czwartek, 5 lutego 2015

Miniaturzystka – Jessie Burton

Fot. Grzegorz Sz.
Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie – napisał w Cieniu wiatru Carlos Ruiz Zafón. A Miniaturzystka jest właśnie taką książką, jest lustrem. Każdy znajdzie w niej dokładnie to, czego szuka. Szukasz uroków Amsterdamu i wiedzy o nim? - a zatem poznasz wiele zakamarków i sekretów tego miasta za czasów XVII wieku. Pragniesz zagadki, tajemnic i akcji – i je dostaniesz. Gdzieś na dnie twojego serca leży ukryty ból odrzucenia? – Miniaturzystka wyciągnie go i wbije w niego zęby. A może masz ochotę na magiczny realizm? – nawet go możesz tu zobaczyć.


Trzymasz w dłoniach bardzo dobrą lekturę, która jak plastelina wolno dopasuje się do Twoich dłoni i duszy. Uważaj. Może zdradzić tobie samemu Twe wady. Może zaboleć. A może… odkryjesz tajemnicę. 

Petronella mieszka w świecie, gdzie kobieta bez mężczyzny jest niczym, dlatego właśnie jej matka wydaje ją za mąż. Nowy dom, obcy ludzie, raz widziany mąż, dziwna służba – to wszystko staje wokół dziewczyny i zdawałoby się, nikt nie wyciąga do niej przyjaznej dłoni. Tak rozpoczyna się Miniaturzystka… a może nie tak? Podpowiem Ci tylko – czytaj uważnie. Nie zamykaj oczu, nie sądź po okładce, przyglądaj się, wsłuchuj się. Co tylko człek widzi, zabawką mu się mieni.

Czytając o pierwszych krokach Nelli w nowym domu, czułam niemal fizyczny ból. Ta książka wgryzała się w moje uczucia i wolno wszywała w nie drukowane słowa Miniaturzystki. Każda kobieta architektem własnego losu - jak bardzo aktualne są to słowa w naszym XXI wieku. Ciężko nam sobie wyobrazić, że to od mężczyzn miałoby zależeć całe nasze życie. Jessie Burton jednak nad wyraz dokładnie nakreśla taką sytuację przed oczami współczesnych kobiet.

Ta książka inspiruje. Zachwyca  XVII-wieczną Holandią. Tęskniłam za nią odkąd przeczytałam Skrzydła nad Delft Aubrey Flegm. Obie książki pachną sztuką i kunsztem, obie opowiadają o kobietach. Nie będę jednak porównywać tych dwóch książek, nie powiem, która jest lepsza. Są różne, jednak jeżeli zaciekawiła was Holandia sprzed kilku wieków, polecam zajrzeć do Skrzydeł…

Tak wiele jest recenzji książki Jessie Burton, tak wiele osób wokół mnie ją przeczytało. O dziwo, nie ma tu jednoznacznego zachwytu. Jedni są rozczarowani, inni zachwyceni do bólu. Pamiętasz, co napisałam na początku? Ta książka jest grą. Bawi się z czytelnikiem, wykorzystując jego uczucia. Ważne jest, by się nie bronić.

Niekiedy wystarczy drobiazg, jedno słowo, kształt dostrzeżony kątem oka, by powstała historia. Miniaturzystka narodziła się z domku dla lalek i stała się papierem i farbą drukarską. Ta książka jest żywą istotą, ponieważ ma moc zaglądania do ludzkiej duszy. Zaufaj jej i nie broń się, bo możesz wiele zyskać.

