czwartek, 29 stycznia 2015

Teatr: Opowieść o spektaklu Zabawy z ogniem

Fot. archiwum Teatr im. Stefana Jaracza.

Mama zawsze przestrzegała, by nie bawić się z ogniem. Mówiła, że to niebezpieczne i prowadzi tylko do nieszczęścia. No właśnie… mama. Zabawy z ogniem to nie tylko domki z zapałek, lecz także mówienie na głos tego, co nie powinno być wypowiedziane, to naginanie zasad, aż nie pękną, to sprawdzanie, gdzie leży granica wytrzymałości naszych bliskich.

Czirk! Pierwsza zapałka boleśnie przeorała duszę widzów i zapłonęła na scenie.

Zabawy z ogniem to spektakl dyplomowy studentów IV roku Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka w Olsztynie. Pięciu aktorów, dwie historie, jedna scena. Jeżeli wierzyć, że każdy spektakl uwalnia emocje, które wsiąkają w ściany teatru, to Zabawy z ogniem pozostawiają po sobie cały ich ogrom, który wżera się w deski sceny i w umysły widzów.

Pierwsza historia, to tytułowa jednoaktówka Augusta Strindberga. Plaża, piasek, aż razi nas słońce. Można zapomnieć o reflektorach. Widzimy ludzi, który mają wszystko, a gdy ktoś ma wszystko i nie ma o co walczyć, zaczyna gnić od środka, zaczyna pragnąć emocji, wstrząsu, nieszczęścia.

Czirk! Druga zapałka boleśnie przeorała duszę widzów i zapłonęła na scenie.

Historia druga - „Pelikan”. Pelikan? Ten ptak, co własną krwią karmi swe dzieci? Brzmi jak metafora idealnego rodzica, lecz czemu dzieciom jest zimno, a na kolacje jest tylko niedogotowana kasza? Czy to ona jest krwią pelikana? A zatem... cóż płynie w jego żyłach?

Nie jestem krytykiem teatralnym, nie mrużę groźnie oczu, patrząc na aktorów, ja po prostu przychodzę do teatru, by czuć, by wypełnić płuca zapachem cudzych i własnych historii. I właśnie dla tego powiem Wam szczerze, że aktorzy, których zobaczyłam na scenie, są fenomenalni, są gwarancją dla mnie, że w czymkolwiek będą grali, nie będę żałowała obejrzanego spektaklu.

Fot. archiwum Teatr im. Stefana Jaracza.

Najbardziej poruszył mnie Przemek Niedzielski swoją rolą Ojca w pierwszej jednoaktówce. Widziałam go na scenie w spektaklach Pan Mautz i Klaun, ale w Zabawach z ogniem zobaczyłam kogoś nowego, innego, statycznego. On naprawdę zmienił się w prawdziwego ojca z lekko siwiejącymi wąsami. Nawet spojrzenie miał inne. Brawa na stojąco. Zachwyciła mnie Sylwia Krawiec, była mocna, wyrazista, niemal widziałam oczami wyobraźni jak przesuwa zapałką po sercach widzów. Knut i Aksel, czyli Andrzej Popiel – tak różne dwie postacie, jedna pełna energii i dławionej wewnętrznej rozpaczy, a druga spokojna, choć nie do końca... Katarzyna Jędrychowska raz delikatna i bojaźliwa, a w innej historii władcza i pełna pragnień. I Szymon Kołodziejczyk raz pełen uczuć i walki z nimi, a po chwili spokojny, opanowany pastor.

Czirk! Trzecia zapałka boleśnie przeorała duszę widzów i zapłonęła na scenie.

Są rodzice, którzy nie mogą żyć inaczej, jak tylko dla siebie. I to właśnie oni najczęściej poszukują usprawiedliwienia w oczach swoich dzieci. Są ludzie, który zanurzając się coraz głębiej w to, co posiadają, nie są w stanie odnaleźć tego, czego pragną. W tych dwóch historiach odnajdziesz siebie. Z dziesięciu twarzy pięciu aktorów wybierzesz własne odbicie. Zobaczysz prawdę, ale to twoja decyzja, czy będziesz chciał ją przyjąć.

Fot. archiwum Teatr im. Stefana Jaracza.


Przeczytaj także o wrażeniach Uli z Pełnego zlewu :)

6 komentarzy:

  1. Wróciłam z teatru.
    Czuję się przeorana, szczególnie przez jedną ze scen...
    Tyle ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni naprawdę te zapałki zapalają o widzów...

      Usuń
    2. Dlatego ja chciałam siąść w kącie najdalszego rzędu. Schować się i przeżyć sobie po cichu całość... a wylądowałam w środku drugiego rzędu...

      Usuń
  2. Świetna relacja ze spektaklu! "Mama zawsze przestrzegała, żeby nie bawić się ogniem" - i to, co dalej, cały ten akapit, po prostu super. Tematyka ognia jest mi bardzo bliska, a że jeszcze spektakl realizowany przez studentów, to bardzo chętnie bym go obejrzała. Kultura teatralna niestety przenosi się do sztuki offowej, a bardzo szkoda.

    OdpowiedzUsuń