środa, 4 marca 2015

Jak choruje Mól Książkowy



Przepastne macki przeziębienia - zdawałoby się, że jest to spełnienie marzeń każdego Mola Książkowego. Zbawienne L4, a zatem wolne od pracy, ciepła herbatka, bo przecież trzeba się wygrzać, miękki kocyk, z tegoż samego powodu, i obserwowanie spod niego ludzi śpieszących do pracy w dżdżysty poranek, bo przecież nic nie cieszy tak jak cierpienie bliźniego. A potem ma się przepastną ilość czasu na czytanie… Kłamstwo! Jest to kłamliwy, wstrętny stereotyp, który rozbija serce każdego, kto trafia w jego ramiona!

Molu Książkowy, jesteś chory? 
Nie licz na błogie przytulne czytanie!

Zacznijmy od sytuacji właściwiej, czyli takiej, która być powinna, gdy pojawiają się u nas objawy przeziębienia - temperatura skacze pod sufit, kaszel rozdziera gardło, a w nosie zamieszkuje Imperium Chińskie. W takiej sytuacji każdy dbający o swoje zdrowie człowiek udaje się do lekarza rodzinnego na zabawę stetoskopem i penetrację rozpalonego gardła przy pomocy specjalnej pałeczki, która zawsze łudząco przypomina mi patyczki po lodach. Po czym, z L4 i receptą idzie do apteki i zakładu pracy (kolejność jest bez znaczenia). Gdy już poinformuje pracodawcę o swojej chorobie i wyda połowę wynagrodzenia w aptece, może udać się do zasłużonego chorowania w domu. Nie, nie do czytania. Do chorowania!

Kto z Imperium Chińskim w głowie jest w stanie czytać? Ma się zapchane wszelkie otwory bolącej łepetyny, a do tego coś się z nich wydziela, w uszach huczy, z gardła szczekają płuca, a gorączka nie pozwala odróżnić kubka od rolki papieru toaletowego. Jak w takim stanie, mój drogi Molu Książkowy, możesz oddać się uciechom czytania o problemach egzystencjalnych pana Darcy’ego, życiu Jakuba Franka czy wątpliwych urokach Anastasii Steel? Szczęście, jeżeli jesteś w stanie odpalić sobie głupawą komedię romantyczną i zerkać na nią zakopany w koce, kołdry i chusteczki. Szczęście.

Najczęściej jednak najlepiej po prostu gapić się w sufit!

A teraz wróćmy na ziemię. Wszystko powyższe było bzdurą. A jak jest naprawdę? Czujesz dreszcze i to nie na widok przystojnego dostawcy pizzy, nos zaczyna mieć problemy z wyczuciem owej pizzy, a gardło wcale nie ma ochoty na jej kawałek? Tak, mój drogi Molu Książkowy, właśnie zaczynasz chorować. Przeziębienie wkradło się do twojego życia i być może wysłało już sms’a grypie. Co robisz?

W XXI wieku patrzysz na swój pracowniczy kalendarz zadań, wzdychasz, wstajesz zza biurka, wychodzisz z pracy na pięć minut, po czym idziesz do apteki. A gdy wracasz obładowany zestawem Małej Ofiary Przeziębienia (Theraflu, Cirrus, Rutinoscorbin, Chusteczki), zaparzasz sobie zamiast kawy rozgrzewającą saszetkę żółtego płynu, który tylko za pierwszym razem smakuje cytryną, przy każdym kolejnym wydaje się coraz bardziej podobny do ciepłych rzygowin.

Za oknem kwitnie XXI wiek!

Po powrocie do domu żalisz się każdemu, kogo tylko spotkasz, że jesteś chory, informujesz o tym świat na Facebooku i wrzucasz fotę zestawu Małej Ofiary Przeziębienia na Instagrama. Jesteś tak bardzo tymi czynnościami wykończony, że kierujesz się do łóżka. Bez książki. A jeszcze chwilę przed tym znów aplikujesz sobie rozgrzewający żółty płyn z saszetki Theraflu. Już nie czujesz cytryny.

Rano natomiast znów wstajesz wraz z budzikiem, i choć czujesz się jak rozsypane klocki lego, idziesz do pracy. Bo to XXI wiek, Molu Książkowy. I tak po prostu jest. Nasze obowiązki są ważniejsze od nas samych.


Jednak czy tak musi być? To już pytanie na zupełnie inną bajkę…



26 komentarzy:

  1. Smutne, ale prawdziwe, niestety... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda taka okrutna! :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest dokładnie tak, jak piszesz:) Już nie pamiętam kiedy naprawdę mogłam sobie pozwolić na chorowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej chorować na weekend, wtedy można choć ciut "odchorować" w łóżku ;/

      Usuń
  4. Ja tam zawsze biorę chorobowe i nie rozumiem ludzi, którzy wolą chorobę przechodzić a miesiąc później mają anginę, a dwa tygodnie potem zapalenie oskrzeli. Raz się wychorować i później jest się zdrowszym. Zatem zdrówka życzę, jeśli dobrze czytam między słowami ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga do zrozumienia jest prosta - czasami wzięcie L4 wiąże się z poważnymi konsekwencjami w pracy... Nie takie to wszystko proste. A ja już prawie po chorobie :) Dzięki :)

      Usuń
  5. O tak częste zwolnienia grożą wywaleniem z pracy, a później na starość przyjdzie nam czekać w kolejkach do lekarzy, ale będzie już za późno, powikłania i inne skutki nie doleczenia zrobią swoje.