25 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, zainteresowałaś mnie tą książką, więc pewnie po nią sięgnę :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemność po mojej stronie! Daj znać, czy Ci się książka spodoba, bo jak mówiłam - różne są recenzje ;)

      Usuń
  2. Już prawie zdążyłam zapomnieć o tej książce (prawie, bo tak całkiem się po prostu nie da) i o tym, że chcę ją w końcu zdobyć. Obecnie wciąż mam jeszcze sporo książkowych zaległości, ale gdy tylko się z nimi uporam, rozejrzę się za "Miniaturzystką". Zwłaszcza że wiele wskazuje na to, że jak najbardziej przypadnie mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Miniaturzystce" nie można zapomnieć, bo jak ona sobie Ciebie raz upatrzy, to już nie odpuści ;)

      Usuń
  3. Powyższej recenzji przyznam szczerze celowo nie czytałam do końca, bo książka leży u mnie na półce i lada dzień do niej sięgnę. Po przeczytaniu znów tu zajrzę i zobaczymy, czy lektura wywarła na nas podobne wrażenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam, że nie czytam recenzji książek przez przeczytaniem :) To ja niecierpliwie czekam na Twoje wrażenia, daj proszę znać :)

      Usuń
  4. A mnie ta książka zawiodła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elenka, czytałam Twoją recenzję i tak się zastanawiam... a po przeczytaniu całej książki próbowałaś może wrócić do pierwszego rozdziału?

      Usuń
  5. Piękna recenzja. Jeśli książka uwodzi tak jak ten tekst, to czeka mnie wyprawa życia :) Już zerka na mnie z półki niebieskim okiem :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta książka nie tyle, co uwiodła, a najpierw zniszczyła, a potem wolno poskładała...

      Usuń
    2. Ciekawa jestem jak będzie ze mną.

      Usuń
    3. Podziel się proszę wrażeniami po lekturze :)

      Usuń
  6. Krótka zwięzła recenzja, która bardzo zainteresowała mnie ,,Miniaturzystką", brawo :) Jak tylko spotkam, to na pewno przeczytam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dzięki! No i czekam niecierpliwie na Twoje wrażenia :)

      Usuń
  7. "Skrzydła nad Delft" - o tak! Ta książka pod tym względem zachwyciła mnie jeszcze bardziej. Mam jej do zarzucenia tylko niedopracowany moim zdaniem wątek tytułowej miniaturzystki, ale cała resztą jestem po prostu zachwycona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku też ukłuło, że o miniaturzystce tak było mało, a potem znów przeczytałam pierwszy rozdział i... uważam, że jest idealnie. Miniaturowo ;)

      Usuń
  8. Pamiętasz jak pytałaś, czy mi się podobała?
    Zapraszam do siebie: http://wkolorzewawrzynu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziaaałam! Przeczytam sobie do snu <3

      Usuń
  9. Wiem, że ta książka mnie wciągnie. Będzie za mną chodzić. Będzie mnie nęcić. Dręczyć swoim jestestwem. Aż w końcu po nią sięgnę i na pewno się rozczaruję! Bo albo rozczaruje mnie swoją nieudolnością, albo zachwyci mnie i jednocześnie rozczaruje tym, że tak szybko się skończyła.

    Właściwie nie, nie chcę unikać w życiu takich rozczarowań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czesto mam, że za bardzo się napalę, a potem... się rozczarowuję. Ale wydaje mi się, że "Miniaturzystka" niekoniecznie tak zadziała nawet na dziko napalonego czytelnika. Jest bardzo dobrze napisana i osadzona w holenderskich realiach. Dobrze napisane książki, nawet jeżeli nie zaskakują treścią, nadrabiają formą.

      Usuń
  10. Prawię ja kupiłam podczas wczorajszej wizyty w księgarni, ale mieli jedynie wydanie w twardej oprawie droższe, a wolę kupić w cienkiej, bo mimo że mam wrażenie że książka mi się spodoba, to jeśli nie, to po co mi twarda oprawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj, a wydali ją w miękkiej oprawie? Myślałam, że tylko w twardej....

      Usuń
    2. Tak, sprawdziłam. Tylko w twardej...

      Usuń
  11. Zachęciła mnie recenzja Uli i Tobie również się spodobała. Mam ją na półce i sama chętnie po nią sięgnę, wydaje się być taka szkatułkowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, właśnie, jest ciut szkatułkowa. Mnie zachęciła i Ula i Miranda z Kawy z Cynamonem. I nie żałuję. Cudna historia.

      Usuń