piątek, 16 stycznia 2015

Recenzja: Księga Portali - Laura Gallego Garcia



Podróżowanie ma w sobie dużo uroku. Pakowanie domowego ciepła do walizki, chrobotanie jej kółek o asfalt, tłok na lotnisku, syk torów. Nieważne co wybierzesz – samolot, samochód czy pociąg, podróż wciąż będzie miała w sobie magię.

I ta właśnie magia jest obca w krainie opisywanej przez „Księgę Portali”. Tutaj postawiono na szybkość i oszczędność sił. Tu owszem, pakuje się walizki, jednak podróż trwa sekundę. Jak to możliwe? Otóż w tej krainie rysuje się portale, które przenoszą nas z jednego miejsca na drugie w ciągu jednego naszego kroku. I nie jest to magia. To skomplikowana i pełnia niuansów nauka. Aby narysować portal potrzebna jest specjalna farba, cyrkiel, miernik, współrzędne i oczywiście sam projekt portalu.

I tego wszystkiego naucza Akademia. Nie jest to Hogward z Harrego Pottera, tu nikt nie macha różdżkami. Tu wykłada się przedmioty, których odpowiedniki moglibyśmy znaleźć i w naszym świecie. Studenci uczą się o ustalaniu współrzędnych, o wyrabianiu farby z kamieni, o sztuce dyskusji, a to wszystko po to, by po ukończeniu szkoły zostać mistrzami.


Po zakochaniu się w „Tam, gdzie śpiewają drzewa” Laury Gallego, gdzie wszystko nie było tym, na co wyglądało, a las miał nierówno pod sufitem, rzecz jasna sięgnęłam po następną jej książkę. Oczekiwałam, że „Księga Portali” zrobi z mojego mózgu podobne kwitnące bagienko, a jednak nie. Trzymałam w dłoniach zupełnie inną literaturę. Szczerze powiedziawszy, w życiu bym nie skojarzyła, że te dwie książki napisała ta sama osoba.

Książka ta zdecydowanie wygrywa postaciami, każda z nich ciągnie za sobą wielką walizkę przeszłości, która nie zawsze spada i otwiera się. Mimo, że w Daruzji, oszczędza się czas na podróżowaniu, nikt nie znalazł sposobu na pozbycie się tych bolesnych bagaży. A zatem postacie – raz! Dwa – Akademia, a raczej to, czego uczy. Spodobał mi się sposób skonstruowania nauki o portalach, Laura opisała to wszystko w taki sposób, że każde z nas potrafiłoby wstąpić do tej szkoły.

Komu polecam? Wielbicielom magii, którzy twardo stąpają po ziemi, dla których liczy się fakt i pomysł, a nie iskrząca mgiełka jednorożcowej poświaty. Polecam fanom książek o szkołach magicznych, który wciąż wycierają łzy, bo harrypotterowski cykl już dobiegł końca. Czyta się szybko, jednak nie wprowadza w jakiś specjalny stan uniesienia i zachwytu, tak jak w moim przypadku było z „Tam, gdzie śpiewajądrzewa

A wiecie, co jest największym plusem tej książki? To, że można ją nałożyć na nasz współczesny świat. Bo mamy portale, prawda? Mistrzowie i Akademia zarabiają na nich naprawdę dużo. Na tym funkcjonuje cały kraj, siły bezpieczeństwa i handel. A co jeśli surowiec, z którego wykonuje się farba do malowania portali, zacznie się kończyć?



6 komentarzy:

  1. ...zacznie się chaos, runie domek z kart, którego nie potrafiono wzmocnić solidnymi fundamentami. Wtedy rzeczywistość okaże swe prawdziwe oblicze a portale przestaną istnieć, zwłaszcza w realnym świecie...
    Będę polować na tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie nie do końca... Bo może wydarzyć się coś bardzo niespodziewanego ;)
      Poluj, poluj :) Dobra na jeden wieczór :)

      Usuń
  2. Teraz czuję się jeszcze bardziej zachęcona. Czym prędzej rozejrzę się za tą książką, by sprawdzić, jak to jest z tymi portalami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj warto, warto. A potem będziesz gardzić pkp :P

      Usuń
  3. Czytałam tę książkę i jestem w niej zakochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak? :) Mnie aż tak mocno nie trafiło :P

      Usuń