Chciałabym czasami, by wystarczyło pośpiewać, a mój pies zaczął by zmywać podłogę :P

      Usuń
  8. Wyobraź sobie, że mój małżonek jest bardziej chętny na obejrzenie tej ekranizacji niż ja... A jest już po trzydziestce :P

    OdpowiedzUsuń