    OdpowiedzUsuń
  6. W czasie ostatniego grypska nie mogłam czytać, w większości spałam. Szkoda marnować tyle cennego czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie.... czy czas poświęcony dla nas, dla naszego organizmu i zdrowia, jest zmarnowany?

      Usuń
  7. Kochani!
    Wszystko to prawda ale tylko do pewnego wieku. Póki człowiek młody, nie zdaje sobie sprawy ze szkody jaką sobie wyrządza. W końcu przychodzi taki czas, że organizm w sposób gwałtowny protestuje takiemu traktowaniu:
    _________________________
    "Powieki" (autor: Alicja Kubiak)

    puka ból
    łajdak za plecami
    wbija w ofiarę szpony
    strzępi, zwija w embrion
    ciężarem kamienia
    zostaje i przypomina

    noc jest jaśniejsza
    bez parawanu powiek
    _____________________

    Wtedy już nie ma siły, wysiadają zatoki, nerki a nawet serce! Powikłania po nieodleżanej grypie są naprawdę niebezpieczne. A poza tym świadomość, że w pracy są koleżanki i koledzy, na których przejdzie nasz zaraz - czy ta refleksja nie zasługuje na ciepły kocyk i poduszeczkę elektryczną, herbatkę z prądem i kilkoma dniami wolnego? Łażenie często kończy się antybiotykiem, a po co truć się chemią?
    Pozdrawiam wszystkich kocuchów (fanów ciepłych koców) i trzymajcie się ciepło!
    Ala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda, Alu, prawda. święte słowa. Nie dbamy o siebie i o otoczenie. Nie leżymy, biegniemy walczyć. A po co ta walka? A wiadomo... Bo nikt nie jest niezastąpiony ;/

      Usuń
  8. To ja troszkę nie na temat - bawią mnie te zdjęcia gripexów, termometrów (z aktualną temperaturą chorego) i innych tego rodzaju rzeczy na instagramie. Nie obrażając nikogo, oczywiście;) Po prostu... jakoś wolę oglądać i wrzucać zupełnie inne fotografie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba podzielić się ze światem swoim własnym cierpieniem ;) Jest łatwiej jak ktoś facebookowo pogłaszcze nas po główce :P
      A Twoje foty bardzo chętnie bym zobaczyła :)

      Usuń
  9. Ano, ale czasami jest już taki poziom zawirusowania, że współpracownicy z szefem na czele sami wyganiają cię do domu, żebyś nie prądkowałą. Wtedy robisz sobie kubek mleka z jajkiem, cukrem i czosnkiem, bierzesz kota, by spełniał rolę termoforka, zagrzebujesz się w kordełkę i czytać to raczej nie bardzo, ale radyjko, muzyczka i telefonik do mamusi,żeby chociaż w uszka głosem pogłaskała i poużalała się nad biednym dzieciątkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, własnie, to mi się przydarzało. Wygonią z pracy, chowasz się pod kocem... Mnie jeszcze Szary Wilk przytula do tego :)

      Usuń
  10. Oj niestety sama się smutno przekonałam, jak choruje mól książkowy. Przez trzy dni leżałam w łóżku, patrząc się w białą ścianę - przynajmniej od tego oczy mnie nie bolały. Bo pominę fakt, że książki utrzymać nie mogłam, a jak już to mi się chociaż udało, to i tak wszystkie literki mi się pętliły przed oczami. No ale cóż na to poradzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooj :( Biedna... Ale już lepiej, prawda?

      Usuń
  11. Ja gdy choruję nie mogę wziąć do ręki książki, ale tylko przez dzień, dwa. Kolejne (zazwyczaj choruję trzy, cztery, pięć dni) cały czas poświęcam na czytanie. Czasami mam nawet dość. Jak to dobrze, że jeszcze nie muszę chodzić do pracy. I to chory...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety popełniam ten debilny błąd, że jak tylko jest mi lepiej, od razu pędzę do pracy ;/

      Usuń
  12. Marzec to jednak czas przeziębienia, kataru, bólu gardła i masz absolutną rację co do czytania w czasie chorowania, tak naprawdę boli każda część ciała, nawet oczy - więc jak może być mowa o czytaniu. Tym bardziej, że nie lubię czytać w pozycji leżącej :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm teraz tak się zastanawiam... a audiobooki?

      Usuń
  13. Ach te choroby zapraszam do mnie: bokazdyjestswirem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń